fbpx
Foto & VideoSesje Zdjęciowe

Warto czasem coś pozmieniać

dodany przezKamil Timoszuk 28 lipca 2020 0 Komentarzy

Jak się nie ma co się lubi, to się szanuje i docenia to co ma. A przynajmniej powinno się tak robić, bo karma potrafi być czasami złośliwa. Jednak w takich chwilach powstaje też czasem pytanie – czy warto iść na kompromisy zawsze i w każdym temacie?

Jak to często bywa – to zależy. Ja nie lubię chodzić na kompromisy w chwilach, kiedy coś sobie założę, zaplanuję i w mojej (i być może tylko mojej) głowie jest to niemal plan idealny. Nie mówię jednak, że zawsze upieram się przy swoim jak osioł do samego końca. Ale zmiana planów przychodzi mi w takich chwilach stosunkowo trudno.

Kilka miesięcy temu dostałem jednak niezbity dowód na to, że czasem warto się ugiąć i zrobićc oś inaczej niż pierwotnie planowałem. Wszystko przez to, że przeglądając internety, Faceboooki czy inne Instagramy, zobaczyłem fajny pomysł fotograficzny z wykorzystaniem szklarni. Dużego, opuszczonego i klimatycznego miejsca, które by idealnie nadawało się na zdjęcia. Od razu w mojej głowie powstało pytanie czy chciałbym i byłbym w stanie coś takiego ogarnąć? Bo jak się okazało, ogarnięcie szklarni konkretnych rozmiarów nie jest takie proste 😉 Jak jednak pokazał mój wcześniejszy post tutaj na blogu – jak najbardziej wykonalne.

W tym samym czasie kiedy szukałem miejsca, rozglądałem się za osobą z którą będę mógł to zrealizować. A trzeba pamiętać, że koniec kwietnia był to czas, kiedy postrzeganie panującej na świecie pandemii było bardzo różne. Jedni uważali, że wychodzenie z domu to głupota, a innych wręcz ciągnęło – i na zewnątrz, i do ludzi. I je zdecydowanie należałem do tej drugiej frakcji. Jak się na szczęście okazało Julia także. Może też i dlatego bardzo szybko złapaliśmy wspólny kontakt, ustaliliśmy szczegóły zdjęć i umówiliśmy się na zdjęcia.

Mam wrażenie, że w tamtym czasie mogłem iść na wiele kompromisów odnośnie zdjęć. Ważniejsze było to, aby w końcu wyjść z domu i zrealizować jakikolwiek ze swoich pomysłów. W tamtym też czasie nie znalazłem jeszcze tej swojej wymarzonej szklarni i dlatego też poszedłem na kompromis. Zmniejszyłem wymagania co do scenerii, ale na pewno nie co do chęci osiągnięcia fajnych efektów. Tego nie powinno się nigdy zaniżać. Dlatego miejscem działań w piękne, słoneczne, kwietniowe popołudnie okazała się działka. Miejsce które w pierwszej chwili potraktowałem trochę jak zło konieczne i gorszy zamiennik pierwotnego pomysłu. Ale jak się okazało, było to całkowicie niesłuszne.

Julia na szczęście też zobaczyła w tym miejscu jakiś potencjał i dlatego spędzony razem czas minął nam błyskawicznie, a jego efekty znajdziecie już pod spodem.

Jak dla mnie jest to idealny przykład na to, że czasem warto iść na ustępstwa, a nie trzymać się jak osioł swojej pierwotnej wizji. Bo gdyby tak było, to w tamtym momencie zostałoby tylko siedzenie w domu i myślenie co by było gdyby. A tak dzięki temu odpoczęła przede wszystkim głowa, a może bardziej dostała trochę bodźców, których podczas kwarantanny brakowało. A spotkanie z Julią na pewno takowym było 🙂

Zresztą sama zainteresowana także dobrze wspomina tamten czas.

Współpraca z Kamilem to czysta przyjemność! Profesjonalne podejście, zaangażowanie, pomocne rady, pozytywna energia, dużo śmiechu i rozmów – czułam się mega swobodnie a czas upłynął momentalnie. To była bardzo udana sesja, w przyjaznej, luźnej atmosferze, cały stres zniknął, pozowanie zaczęło przychodzić naturalnie, pomysły same wpadały do głowy, a ja świetnie się przy tym bawiłam! Efekty końcowe przerosły moje oczekiwania. Zdjęcia dostałam bardzo szybko i absolutnie mnie zachwyciły! Zobaczyłam na nich piękną, roześmianą, pewną siebie dziewczynę i moje kompleksy zniknęły. Mam nadzieję, że to dopiero początek naszej współpracy i że jeszcze niejedna sesja przed nami.

Tak, wiem, znowu laurka 😉 Jedyną rzeczą jaką mogę zapewnić jest to, że ponownie nie była ona w żadnym stopniu wymuszana 🙂

Co jednak ważniejsze, Julia miała sto procent racji co do tego, że nie będzie to nasze ostatnie spotkanie. Tak więc jak widać na załączonym obrazku, jest to kolejny przykład tego, że warto czasem jest się „nagiąć”.