fbpx
CrossFitO wszystkim

Wszystko da się zrobić!

dodany przezKamil Timoszuk 6 czerwca 2013 5 komentarzy

Wszystko jest do zrobienia, nauczenia czy wypracowania. Te zdanie w ostatnim czasie mówię sobie i innym aż chyba do znudzenia. Jednak jak mam tego nie mówić skoro niemal każdego dnia dostaję dowody na to, że to po prostu prawda? Coś co jeszcze wydawało mi się niemożliwe teraz nagle staje się realne. Co jednak najlepsze mam ochotę na więcej. Dużo więcej!

A czego konkretnie chciałbym więcej? W sumie pytanie tylko pozornie jest proste ale ogólnikowo mogę stwierdzić, że więcej przydałoby się efektów. Choć tak pisząc wychodzi na to, że jestem zachłanny. Dlaczego? Ponieważ dziś dostałem bardzo dobitny dowód na to, że w przeciągu 2 miesięcy od startu zmian w moim życiu udało mi się osiągnąć tak wiele. Tak na prawdę to nawet więcej niż chyba sam na początku przypuszczałem. Ale to są tylko ogólniki, a przy pracy nad sobą bardzo często można wszystko zmierzyć, zważyć (!) czy też nazwać. A więc do dzieła.

Gdy w końcu ogarnąłem się na początku kwietnia z tym, że trzeba coś ze sobą zrobić bo nie wygląda to dobrze najważniejsza była dla mnie waga sama w sobie. Ta bezczelnie pokazywała mi 121 kilogramów czyli dużo za dużo. Oczywiście te nadprogramowe kilogramy same się nie zrobiły, a tym bardziej nie wzięły się z powietrza. Jeśli ktoś wam wmawia, że tak się dzieje to kłamie wam w żywe oczy. Moim małym błędem było to, że już na samym początku nie zrobiłem sobie podstawowej analizy ciała. Jako, że wprowadzane pewne zmiany w życiu przynosiły rezultat w postaci ubytku kilogramów to nie martwiłem się tym specjalnie. Jednak po pierwszym miesiącu w końcu dotarłem w miejsce gdzie mogłem to zrobić i efekt był taki jak pisałem w TEJ notce. Generalnie było ok ponieważ waga spadła 8 kilogramów w ciągu miesiąca. Całej reszty parametrów zaś nie mogłem specjalnie porównać ale domyślam się, że także trochę się poprawiły. Obiecałem też sobie wtedy, że taką analizę będę robił już teraz regularnie mniej więcej raz w miesiącu, żeby obserwować to co się dzieje z moim ciałem. I tak się złożyło, że właśnie dziś był ten dzień kiedy trzeba było wykonać analizę. Oto jej efekt.

2013.06.06 Analiza ciała

Dla osób, które nie mają ochoty analizować jej i porównywać w całości samodzielnie podam tylko najważniejsze zmiany. Waga ponownie spadła o kolejne 8 kilogramów (tylko 5,3 do dwucyfrówki!) i to jest dla mnie największe zaskoczenie, ponieważ ponad połowa ostatniego czasu to okres kiedy odpoczywałem od treningów. Jednak po pierwsze rower zrobił swoje, a po drugie chyba na prawdę ogarnąłem już zdrowe jedzenie. Jak widać to nie kłamstwo, że 70% efektów robi się w kuchni, a nie na sali treningowej. Wracając jednak do reszty parametrów to w miesiąc pozbyłem się z organizmu prawie 11 kilogramów samego tłuszczu! Organizm nauczył się więc czerpać energię z tkanki, którą pali jak szalony i dobrze mi z tym 🙂 Do tego efektem ubocznym całej tej pracy, której jakoś nie zakładałem i dzieje się trochę sama z siebie to przyrost masy mięśniowej. Tym razem prawie 3 kilo na plusie. Jest siła 😉 Co ciekawe wzmocniły mi się też same kości, których waga też nieznacznie ale jednak wzrosła. Jeśli do tego dodamy jeszcze spadek bardzo znanego choć trochę niedoskonałego współczynnika BMI o 3 punkty to wychodzi na to, że jest całkiem przyzwoicie. Ciekawostką jest to, że pomimo tego generalnego postępu to organizm potrzebuje więcej energii, a co za tym jedzenia. Bez przesady ale generalnie muszę teraz więcej (zdrowo!) jeść. Kto by pomyślał 😉

Ale zaraz zaraz. To są tylko suche liczby, a może jeszcze trochę faktów? Otóż proszę bardzo. Po kilkunastu latach przerwy dosiadłem ponownie rower. Gdy to zrobiłem to teraz już nie mam specjalnej ochoty z niego schodzić. Gdy nadejdzie jesień, a później zima to już wiem, że będzie to dla mnie bardzo niefajny okres powrotu do autobusów komunikacji miejskiej. Poza tym w końcu spróbowałem kilku innych rzeczy, które długi czas nie były ze mną za pan brat, a ja z nimi. Oto przykład.

Ćwiczenie, które mi się jednoznacznie kojarzy z CrossFitem czyli burpees, a po polsku dziwna nazwa padnij powstań (nikt nie wymyślił nic lepszego). Wcześniej oczywiście robiłem je ale ze znacznie większym trudem i bez większego przekonania. A teraz? Podczas wczorajszego treningu kiedy pot lał mi się do oczu, brakowało już sił oraz momentami tchu ja robiłem to niemal z uśmiechem na ustach. Dlaczego? Bo to były już niemal inne burpees niż wcześniej. One były w tym momencie ciężkie bo sam trening był ciężki ale nie tak jak wcześniej! Oj będą one katowane przeze mnie w najbliższym czasie nie raz i nie dwa.

Poza tym dzisiaj miałem typowy trening cardio gdzie jednym z elementów była skakanka. Kolejny przyrząd nie używany przeze mnie długie lata. Nie przez przypadek też skakanka ma rodzaj żeński. Jest złośliwa, niewierna i same z nią kłopoty 😉 Co się nawkurzałem i nabluzgałem dziś na sali to moje i ewentualnie tych, którzy mnie widzieli w akcji 🙂 Ale nie odpuszczam i będę walczył. Bo dlaczego by nie? Jeszcze będę kicał jak sarenka 😀

Na koniec moich dzisiejszych zmagań spróbowałem zaś innej rzeczy, która mnie ciekawiła, a mianowicie podciągania na drążku. Jeszcze jakiś czas temu była to moja pięta achillesowa i nie byłem w stanie zrobić tego nawet z gumą wspomagającą. A dziś? Udało się mówiąc krótko! Wprawdzie jeszcze nie tyle ile bym chciał ale staram się powtarzać sobie, że spokojnie i powoli, a do wszystkiego się dojdzie. I tej wersji będę się trzymał.

Tak więc jak widać zmiany w życiu przekładają mi się nie tylko na wagę samą w sobie ale też na wiele innych mniej lub bardziej pokrewnych rzeczy. Dziś napisałem zaledwie o kilku, a są przecież jeszcze inne mniej wymierzalne sprawy. Sprawy, które również mnie bardzo cieszą ale o nich dopiero niebawem. Tymczasem kończę z przekonaniem, że naprawdę warto robić to co robię tej chwili. Czego i wam życzę!