fbpx
O wszystkim

Ten ostatni raz

dodany przezKamil Timoszuk 12 listopada 2019 0 Komentarzy

Chciałbym na start polecieć dziś klasykiem „ta ostatnia niedziela…” gdyby nie fakt, że ten tekst powstaje w poniedziałek. Świąteczny, podniosły, ważny z różnych powodów, ale jednak poniedziałek. Bo Święto Niepodległości nie ma w zwyczaju wybierać sobie dni tygodnia.

11 Listopada w historii Polski zapisało się ponad już 100 lat temu złotymi zgłoskami. To właśnie tego dnia nasz kraj, który swego czasu oficjalnie nie istniał na mapie świata, odzyskał niepodległość i niezależność od inny krajów. Tym samym Polska jako kraj zyskała szansę na to aby tworzyć swoją, często nie łatwą, ale jednak historię. Coś z czego większość rodaków jest dumna po dziś dzień. Jest to też szczególnie ważne w takich czasach jak te obecne, kiedy przeżywamy ogólny kryzys autorytetów i wartości. Może więc dlatego data 11 listopada jest świętowana tak bardzo hucznie.

Zdjęcie z fanpage portalu Aktywnie w Mieście

W Białymstoku od paru ładnych lat, z tej właśnie okazji organizowana jest impreza biegowa dla wszystkich chętnych o nazwie „Biegnę dla Niepodległej”. Jeden z tych biegów, gdzie czasy, wyniki czy życiówki schodzą, lub przynajmniej powinny, na drugi plan. Tu chciałbym osobiście wierzyć, że chodzi o coś więcej niż suche liczby. I w dużej mierze właśnie dlatego przez moją głowę jakiś czas temu przeleciał pomysł na wzięcie udziału w tej imprezie. Było to w sumie chwilę po tym, gdy wydawało mi się, że tegoroczna „Nocna Piątka” i „Szybka Dycha” będą ostatnimi zorganizowanymi biegami w których wezmę udział w tym roku. Jak bardzo się myliłem 😉

To wszystko za sprawą Pawła Myszkowskiego z którym miałem okazję, a dokładniej to przyjemność, współpracować parę lat temu nad projektem zwanym Sportowe Podlasie. Portalu internetowego, który w swoim założeniu miał skupiać wszystkie najważniejsze wydarzenia sportowe w naszym regionie. Projekt finalnie niestety nie wypalił, ale znajomość oczywiście pozostała. I w wyniku tej znajomości, Paweł namówił mnie abym pobiegł z nim dla niepodległej. Choć określenie „namówił” nie ukrywam, że jest u dość mocno na wyrost. Po prostu odpowiedziałem na jego ogłoszenie na FB o tym że poszukuje kompanów do biegu. Długo więc nie musiał nade mną i moją dziewczyną pracować 😉

Zdjęcie z fanpage portalu Aktywnie w Mieście

Do biegu przystąpiłem tak jak przeważnie mam to w zwyczaju czyli z marszu, bez większych przygotowań. Bo nie wiem jak trenując regularnie (nie bieganie) miałbym przyszykować się do takiego dystansu. Pech jednak chciał, że w dniu biegu trzymały mnie jeszcze 3-dniowe zakwasy po wykonaniu 333 wall balli na parę osób z założeniem, że piłka ani razu nie może dotknąć ziemi. No i nie dotknęła, ale mi nogi odebrało tak jak dawno już tego nie zrobiło. Faktem jest też to, że nie byłbym sobą gdybym narzekał na coś takiego, zamiast trzymać się starego ale chyba jedynego słusznego powiedzenia, że „jak boli to rośnie” 😉

Zdjęcie z fanpage portalu Aktywnie w Mieście

Znacznie większą przeszkodą tego dnia była jak się okazuje logistyka. Mając mniejsze lub większe doświadczenie z praktycznie każdego biegu jaki ostatnio organizowany był w Białymstoku, wydawało mi się, że ciężko będzie aby taki bieg czymś zaskoczył. A jednak! Wybierając podczas ustaleń fakt, że będę naszą sztafetę, kończył nie zdawałem sobie wtedy sprawy z czym to się będzie wiązało. Cały bieg zaczynał się w centrum miasta i de facto tam też się praktycznie kończył po zrobieniu swoistej pętli przez pierwszego zawodnika. Wtedy też otwierający tę sztafetę, mógł po odebraniu pamiątkowego medalu, udać się do depozytu aby odebrać swoje rzeczy. Wtedy też miał on wolny wybór czy chce udać się na metę czy może już kierować się w stronę domu. Druga osoba zaczynała swój start biegnąc pod górkę i przez park, gdzie chwilami było podobno dosyć mokro i ślisko. Dziewczyna chcąc zostawić swoje niepotrzebne rzeczy w depozycie przed biegiem, zapytała się wolontariuszy gdzie taki punkt się znajduje. Jak się dowiedziała – takiego punktu nie będzie. A więc mając jakiś kilometr z kawałkiem do głównego punktu udała się tam w ostatniej chwili, jak i też w ostatniej chwili wróciła przed odebraniem sztafetowej pałeczki. Jakież było jej zdziwienie, kiedy to wracając z głównego punktu depozytu okazało się, że przy pierwszym punkcie zmian jednak pojawił się samochód w którym można było zostawić rzeczy. No cóż, darmowa i nieplanowana rozgrzewka została zaliczona.

Zdjęcie z fanpage portalu Aktywnie w Mieście

Mi zaś zostało zamknięcie naszej godzinnej walki na trasie biegu. Jednak zanim to zrobiłem to mocno się nagłowiłem jak to rozegrać logistycznie, aby wyszło w miarę OK. Mieszkając z kompletnie drugiej strony miasta musiałem tam dotrzeć o takiej godzinie aby i nie zamarznąć, i się nie spóźnić po pałeczkę. Jednak czym przyjechać w takim razie? Autobusem czy rowerem? Jeśli rowerem to gdzie go zostawiać – na Bema gdzie mam taką możliwość i jest to stosunkowo blisko mojej strefy zmian, czy może przy Politechnice Białostockiej zaraz obok tej strefy? Jeśli w tym drugim miejscu, to gdzie się przebrać już do samego biegu? Przed zgłoszeniem się do tego biegu nie pomyślałem o tym, że to będzie wymagało takiej logistycznej gimnastyki. Gimnastyki jakiej nie miałem przy żadnym innym wcześniejszym biegu. Dlatego może też nie narzekam na to wszystko specjalnie, a bardziej traktuję jako nowe i ciekawe doświadczenie. Coś co sprawia, że już wiem, że w następnym roku na bieganie w sztafecie się raczej nie piszę. Co innego indywidualne 10 kilometrów, które będzie być może godnym zamknięciem kolejnego sezonu biegowego.

Ten sezon zakończyłem kilkunastoma minutami biegu, co w sumie dało całej ekipie Sportowe Podlasie złamanie godziny, a moim prywatnym sporym niedosytem. Dlaczego miałem niedosyt? W sumie nie wiem, ale chyba już przywykłem do dłuższych wybiegań i takie kilkanaście minut nie robi już jakiegoś wrażenia. Trochę nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że to była taka sztuka dla sztuki bardziej. Jednak jak wspomniałem na początku – tego dnia najważniejsza była idea i sam fakt, że dzięki temu co wydarzyło się 100 lat temu, tego dnia miałem w ogóle możliwość wzięcia udziału w takim biegu.

Zdjęcie autorstwa RoobiShoot Photography

A ten sezon biegowy i tak zamykam ze sporą satysfakcją. Głównie za sprawą pokonania w dużej mierze samego siebie, przygotowania się i przebiegnięcia półmaratonu w maju. Teraz z perspektywy czasu, tamto osiągnięcie cieszy mnie jeszcze bardziej niż wtedy. Chciałbym w sumie teraz napisać, że w 2020 roku będę próbował na przykład pobić ubiegłoroczny czas z tego biegu albo coś. Jednak nie, takich planów nie ma. Przynajmniej na chwilę obecną 😉 Nie ukrywam też jednak, że już właśnie od maja zalągł mi się pomysł pokonania siebie, swoich słabości i obaw. W wyniku czego, kiedyś może spróbowałbym rozprawić się z pełnym maratonem. Póki co traktuję to jednak bardziej jako marzenie oddalone gdzieś hen daleko, aniżeli plan na przyszły rok. Z drugiej strony to ja często mówię, że „marzenia się nie spełniają, a marzenia się spełnia”. Tak więc nie zamierzam jeszcze niczego przesądzać… 😉