fbpx
CrossFitO wszystkim

Tego właśnie mi brakowało

dodany przezKamil Timoszuk 3 października 2013 4 komentarze

Wiecie o ile za długa jest tygodniowa przerwa w treningach? Dokładnie o 7 dni. Do takiego wniosku dochodzę po swojej prywatnej przerwie, która dziś na szczęście dobiegła końca! Brakowało mi tego spocenia, wykończenia, zajechania i radości jaka towarzyszy niemal każdemu zmaganiu się z wysiłkiem i samym sobą.

Odnosząc się jednak do wcześniejszego pytania i tym samym uprzedzając tych, którzy bardzo chcieliby mnie poprawiać i uświadamiać. Tak wiem, że czasem przerwa w treningach jest potrzebna. Mniejsza, większa ale jednak. Kiedy jesteś w pewnym cyklu to tak zwany rest day wypada bardzo rzadko. Wtedy jednak przeważnie i tak coś robi się z własnym ciałem, które jest przyzwyczajone do codziennej dawki wysiłku. Nagromadzoną energię trzeba gdzieś przecież spożytkować 😉

Czasem jednak zdarza się tak, że po prostu musimy odpuścić na dłuższą chwilę. W moim przypadku był to tydzień spowodowany kumulacją w postaci rozwalonej nogi oraz przeziębienia. Dosyć niefajne połączenie, zapewniam. Na szczęście jednak oba urazy czy defekty dało się już spacyfikować w takim stopniu, żeby dziś zawitać ponownie na trening. Tak też się złożyło, że jak co czwartek razem z CrossFit Atleta Team mamy trening zespołowy w postaci tabaty. Jak dziś zgodnie wszyscy razem ustaliliśmy, CFA tworzy swego rodzaju rodzinę. Momentami mniej, innymi momentami bardziej patologiczną ale jednak rodzinę 😉 I między innymi dla tych ludzi człowiek chce wracać na każdy kolejny trening.

Przed samym przyjściem miałem swego rodzaju obawy z dwóch powodów. Pierwszy to taki czy aby nie za wcześnie. Jednak można mi wierzyć lub nie, ale świadomość kolejnego opuszczonego treningu jest na tyle wkurzająca, że nie warto sobie samemu robić tę krzywdę. To jest najnormalniejsze w świecie uzależnienie, które można załagodzić tylko poprzez zapodanie kolejnej dawki treningowej. Drugą moją obawą był stan mojej wydolności tlenowej, która przy przeziębieniu zawsze spada jako pierwsza. O dziwo jednak nie było z nią jakoś specjalnie źle, a powiedziałbym, że całkiem nieźle. Może nie na 100% moich możliwości ale dramatu nie było.

Co takiego dziś robiliśmy? Jak to na tabacie czyli 40 sekund pracy i 20 sekund odpoczynku, 8 ćwiczeń (4x rower spinningowy + 4x ćwiczenia) połączone w 5 rund. Poza rowerkami były jeszcze swingi kettlami, power clean także z kettlem, burpees połączone z przysiadem i podskokiem, plank, situps oraz tak zwana świeca. Bardzo przyjemny zestaw muszę przyznać 🙂 W temacie jeszcze moich obaw jak wpłynie na mnie przerwa napiszę tylko, że podczas jazdy rowerem udało mi się urwać pedał, a więc siła była 😉 Zresztą każdy dawał z siebie jak zwykle wszystko. Było to bardzo widoczne bo już po jakimś czasie niemal każdy parował jak dobry stary parowóz, a sala po treningu wyglądała tak.

CrossFit para lustra

Tak więc praca chyba została dobrze wykonana.

Ja jestem z tego szczególnie zadowolony z potwierdzenia faktu, że od jutra wracam już do regularnego męczenia swojego ciała codzienną dawką wycisku. Dla kogoś, kto tylko myśli o tym, żeby zacząć ćwiczyć, a nie autentycznie to robi, może być to nie do pomyślenia. Nie do pomyślenia może być to, że człowiek sam siebie katuje i jeszcze czerpie z tego dziką satysfakcję. Dla mnie w tej chwili nie do pomyślenia jest jednak to, że mogłoby to w moim przypadku wyglądać inaczej.