fbpx
O wszystkim

Tygodniu, kończ się już…

dodany przezKamil Timoszuk 19 września 2014 0 Komentarzy

Nareszcie jest piątek! Piszę to nie dlatego, że szykuje się w weekend jakaś imprezka czy tego typu sytuacja, na którą specjalnie czekam. Pisze to bardziej dlatego, żeby samemu sobie uświadomić, że ten cholerny tydzień na szczęście się kończy. Tydzień, który na pewno nie będzie przeze mnie dobrze zapamiętany i co za tym idzie często wspominany.

Żyjemy w czasach oraz kraju, gdzie praca stała się nie tylko obowiązkiem każdego dorosłego obywatela, ale niestety także przywilejem. Przywilejem, którego nie każdy ma szasnę dostąpić. Jeśli już jednak kopnie go taki zaszczyt, to stara się on go utrzymać jak najskuteczniej i jak najdłużej. Są jednak chwile, kiedy danej pracy z różnych względów można mieć dość. Niestety ten stan zna wielu z nas, bo jak pokazują badania na które trafiłem jakiś czas temu, ponad 80 procent Polaków jest niezadowolona z wykonywanego zawodu. Inną sprawą jest też niewątpliwie to, że duża część tych 80 procent nic nie robi z tym, aby ten fakt w jakiś sposób zmienić. Jednak to jest wybór każdego z nas gdzie pracuje, jak pracuje i czy mu to odpowiada.

Ja niemal od zawsze w każdej swojej pracy jaką miałem, ceniłem przede wszystkim atmosferę jaka panowała w danym miejscu. Oczywiście reszta czynników z wynagrodzeniem na czele też jest ważna, ale niewątpliwie atmosfera potrafiła na przykład wynagrodzić wiele innych niedogodności. Kiedy jednak wszystko na raz zaczyna się psuć, to wtedy człowiek zaczyna być z dnia na dzień coraz bardziej sfrustrowany. Tak jak ja w ostatnim czasie, kiedy pod presją różnych wydarzeń, musiałem pracować znacznie intensywniej niż zwykle, nawet do kilkunastu godzin dziennie. To wszystko też odbijało się na otoczeniu, które miało podobnie i jak się nie trudno domyślić nie było z tego powodu zadowolone.

Apogeum całej tej sytuacji miało miejsce w tym tygodniu, kiedy w splocie różnych wydarzeń straciłem pracę. Nie całą, ale jej znaczną część, co niewątpliwie odbije się na moim comiesięcznym budżecie, który na chwilę obecną praktycznie nie ma szansy się domykać. Dlaczego tak się stało? Długo by pisać i chyba nie warto tego robić bo to i tak nic już nie zmieni. Doskonale wiem, że w pewnym aspekcie jak to się potocznie mówi, ja dałem ciała. Jednak im dalej od tego wydarzenia, tym więcej nieznanych mi wcześniej faktów wypływa na wierzch i sprawa nie jest już tak oczywista. Bardziej oczywiste staje się to, że nie każdy kto się do mnie uśmiechał od wielu miesięcy, robił to szczerze i nie chciał mi zrobić krzywdy. Teraz już wiem, że to było bardziej czekanie na moment kiedy podwinie mi się noga na jakimś szczególe i będzie to można po prostu wykorzystać. Normalnie postawa godna podziwu.

Ale o dziwo nie ma nawet wielkiego żalu do kogokolwiek o tę sytuację. Nie potrafię chyba i nie chcę. Bo co to zmieni, że będę na kogoś wściekły albo będę mu źle życzył? Chyba tylko to, że swoim zachowaniem i podejściem do drugiego człowieka upodobnię się właśnie do takich zgorzkniałych, zawistnych i fałszywych ludzi. To natomiast jest mi do niczego niepotrzebne. Poradzę w swoim życiu bez takiej postawy. Wprawdzie w tej chwili jeszcze nie mam sprecyzowanego planu, ale wierzę w to, że ten wolny czas jaki „dostałem” w gratisie w tym tygodniu, zamienię na jakieś inne zajęcie. Zajęcie, które pozwoli mi spać spokojniej z racji ponownego domykania prywatnego budżetu miesiąc w miesiąc.

Teraz jednak skupiam się na weekendzie, który pod paroma względami będzie na pewno sportowy. Sobota to ostatni rozruch w boxie przed niedzielnym bieganiem, a wieczorem wspieranie naszych siatkarzy w walce o najwyższe laury w kończących się już Mistrzostwa Świata. Z tej też okazji jutro na blogu pojawi się pewien tekst, okraszony zdjęciami, które pewnie zdziwią kilka osób 😉 W niedzielę zaś czas na bieganie w ramach akcji Białystok Biega. Po raz kolejny biorę się za bary z dystansem 5 kilometrów i planem na to, aby urwać z czasu z przed roku choćby kilka sekund. Nic więcej nie chcę biorąc pod uwagę to, że w ostatnim czasie męczyło mnie przeziębienie i nie czuje się jeszcze w pełni zdrowy. Ale znienawidzonego przez siebie biegania z fajnymi ludźmi dookoła nie odpuszczę. Tako rzecze, wrodzony i głęboko ukryty mój mały wewnętrzny masochista 😉 Będzie to dobra okazja aby spożytkować swoje zawodowe niepowodzenia w pozytywny sposób i zakończyć ten tydzień bardziej pozytywnie.