fbpx
Foto & VideoO wszystkimSesje Zdjęciowe

Uchwycone szczęście

dodany przezKamil Timoszuk 21 stycznia 2020 0 Komentarzy

Podobno będąc w grupie zawsze jest raźniej i generalnie przyjemniej. Czy aby jednak na pewno? W ubiegłym roku postanowiłem to sprawdzić na własnym przykładzie i przekonać się, że praca na sesji zdjęciowej z więcej niż jedną osobą może być tak samo ciekawa jak i efektywna.

Z czego to wynikło? Ze zmian. Przede wszystkim w mojej głowie i moim sposobie myślenia, a także w ustawieniu czy też pojawieniu się nowych priorytetów. Zauważyłem, że im bardziej byłem zmęczony skupianiem się tylko i wyłącznie na fotografii sportowej, tym częściej moje pomysły krążyły w zupełnie innym kierunku. Nawet przez głowę zaczął mi przebiegać temat ślubny, do którego od początku podchodziłem jak pies do jeża. Coś jednak w pewnym momencie przeskoczyło, a wraz z tym zaczęła się moja własna rozkmina jak temat ugryźć.

W wyniku tej gonitwy myśli wyszło mi na to, że na początek dobrze by było popracować z parami, a nie pojedynczymi osobami. Bo o ile kobiety do zdjęć namówić jest stosunkowo prościej, tak z panami wychodzi różnie 😉 Powiedzmy sobie jednak szczerze – jak wielu panów będzie upierać się na siłę jeśli jego kobieta czegoś bardzo chce? 🙂 Poza tym, doskonale wiem, że w otoczeniu w jakim mam szczęście się obracać, jest sporo osób z otwartymi głowami na nowe doznania i pomysły. I idąc takim właśnie tokiem rozumowania, trafiłem na Emilkę i Mateusza. Ludzi których znam już kilka lat, z którymi zdarza mi się razem trenować i wiem, że jeśli przedstawię im fajną propozycję to nie będą mieli serca(i argumentów) aby mi odmówić. I tak też się stało – jak Timoszuk pomyślał, to tak zrobił!

Jednak żeby nie było za łatwo, to oprócz tego że sama sytuacja pracy z parą była dla mnie nowa, to dorzuciłem sobie jeszcze nową lokalizację na zdjęcia w której nigdy wcześniej nie byłem. Ten kto robi zdjęcia ten doskonale wie, że takie kombinowanie to zawsze jest swego rodzaju ryzyko. Szansa na to,  że przez takie akcje coś może pójść nie tak. Jednak nie ukrywam że całe to zamieszanie z miejscem stało się to dzięki jednemu filmowi obejrzanemu na YouTube na temat miejscowości Zubki Białostockie. W owej miejscowości znajdowała się przed laty duża stacja kolejowa, a w obecnym czasie w okolicznych lasach jest swoiste cmentarzysko starych pociągów. Tak przynajmniej wynikało to ze znalezionych w internecie materiałów. Nie ukrywam, że w pierwszym momencie strasznie zajarałem się tą wizją. Na szczęście moja dziewczyna miała w sobie w tamtym momencie więcej zimnej krwi, dzięki czemu zaproponowała mi aby pojechać w to miejsce tydzień przed zdjęciami i obczaić wstępnie miejscówkę. I tak też zrobiliśmy. Jeżdżąc po lesie i szukając tych zaginionych pociągów, z każdą minutą mój entuzjazm jakby opadał. Głównie dlatego, że nie udawało nam się znaleźć tego po co przyjechaliśmy. Jak się okazało dzięki rozmowie z miejscowym człowiekiem, owe wagony, które miały „robić robotę” rok temu zabrano z lasu…

Nie da się ukryć, że entuzjazm w temacie całego pomysłu jakby mi trochę siadł. Z drugiej jednak strony, nie chciałem zabierać Emilki i Mateusza gdzieś gdzie był już każdy, a ja sam byłem tam już naście razy. Niestety nawet w dniu zdjęć przez głowę przeszła mi raz czy dwa myśl, że „po cholerę to wszystko?”. Na szczęście z drugiej strony szybko przyszło otrzeźwienie w postaci „Timoszuk, nie po to głowę ludziom zawracasz, aby teraz coś zmieniać czy odwoływać. Ogarnij się!” 🙂 I tak też zrobiłem. Teraz już wiem, że to była jedyna słuszna decyzja jaką mogłem podjąć. Już na samym miejscu Emi i Mati sprawili od pierwszych chwil, że praca z nimi to byłą czysta przyjemność. Uśmiechnięci, pomysłowi, otwarci na sugestie i wierzący w moją zasadę, że „nie ma głupich pomysłów, a są tylko te źle zrealizowane”. Oni jak sami mówią podobno byli na początku mocno zestresowani, ale ja osobiście uważam, że w tym temacie, po prostu kłamią 😉

Bo powiedzcie sami – czy tak wyglądają zestresowani ludzie? 🙂

Będąc na sesji i łapiąc kolejne kadry wiedziałem, że „coś z tego będzie”. Siedząc już przy komputerze przekonałem się, że warto było zacisnąć zęby i nie rezygnować z pierwszego pomysłu. Nawet po wprowadzonych modyfikacjach. I lubię to uczucie, kiedy po sesji schodzi ze mnie ciśnienie dowiezienia do końca fajnego efektu. Bo uważam, że to udało się zrobić. A co uważam Emilka i Mateusz?

Przed sesją baliśmy się że będziemy spięci i wyjdziemy sztucznie na zdjęciach, ale stworzyłeś taką miłą atmosferę, że nawet nie czuliśmy że jesteśmy przed obiektywem. Efekty przerosły nasze oczekiwania, i dzięki temu będziemy mieli świetna pamiątkę z młodych lat 😉 Po obejrzeniu zdjęć zbieraliśmy szczęka z podłogi. Nawet osoby postronne, które widziały zdjęcia, nie spodziewały się tego, że możemy tak dobrze na nich wyglądać – to Twoja zasługa. Jeszcze raz z całego serca dziękujemy i z czystym sumieniem będziemy wszystkim polecać!

Miło czytać jest takie słowa. Tym bardziej, że nikt im tego w taki sposób pisać nie kazał 😉

Poza tym to właśnie ta sesja z tymi ludźmi w jakiś specjalny, mocniejszy od wielu innych sposób, udowodniła mi, że warto próbować innych rzeczy. Że praca z parą może być tak samo fajna jak i w pojedynkę. I nie ma co ukrywać, że Mateusz i Emilka mają swój wkład w to, że w tym roku zaczynam swoją fotograficzną przygodę ze ślubami.