fbpx
CrossFitO wszystkimOdżywianie

To robi się samo!

dodany przezKamil Timoszuk 2 grudnia 2013 2 komentarze

Czy pół roku może być niemal wiecznością? Takie pseudofilozoficzne pytanie nasunęło mi się dziś rano kiedy wracałem, niestety autobusem, do domu. Wszystko to za sprawą kolejnego potwierdzenia, że przez ostatnie pół roku moje życie zmieniło się bardzo. A dokładniej to sam je zmieniłem.

Nie raz to już powtarzałem i nie raz pewnie jeszcze powtórzę ale wszystkie zmiany zawsze zaczynają się od głowy. Długo mi zajęło aby dotarła do mnie taka oczywistość. Ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale. A później jest już tylko z górki. I to do tego stopnia, że nawet nie trzeba myśleć zbyt wiele o pewnych sprawach bo one dzieją się po prostu same. Tak przynajmniej jest z moją wagą, której kilka miesięcy temu wypowiedziałem wojnę totalną i ostateczną. Myślałem, że walka pomiędzy nami będzie zażarta i okupiona wieloma ofiarami. Jak na razie jednak w tym starciu jestem zwycięzcą i idę jak po swoje. Oto kolejny przykład.

2013.12.02 Analiza ciała porównanie

Po lewej mój stan kilka tygodni temu, a po prawej dzisiejsza analiza. Zaraz po jej zobaczeniu miałem mieszane uczucia. Z jednej strony niedosyt bo z przodu stoi ciągle cyfra 9, a myślałem, że uda mi się jej już tym razem pozbyć. Tak dla spokoju ducha i przekroczenia jakiejś tam wyznaczonej granicy. Z drugiej jednak strony na zrobienie tego kroku daję sobie czas do końca roku. Jako, że zbliża się czas świąt i Sylwestra czyli momentów, kiedy dla większości ludzi trzymanie wagi nie jest najłatwiejsze. Dla mnie to jest jednak wyzwanie do którego podchodzę bez ciśnienia ale z wiarą w powodzenie. Wejść w nowy rok z 8 z przodu to będzie coś 😉

Poza tym przyglądając się analizie bardziej wnikliwie dostrzegłem kilka innych ciekawych i całkiem budujących aspektów. Mam tu na myśli przede wszystkim spadek o ponad 3 kilogramy samego tłuszczu. Jak to możliwe przy spadku 2 kilogramów całej wagi? Po prostu przybyło mi chcąc nie chcąc mięśni czyli masa musi być 😉 I takim oto sposobem zbliżam się już powoli do końca tej wędrówki. Dokładniej rzecz biorąc do ściany o której pisałem już jakiś czas temu. Tą ścianą jest operacja plastyczna jaką chciałbym sobie zrobić ale póki co jej koszty są dla mnie nie do przeskoczenia. Póki co, bo zrobię niemal wszystko aby i tę przeszkodę pokonać w jakiś jeszcze mi nieznany sposób. Na razie jednak cieszę się z tego do czego już doszedłem własnymi siłami. Niech to będzie przykład, że można coś ze sobą zrobić jeśli tylko się naprawdę chce.