Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
O wszystkimOpinie

Zejście na ziemię

dodany przezKamil Timoszuk 19 października 2014 0 Komentarzy

Krakałem, krakałem i się doigrałem. To była moja pierwsza myśl wychodząc z sali kinowej po seansie jednego z filmów na którym byłem. Tak ostatnio pisałem, że co film na jaki idę to lepszy i myślałem, że kolejną produkcją zza wielkiej wody podtrzymam tę passę. Niestety tak się nie stało, choć na pewno też bym nie powiedział, że był to wieczór kompletnie zmarnowany.

W ostatnich tygodniach dobrą passę na ekranach kin ma zdecydowanie polskie kino. O dziwo to filmy właśnie naszej rodzimej produkcji, zbierają największe pochwały oraz to na nie chodzi spore grono ludzi. Jednak ten stan rzecz jasna nie będzie trwał wiecznie i już za chwilę do łask na pewno wrócą przede wszystkim amerykańskie produkcje jakimi mainstreamowe kino stoi. Myślałem, że dobrym tego przykładem będzie „Sędzia”.

Sędzia

Oglądając zwiastuny jeszcze kilka tygodni wcześniej, ostrzyłem sobie zęby na to aby zobaczyć ten obraz filmowy jak najwcześniej. Z jednej strony zachęcała mnie zaproponowana przez reżysera Davida Dobkina fabuła, a z drugiej gra aktorska dwóch głównych bohaterów – Roberta Downeya Jr. oraz Roberta Duvalla. Pierwszy z nich w moim odczuciu musi zagrać jakąś niemal oskarową rolę, aby pozbyć się plakietki (znakomitej, ale jednak plakietki) Iron Mana. Drugiego z nich kojarzę tylko z nazwiska ale filmów z nim w roli głównej raczej nie kojarzę tak na szybko. Tak wiem, jestem filmowym ignorantem. I co z tego? Może to też być moim atutem bo wielu aktorów ma u mnie czystą kartę i nie oceniam ich poprzez pryzmat wcześniejszych ról, tak jak to ma miejsce w przypadku wspomnianego Iron Mana. Wracając jednak do samego filmu, to jest to opowieść o prawniku, który na co dzień pracuje w potężnej prawniczej korporacji. Jego specjalnością jest wygrywanie spraw „nie do wygrania”, w większości przypadków broniąc największe gnidy jakie chodzą po tej ziemi. Jego sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy musi on pojechać do swego rodzinnego domu z powodu śmierci matki. Jak się okazuje jego rodzinna miejscowość nie jest krainą miodem i mlekiem płynącą i jest tam wiele nieprzychylnych dla niego osób z samym ojcem na czele. Ojcem, który przy okazji jest miejscowym sędzią. W wyniku pewnych zdarzeń prawnik jest niemalże zmuszony do tego aby zostać z rodziną dłużej niż przewidywał. Jest więc to okazja zarówno do rozwiązania wszelkich aktualnych problemów, jak i tych, które nie zostały załatwione wiele lat temu. Poza tym w międzyczasie ścierają się ze sobą dwa światopoglądy i dwa sposoby patrzenia na otaczający świat. A gdy dochodzi do takiej sytuacji, to niemal pewne jest to, że będzie iskrzyć.

Cały film w swoim założeniu reżysera miał być dramatem z najwyższej półki kinowej. Miała mu to zapewnić w dużej mierze obsada, która jak się okazuje jest ważna, ale na pewno nie najważniejsza. Niestety potencjał jaki krył się za tą cała historią został w moim odczuciu rozmieniony na drobne w postaci wymieszania głównego wątku, czyli pomocy ojca dla syna z wieloma pobocznymi sprawami. Przez to też czasami można było odnieść wrażenie, że film jest przeciągany na siłę, a wątki czysto obyczajowe zakrywają główny sens tego filmu. Trwający dobrze ponad 2 godziny obraz, spokojnie można było zawęzić o jakieś pół godziny i nikt by raczej nie poczuł wielkiej straty. Ba, mam wrażenie że film dzięki temu zyskałby jeszcze na dynamice. Plusami filmu jest na pewno gra aktorska całej obsady, a nie tylko głównych bohaterów. Rola opóźnionego w rozwoju brata, zagrana przez Jeremyego Stronga, to będzie jeden z tych wyróżników dla których ja będę ten film wspominał dobrze. Tak samo jak i ścieżka dźwiękowa jest dodana tak, aby odpowiednie momenty tej produkcji wzmacniać, a inne natomiast wyciszać. Niestety nie zmienia to jednak faktu, że przykrycie wątków dramatycznych przez czysto fabularne na swój sposób uśmierciło ten film jako wielkie filmowe dzieło.

Czy to jednak oznacza, że ten film jest zły i nie warto dla niego marnować kilku godzin w kinie? Raczej nie. Jednak przy konkurencji jaka w tym okresie panuje w kinie bardzo łatwo można trafić na coś znacznie lepszego w moim odczuciu. Jeśli jednak ktoś na przykład jest fanem odtwórcy Iron Mana to jest to zdecydowanie pozycja dla niego. Niestety jednak nie można się spodziewać tym razem takich fajerwerków. A szkoda, bo tak jak wspomniałem, ten film miał potencjał…