Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
O wszystkim

Trzymaj się młoda!

dodany przezKamil Timoszuk 16 kwietnia 2013 0 Komentarzy

Życie potrafi zaskakiwać, lubimy czasem sobie powiedzieć. Często jednak niestety są to zaskoczenia dla nas niespecjalnie mile. Tak to jest już urządzone na tym świecie. Szkoda tylko, że czasami złe rzeczy dopadają nas w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Wiem coś na ten temat.

Wstęp podyktowany jest przeczytaniem notki na blogu, który zmotywował mnie do tego aby w końcu ruszyć tyłek i założyć ten burdel, który właśnie czytacie. Blog dziewczyny z Wrocławia, która może być i właściwie jest inspiracją na pewno dla pewnej grupy ludzi. Tym co robi, jak robi i przede wszystkim jak wiele wkłada w to serca. Tacy ludzie to prawdziwy skarb. A w tym przypadku jest to autorka bloga I am Crossfitter.

Jeśli ktoś zajrzał na jej bloga i przeczytał ostatnią trzydziestą notkę ten wie, że Ola spotkała na swojej drodze przeszkodę. Przeszkodę w postaci nowotworu ale na szczęście niezłośliwego. W jej przypadku czyli osoby, która stara się brać z życia co najlepsze to prawdziwy cios. Wierzę jednak, że to tylko przystanek w jej drodze jaką sobie obrała i mam nadzieję, że dalej będzie nią dążyć gdy sobie poradzi z tym paskudztwem jakie ma w głowie. A że jest to możliwe to postaram się streścić w kilku zdaniach.

Tak się składa, że oprócz mojej walki z nadmiarem zbędnych kilogramów przez całe życie, w międzyczasie stoczyłem jeszcze jeden „sparing” o którym mało kto wie. Otóż z 3 lata temu mnie także dopadła bardzo podobna sytuacja w jakiej jest teraz Ola. Mianowicie, kiedy moje życie wydawało się być dla mnie idealne czyli wtedy kiedy sukcesywnie gubiłem kilogramy, a na dodatek pracowałem będąc związany z koszykówką (moje marzenie) przydarzyła mi się pewna historia. Miała ona miejsce w Sopocie kiedy to pracując dla klubu koszykarskiego Żubry Białystok podczas wyjazdowego meczu, siedząc na trybunach ni stąd ni z owąd dostałem potężnego krwotoku z nosa. Ale nie jakiegoś tam małego. Nagle z mojego nosa zaczęło lecieć jak z kranu. Nie dość że cholernie niekomfortowa sytuacja, nieznane w temacie służby zdrowia miasto i do tego kłopot dla wszystkich z którymi byłem na tym wyjeździe. Po kilku godzinach leżenia w busie i tamowania krwi udało się to jakoś opanować. W mojej głowie panowała jednak prawdziwa gonitwa myśli – Skąd Jak? Po co? Dlaczego? WTF?!

Odpowiedzi na te wszystkie jakże ważne pytania dostałem dopiero dzień później już w Białymstoku kiedy udałem się do lekarza. I tu wyszło na to, że czasem nawet w nieszczęściu można trafić na coś przyjemnego. A tym czymś, a dokładniej kimś był lekarz, który zajął się mną zarówno tego wieczora jak i w późniejszym czasie. A wszystko to za sprawą tego, że znalazł on coś w moim nosie co go zaniepokoiło. Żeby sprawdzić co to jest musiałem się zgłosić na kilka dni do szpitala aby pobrano mi próbki tej niezidentyfikowanej masy w mojej głowie. Jak się okazało była to narośl/guz, która trzeba było usunąć.

I tu zaczyna się najlepsze ponieważ jak się dowiedziałem, sposoby usunięcia tego dziadostwa z mojej głowy są dwa. Pierwszy to jeśli dobrze pamiętam nazwę to laparoskopowo czyli bezinwazyjnie przez nos. Jeśli jednak nie udało by się uzyskać w ten sposób dostępu do tego miejsca i usunąć tego dziadostwa to pozostawał jeszcze inny mniej przyjemny sposób – chirurgiczny. Przy zastosowaniu tego drugiego cięcie umożliwiające zabieg ciągnęło by się od zewnętrznej strony brwi w stronę środka, a następnie wzdłuż nosa w dół aż do samej górnej wargi. Ciekawie, prawda? Co najlepsze to jaką metoda uda się to zrobić okazało się dopiero podczas zabiegu. Nic więc dziwnego, że gdy tylko wybudziłem się z narkozy pierwszym ruchem jaki wykonałem było sprawdzenie ręką czy mam całą twarz czy może jestem Frankensteinem. Kiedy utwierdziłem się, że nadal mam mocno „radiową urodę” ale na szczęście bez szram na twarzy wtedy z powrotem udałem się do spania 🙂 Po zabiegu tez dowiedziałem się, że to cholerstwo w mojej głowie rosło sobie spokojnie, bagatela 5 lat. Lekarz później nawet sobie żarty z tego robił, że nic wcześniej nie zauważyłem. Teraz i ja z perspektywy czasu się z tego śmieję ale wtedy było o ten stan ciężko.

A dlaczego o tym wszystkim dziś piszę? Bo chcę Ci Ola pokazać, zwracam się teraz bezpośrednio do Ciebie, że takie sytuacje jak moja czy Twoja to tylko krótkie epizody w całym naszym życiu. Kolejne sprawdziany które trzeba zdać, zapomnieć i wyciągnąć wnioski, a może jeszcze i stać się mocniejszym. Coś na zasadzie kolejnego rwania w martwym ciągu czy innego podciągania się na drążku 🙂 Po prostu just do it. Nawet jeśli poczujesz, że jesteś z wieloma rzeczami sama (a jest duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie będzie) to pamiętaj, że są ludzie, którzy dobrze Ci życzą i trzymają za Ciebie kciuki.

Tak więc trzymaj się młoda i nie daj się jakiemuś tam nowotworowi. Z tak wieloma rzeczami sobie radzisz, a z tym nie dasz rady? Proszę Cię… 😉