fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Wieczór sportowych wspomnień

dodany przezKamil Timoszuk 6 września 2014 2 komentarze

Są czasem takie chwile, że warto obejrzeć się za siebie i zobaczyć co już minęło i czego udało nam się dokonać. Nie można tego robić zbyt często aby nagle nie obudzić się z ręką w nocniku i świadomością, że żyjemy tylko i wyłącznie przeszłością. Jednak takie powroty potrafią być bardzo pouczające i motywujące zarazem to tego, aby w dalszym ciągu po prostu robić swoje.

Jest taka polska, dość dobrze znana piosenka, której trzy najważniejsze wersy refrenu mówią coś takiego:

Życie nie tylko po to jest, by brać
Życie nie po to, by bezczynnie trwać
I aby żyć siebie samego trzeba dać

Ten utwór i ten tekst można odnosić na różne sposoby do kilku życiowych sytuacji. Jednak słuchając go dzisiaj, słyszę przede wszystkim motywację. Motywację do działania i robienia tego co sprawia mi przyjemność, bo w szerszym kontekście tylko to może przynieść ogólne zadowolenie. Skąd u mnie dzisiaj taki stan umysłu, który spowodował, że wzięło mnie trochę na wspominanie? Na pewno nie bez przyczyny był wczorajszy wieczór kiedy to oficjalnie, momentami nawet bardzo oficjalnie, zakończył się pewien etap w moim życiu.

Przez ostatnie 10 lat miałem okazję współpracować z grupą ludzi przy czymś co swego czasu po prostu kochałem czyli koszykówce. Mniej lub bardziej pośrednio byłem związany z tym sportem na wiele różnych sposobów o których sobie dziś zacząłem tez przypominać. Jednym z tych sposobów było robienie statystyk na meczach koszykówki. Zawsze bawiło mnie to, jak ludzie reagowali słysząc co takiego robię. W ich oczach praktycznie zawsze można było wyczytać praktycznie pustkę mówiącą, a praktycznie to krzyczącą, o podanie więcej szczegółów na ten temat, ponieważ nie wiedzą o czym do nich mówię. Wtedy też zawsze zaczynał się dość żmudny proces tłumaczenia tego zajęcia, co i tak nie zawsze kończyło się sukcesem, pomimo tego, że osoba poznająca tajniki tego zajęcia udawała, że wie o co chodzi 😉

Jakiś czas temu minęło dokładnie 10 lat odkąd razem z Łukaszem zapoczątkowaliśmy wykonywanie takich obserwacji statystycznych na koszykarskich widowiskach w Białymstoku. Kurczę, aż mi się gęba sama uśmiecha jak sobie pomyślę, jakie były tego początki. W nieistniejącej już hali, nieistniejący już zespół koszykarski był naszym niemal królikiem doświadczalnym na którym uczyliśmy się czegoś, co kilka lat później stało się niemal standardem nie tylko w najwyższych klasach rozgrywkowych, ale także i w niższych ligach. Jakby nie patrzeć byliśmy prawdziwymi pionierami tego „zawodu” w tym kraju i z tego jestem na prawdę w tej chwili dumny. Poza tym, gdy dziś sobie patrzę na otrzymaną wczoraj symboliczną statuetkę z symboliczną plakietką, której poszukiwania zasługują praktycznie na oddzielny wpis na blogu, to przypomina mi się wiele rzeczy. Co najbardziej wryło mi się w pamięć? Na pewno emocje, często bardzo skrajne, które towarzyszą robieniu statystyk na meczach. Od wielu wesołych chwil, aż do skrajnie zaskakujących, a przez to i nerwowych. Nie raz się zdarzało, że byliśmy bardziej spoceni, niż zawodnicy biegający po boisku. Z czasem i nabieraniem doświadczenia, takie sytuacje miały miejsce coraz rzadziej. Ale co się nastresowaliśmy to nasze. Jeśli do tego dorzuci się setki, a nawet i tysiące przebytych kilometrów na kilku różnych trasach, masę śmiechu podczas tych podróży czy wiele innych sympatycznych momentów to aż dziw bierze, że z tego wszystkie zrezygnowałem z własnej nieprzymuszonej woli. Jednak w ostatnim okresie czułem, że jest mi coraz mniej po drodze z tym zajęciem. I nie chodzi tu o kwestie finansowe, które często są największym motywatorem do wykonywania wielu zajęć w naszym życiu. Po prostu człowiek potrafi się wypalić i stracić pasję do robienia tego, co jeszcze jakiś czas temu sprawiało mu kupę frajdy. A skoro nie można czegoś robić na 100% to po co to robić na siłę, męcząc przy tym siebie i często innych?

Dziś stawiając nad swoim biurkiem ową statuetkę rozejrzałem się po najbliższej okolicy swojego biurka i dookoła zobaczyłem jeszcze parę innych przedmiotów, które zmusiły mnie do pewnych przemyśleń.

puchary wspomnienia

W ostatnich latach starałem się w sobie wyplenić „naturę chomika” jak ja to nazywam, czyli potrzebę zbierania wszystkiego co jest dla nie teoretycznie ważne. Czasami nadawanie pewnym przedmiotom takich cech nie pomaga później w ich pozbyciu się, a to właśnie miałem ochotę jakiś czas temu zrobić i trochę ta sztuka mi się udała. To co jednak widzicie na powyższym zdjęciu raczej nigdy nie wyląduje w koszu lub w rękach innych ludzi. Każda z tych stojących lub wiszących pamiątek jest ważna na swój wyjątkowy sposób. I ktoś może mnie nazwać w tej chwili sentymentalnym głupkiem, ale ja mam to serdecznie gdzieś, bo te wszystkie kawałki kartonu, plastiku czy metalu to kawałek mojego prawie już 30-letniego życia. Fajnie jest wziąć cos takiego w rękę i uśmiechnąć się do wspomnień jakie stoją za każdą z tych rzeczy. Niby to co najważniejsze zatrzymujemy zawsze w środku nas, jednak z biegiem lat wiele wspomnień zaciera się w głowie oraz zlewa ze sobą. Dlatego też dobrze jest mieć takie przypomnienie, która pozwala rozgraniczać poszczególne fakty, wydarzenia, wyjazdy, miejsca i przede wszystkim ludzi jakich się spotkało. Na wiele z tych minionych wydarzeń i wspomnień patrzę przez pryzmat zdobytych przez lata doświadczeń i to pokazuje tez mi jak ja się zmieniłem.

Jakieś przykłady pierwsze z brzegu? Proszę bardzo! Obsługiwałem kiedyś jako dziennikarz Akademickie Mistrzostwa Polski w podnoszeniu ciężarów. Kiedyś dla mnie to była z jednej strony straszna nuda, a z drugiej fajne nowe doświadczenie. A dziś? Sam wiele razy w tygodniu zmagam się z kawałkiem żelastwa zwanym sztangą, więc chętnie bym w takiej czy może większej imprezie tego typu wziął udział. Miałem też na przykład okazję tworzyć środowisko bowlingowe na Podlasiu czyli byliśmy tymi wariatami, którzy grali w kręgle w bardziej sportowy sposób, a nie jako rozrywka do piwa w sobotni wieczór. Nawet po drodze udało się odnieść kilka sukcesów o których mało kto już teraz pamięta, ale dla mnie są one fajnymi wspomnieniami. Do tego jestem szczęśliwy z tego powodu, że byłem świadkiem fajnego piłkarskiego historycznego wydarzenia jakim był finał Pucharu Polski w Bydgoszczy. To właśnie tam zespół z mojego rodzinnego miasta osiągnął największy sukces w całej swojej historii. A do tego wszystkiego, patrząc na ścianę pokrytą akredytacjami, widzę dokładnie jak wiele kilometrów pokonałem, aby być naocznym świadkiem wielu sportowych wydarzeń w Polsce i na świecie.

Oj można by o tym dobrą książkę, a przynajmniej cykl felietonów napisać. Ja dziś jednak kończę te weekendowe wspominki z fajnymi wspomnieniami wczorajszego wieczora. Kończę je ze sporą nadzieją, że koniec jednego może być początkiem czegoś innego. Bo życie raczej nie lubi próżni, a już na pewno nie moje…