fbpx
CrossFitO wszystkim

Trochę więcej wiary…

dodany przezKamil Timoszuk 17 października 2014 2 komentarze

Jeśli ktoś po przeczytaniu tytułu dzisiejszego tekstu myśli, że będzie miał on podtekst religijny to jest w błędzie. Z drugiej jednak strony będzie on traktował o swego rodzaju sekcie oraz temu jak z ta sektą się jeszcze bardziej związać. To można jednak zrobić tylko wtedy, kiedy pozbędziemy się wszelkich uprzedzeń i zrobimy coś innego niż zawsze.

W ostatnim czasie zauważyłem, że moje życie tak się jakoś zaczęło układać od jednych do drugich zawodów crossfitowych. Jak nie wewnętrzne Wyzwanie, to wyjazdowe imprezy typu Łódź Garage Games czy też 3City Cross Games. I tak sobie myślę, że podoba mi się ten tryb funkcjonowania, bo ustala on pewien harmonogram zdarzeń w moim życiu. Tym bardziej cieszę się, że już w najbliższym czasie nie zabraknie kolejnych tego typu eventów w których będę chciał wziąć udział w różnej formie. Mianowicie w niektórych z nich sam wezmę udział, a niektóre na pewno będę bacznie obserwował z boku i patrzył jak się inni męczą 😉 Najbliższe z tego typu imprez to Wyzwanie III czyli wewnętrzne zawody CF Podlasie, kolejna runda Łódź Garage Games oraz wisienka na tym całym crossfitowy torcie czyli Amarok East Side Challenge. O dwóch ostatnich wydarzeniach jeszcze będzie okazja napisać nie raz i dlatego dziś chciałbym się skupić na wyzwaniu jakie podejmie wiele osób już za tydzień.

Wyzwanie III plakat

Na pomysł napisania tego dzisiejszego tekstu wpadłem w ostatnich dniach, kiedy zaobserwowałem pewną zależność. Mianowicie wiele osób, które trenują już jakiś czas w boxie w Białymstoku ma spore opory aby przełamać się i wziąć udział w zbliżających się zawodach. Imprezie, która jest tak naprawdę wewnętrzną zabawą sportem, z dawką adrenaliny jakiej nie odstaje się podczas codziennej sumiennej pracy nad sobą. Słysząc kolejne wymówki kolejnych osób, zacząłem się zastanawiać skąd się one biorą i dlaczego ludzie, którzy spokojnie mogą brać udział w takich zawodach, tego po prostu nie robią. Jestem oczywiście w stanie zrozumieć to, że ktoś ma jakieś obowiązki rodzinne, pracę czy inne tego typu historie. Ot życie, i czasami pewnych spraw i sytuacji nie da się przeskoczyć. Jednak schody zaczynają się przy tych osobach, które szukają wymówek na siłę i nie chcą się zmierzyć z czymś dla nich nowym i jeszcze nieznanym.

W takiej sytuacji staram się być obiektywny i spojrzeć trochę w tył i spojrzeć na tę sytuację z perspektywy kogoś, kto przez to samo już kiedyś przechodził, ma to za sobą i ma pewne doświadczenie w tej kwestii. Doświadczenie i przemyślenia, którymi zechcę się teraz podzielić. Ja na swoje pierwsze jakiekolwiek zawody czekałem bardzo długo. U mnie jednak sytuacja była trochę inna, ponieważ ja walczyłem przez większość tego czasu o to, żeby dojść do jakiejkolwiek formy fizycznej, która by mnie predysponowała do tego aby wystartować w takim evencie. Kiedy dowiedziałem się, że pojawi się szansa na spełnienie tego nazwijmy to planu, w mojej głowie pojawił się spory natłok myśli. Z jednej strony cieszyłem się i czułem takie miłe łechczące od wewnątrz podekscytowanie, a z drugiej pojawiło się tez wiele pytań na które nie znałem wtedy jeszcze odpowiedzi.

Czy sobie poradzę? Czy nie będzie wstydu? Czy dam z siebie wszystko? Czy jestem już na to gotowy? To tylko parę ze znacznie większej ilości rozterek z jakimi zmierzyłem się przed swoim pierwszym startem. Główną myślą jaką zakotwiczyłem u siebie w głowie było to, że wszystko co robię to robię tylko i wyłącznie dla siebie. Walczę ze sobą i swoimi słabościami, a nie tak naprawdę z kolegami, którzy w ten jeden dzień są moimi realnymi rywalami. Wtedy jeszcze też nie wiedziałem co takie zawody mogą człowiekowi dać, a mogą bardzo wiele. Pomimo tego, że zawody teoretycznie niezbyt wiele różnią się od codziennych WOD-ów, to są to tylko pozory. Głównie dlatego, że to podczas zawodów wyzwala się w człowieku taka adrenalina, jakiej raczej nie ma szansy poczuć podczas każdego dnia. Przez to też niemal każdy mniej lub bardziej świadomie, daje z siebie ponad 100 procent aktualnych możliwości, a co za tym też idzie przekracza własne bariery. Nawet te o których wcześniej nie wiedział. To nie przypadek, że to właśnie na zawodach większość zawodników bije swoje rekordy życiowe w różnych ćwiczeniach. Tak jak ostatnio Michał 😉

Satysfakcja po czymś takim jest naprawdę trudna do opisania. I co ciekawe takie przyjemne zadowolenie z siebie i z tego co się zrobiło, towarzyszy nie tylko zwycięzcy zawodów, który może być tylko jeden, ale praktycznie każdemu kto podjął wyzwanie. To później zaczyna procentować w dalszej pracy nad sobą, w stopniu jakim wcześniej człowiek by się nawet nie spodziewał. Aby jednak się o tym przekonać trzeba najpierw zrobić ten pierwszy krok. Krok ku odrzuceniu wątpliwości i staniu się lepszym, choć odrobinę ale jednak, nie tylko sportowcem ale po prostu człowiekiem. Bo wysiłkiem fizycznym można kształtować nie tylko swoje ciało i umiejętności, ale także charakter, który przydaje się w całym naszym życiu, a nie tylko na treningu. A więc czy nasze czasem kompletnie bezzasadne obawy są warte tego aby nie zrobić kroku na przód? Moim zdaniem nie.