fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Wyzwanie podjęte!

dodany przezKamil Timoszuk 2 marca 2014 1 Komentarz

Bywają czasem takie dni, na wspomnienie których człowiek samoistnie się uśmiecha. Wracają wtedy uczucia związane z tym czasem i wszystkie emocje jakie w danej chwili towarzyszyły. Takim dniem była na pewno wczorajsza sobota, która w mojej i nie tylko mojej pamięci zostanie na jakiś czas.

Wszystko to dlatego, że właśnie wczoraj odbyły się pierwsze oficjalne zawody w CrossFit Podlasie Box. Impreza pomimo, że miała charakter raczej wewnętrzny, to i tak dla wielu osób była nowym doznaniem. Dla mnie również. Zarówno ja, jak i cała reszta osób zaliczyło swoje debiuty na oficjalnych crossfitowych zawodach. Jak się okazało w praktyce nie jest to dokładnie to samo co codzienny trening. Podczas jakichkolwiek zawodów swoją rolę odgrywa znacznie więcej czynników niż podczas codziennej pracy. Dlatego też fajnie mieć już za sobą takie doświadczenie, które być może w przyszłości zaprocentuje w jakiś sposób. Tym bardziej już teraz wiem, że moje pierwsze zawody na pewno nie będą moimi ostatnimi.

Wyzwanie I 1

Do tych wczorajszych nie przygotowywałem się w żaden specjalny sposób. Wiedziałem już przed startem, że chcę dokonać podczas nich dwóch rzeczy – dać z siebie wszystko i po prostu się dobrze bawić. Jak się okazało w praktyce, oba założenia wykonałem nie w 100, a chyba w 150 procentach. Wiem, że parę startujących osób stresowało się swoim występem czego ja o sobie powiedzieć nie mogłem. To było aż dziwne ale prawie do końca byłem całkowicie spokojny. Prawie, ponieważ nagły ale na szczęście krótkotrwały atak, nastąpił gdy zegar zaczął odliczać ostatnie 3 sekundy przed startem pierwszego WOD-a. Na szczęście kiedy zaczęła się praca, wszystko to poszło w niepamięć bo trzeba było skupić się na czymś zupełnie innym.

Wyzwanie I 2

Jak to w założeniu crossfitowych zawodów bywa, WOD-y z jakimi musieliśmy się zmierzyć były do samego końca owiane tajemnicą. Każdy miał swoje przypuszczenia, prognozy czy typy. Ja starałem się o tym specjalnie nie myśleć bo wiedziałem, że cokolwiek by nie było to i tak będzie ogień 😉 No i był!

Michał, który ogłaszał kolejne ćwiczenia składające się na WOD numer 1, mógł przez chwilę poczuć się jak pan Castro ogłaszający WOD-y na Gamesach. Z tego co wiem, to miał on niezły ubaw z naszych min, kiedy na tablicy pojawiały się kolejne nazwy ćwiczeń. Szczególnie moja musiała być nie tęga, kiedy zobaczyłem jedno z nich. Ale po kolei.

WOD I

75 KB Lunges 16/8kg

50 Dead Lift 50/30kg

25 Burpee Over The Box Jump 60/50cm

Nie było mi do śmiechu w chwili zobaczenia ostatniego z ćwiczeń. O ile burpeesy są jednymi z moich bardziej ulubionych, to w połączeniu tego ze skrzynią już nie było tak wesoło. Tym bardziej jeśli skrzynia miała wysokość 60 centymetrów czyli tyle ile na co dzień w WOD-ach nie skaczę. Dlaczego nie skaczę, a właściwie to nie skakałem? Szczerze mówiąc to w tej chwili nie mam już pojęcia. Widocznie kolejna bariera w mojej głowie musiała zostać złamana. Ale kosztowało mnie to maksymalnego wysiłku i jeszcze większego skupienia. Tym bardziej, że samo dojście do skrzyni w tym WOD-zie pożerało mnóstwo energii, z nóg szczególnie. Zresztą zobaczcie sami jak to wyglądało.

Obejrzałem ten film już dwa razy od wczoraj i z jednej strony wiem, że dla wielu ludzi to nic nadzwyczajnego ale dla mnie było to prawdziwe zwycięstwo. Nad samym sobą, nad swoimi barierami czy swoimi przekonaniami, że czegoś nie dam rady zrobić. To nic że czas jaki osiągnąłem, plasował mnie pod koniec całej stawki zawodników. Ja miałem poczucie, że na chwilę obecną dałem z siebie tyle ile mogłem. I teraz już nie będzie wymówki podczas WOD-ów, że nie skaczę na 60cm 😉

Wyzwanie I 3

Dwoma bohaterami w moim odczuciu podczas pierwszego WOD-a byli też dwaj inni panowie. Jeden z nich jest w wieku, który teoretycznie predysponuje go do bycia ojcem dla reszty uczestników. To jednak, jak Wojtek zasuwał podczas rywalizacji, zasługuje na wielkie słowa uznania. To samo wśród kobiet tyczy się Doroty, która może zawstydzić nie jedną młodą dziewczynę. Drugim zaś moim prywatnym bohaterem był Filip, który wystartował w zawodach pomimo choroby. Fakt, że nie było to najrozsądniejsze z jego strony, ale za podjęcie walki brawa. Szczególnie w końcówce, kiedy niemal nie widząc już na oczy, przez to też uderzając kilka razy o boxa, postawił sobie za punkt honoru nie poddać się i skończyć to co zaczął. Lubię patrzeć na taką postawę u innych ponieważ jest to mocno mobilizujące.

Wyzwanie I 4

Po dłuższej przerwie poświęconej na regenerację i zebraniem sił, nastał czas na drugi WOD. Ponownie nasz „lokalny Castro” znęcał się nad uczestnikami, powolnym zdradzaniem ćwiczeń. O dziwo ja, widząc kolejne z nich, coraz bardziej się uśmiechałem 🙂

WOD II

8 minut AMRAP

7 Burpee Plate Jump 20/10cm

14 KB Swing 16/8kg

21 Air Squat

Ten zestaw to była zdecydowanie moja bajka. Wiedziałem, że przede wszystkim nie mogę zawieść sam siebie i osiągnąć rezultat który mnie zadowoli. Czy się udało?

Wykonanych 5 pełnych rund, oraz dodatkowo 12 powtórzeń w rozpoczętej szóstej dało mi sporo satysfakcji. Szczególnie kiedy doszedłem już do siebie i kilka osób uświadomiło mnie, że miałem jeden z lepszych wyników. Było to dokładnie 6 miejsce, a więc wstydu nie było 😉 Powiedziałbym nawet, że jestem całkiem usatysfakcjonowany tym co pokazałem i mam dalszą motywację do wytężonej pracy.

Wyzwanie I 5

To, że ja zakończyłem swój udział nie oznaczało jednak, że to już dla mnie koniec emocji. Prawdziwe emocje, choć już zupełnie z innej półki, dopiero się rozpoczęły. Nie mogłem sobie odpuścić i rzecz jasna starałem się ich jak najwięcej uwiecznić.

Wyzwanie I paparazzi

Do rozegrania pozostawał jeszcze finał. 6 Najlepszych zawodników tego dnia wystartowało w 3 parach w systemie rywalizacji 1 z 6, 2 z 5 oraz 3 z 4. Tylko czasy zwycięzców się liczyły więc była to dodatkowa mobilizacja do dania z siebie wszystkiego. A trzeba było się dość mocno napocić, żeby wygrać ze swoim rywalem.

WOD Finałowy

500m ROW

40 DU / 120 SU

30 STO 40/20kg

20 Pull Up / 20 Jumping Pull Up

10 T2B/K2E

Ja w całej finałowej stawce miałem swojego prywatnego faworyta. Dlatego też podczas nagrywania jego zmagań nie szczędziłem gardła za co już teraz przepraszam wszystkich, którzy będą oglądać poniższe materiały 😉 Na swoje usprawiedliwienie tylko napiszę tyle, że nie tylko mnie ponosiły emocje, ale także i całą grupę zebranych ludzi. To były prawdziwe emocje okraszone dopingiem.

Kiedy po skończeniu 3 par rywalizacji wydawało się, że to już koniec rywalizacji organizatorzy imprezy po raz kolejny zaskoczyli uczestników. Otóż wszyscy trzej zwycięzcy pojedynków musieli zmierzyć się między sobą w tym samym WOD-zie ale kompletnie odwróconym. Czyli generalnie musieli wrócić tam, skąd wszystko zaczynali. Ich miny po usłyszeniu tej wiadomości były po prostu bezcenne. Sam bym też się trochę zdziwił, jakby po daniu z siebie maximum możliwości, ktoś mi kazał zasuwać raz jeszcze. To była prawdziwa próba charakteru dla nich.

Z próby najlepiej wyszedł mój faworyt, któremu raz jeszcze w tym miejscu oficjalnie gratuluję. To był prawdziwy wyczyn z którego może być dumny!

Po skończeniu zmagań przyszedł czas na przyjemniejsze rzeczy, jak na przykład nagrodzenie zwycięzców. Każda z 6 osób kompletnie sobie zasłużyła aby być w tym miejscu gdzie się znalazła. Zresztą każdy chyba tego dnia dał z siebie maksimum możliwości i to się tak naprawdę liczy.

Wyzwanie I 7

Tak samo zresztą jak to, że był to kolejny event zorganizowany przez ekipę CrossFit Podlasie, do którego nie można się przyczepić. Nawet gdybym miał czepialską naturę to naprawdę w tym przypadku nie byłoby to możliwe. Michał, Damian, Monika, Tomek – Wielkie brawa i podziękowania dla was za wszystko co już zrobiliście i za to co pewnie planujecie. Tak jak to już ustaliliśmy w prywatnych rozmowach, wam praktycznie wszystko wychodzi, bo robicie to wszystko z pasją i sercem, a to jest nie do przecenienia w żaden możliwy sposób. Oby tak dalej!Wyzwanie I 6

I takim oto sposobem wczorajszy dzień przeszedł do historii. Dzień który owocuje zdecydowanie tym, że na przykład dzisiejsze zakwaszone nogi, wcale nie dokuczają tak jakby mogły. Najważniejsze jest jednak to, że kolejne fajne doświadczenie trafiło do mojej kolekcji.