fbpx
CrossFitO wszystkim

Technika jest wszystkim

dodany przezKamil Timoszuk 15 października 2013 0 Komentarzy

Każdy kto zaczyna swoją przygodę z aktywnym spędzaniem czasu często robi to bez żadnego przygotowania. Po prostu zdaje się na żywioł i stara się w jakikolwiek sposób uaktywnić swój organizm. Jednak bardzo często po jakimś czasie wiele osób zaczyna coś boleć, strzykać co kończy się najczęściej przerwaniem zabawy w sport. A przecież można inaczej!

Opisana przeze mnie powyższa sytuacja nie jest niestety jednostkowym przypadkiem. Zapewne każdy z nas zna kogoś ze swego otoczenia lub otoczenia swoich znajomych taką osobę. Szybki zryw bardzo często kończy się szybkim przerwaniem trenowania jakiegoś sportu ze względu na paradoksalnie pojawiające się dolegliwości. I nie licząc różnych specyficznych przypadków, to w głównej mierze opiera się to na tym, że ludzie sami sobie nieświadomie robią krzywdę. Robią ją sobie, ponieważ nie wiedzą od samego początku, że coś źle wykonują. Nie mając odpowiedniego przygotowania zarówno merytorycznego jak i praktycznego brną w coś, a później się dziwią, że nie dość, że nie ma efektów to jeszcze są kłopoty. Ktoś by jednak mógł powiedzieć, że „dobrze się stało że te osoby w ogóle się ruszają”. I ja oczywiście się z tym w 100% zgadzam. Tylko, że do wszystkiego co robimy w naszym życiu trzeba używać głowy. Dla własnego dobra.

Szczególnie w CrossFicie gdzie zakres ćwiczeń jest naprawdę szeroki, technika jest ważna niemal podwójnie. Głównie dlatego, że im więcej ćwiczeń tym więcej okazji do zrobienia sobie krzywdy.

Dlaczego jeszcze u podstaw wszystkiego leży technika?

Po pierwsze gwarantuje bezpieczeństwo i brak kontuzji, a po drugie, co może bardziej kusić rządnych efektów amatorów sportu – gwarantuje lepsze wyniki. Poprawne ruchy pozwalają podnieść więcej i/lub wykonać powtórzenia szybciej. Więcej pracy wykonanej w krótszym czasie daje w rezultacie większą moc, a większa moc przekłada się na większą intensywność treningu.

CrossFit przygotowuje każdego do zdrowego i sprawnego życia. Ćwiczenia wykorzystują naturalne ruchy, które znajdują proste przełożenie w zmaganiu się z codziennością. Przysiady, dźwiganie przedmiotów z ziemi, podciąganie się, biegi, skoki, rzuty – to wszystko ruchy funkcjonalne, które wykonujemy również na co dzień. Nie ważne, czy jesteś strażakiem, który nie wie jaka sytuacja zaskoczy go podczas następnej akcji, czy matką , która nie zna wagi siatki z zakupami dnia jutrzejszego. Praca nad jakością własnego ciała pomaga po prostu w zmaganiach z codziennością.

A dlaczego zebrało mi się dziś na pisanie o technice czyli temacie raczej mało popularnym? Głównie dlatego, że jestem już jakieś 2 godziny po ciężkim ale niezwykle satysfakcjonującym mnie treningu. Satysfakcjonującym głównie dlatego, że po raz kolejny zobaczyłem pewne światełko w moim własnym tunelu. Tym światełkiem są niewielkie ale jednak postępy jakie dziś udało mi się zrobić. Na warsztacie były dziś przede wszystkim dwa ćwiczenia/ruchy w postaci clean’a w trzech odsłonach oraz snatch’a. Zanim wziąłem się za nie musiałem dostać znowu opierdziel od Arka czyli osoby, która jest dla mnie niewątpliwie autorytetem, za błędy jakie popełniam. Jednak pomimo ogarniającej mnie mojej irytacji, to jestem mu za to bardzo wdzięczny. Zawsze w takich momentach przypomina mi się powiedzenie jakiegoś z trenerów, które kiedyś słyszałem i do dziś pamiętam. A mianowicie „Zawodnik powinien się martwić nie wtedy kiedy dostaje opieprz od trenera ale wtedy kiedy trener nie ma już siły ani ochoty czegokolwiek tłumaczyć zawodnikowi”. I coś w tym naprawdę jest, bo to naprawdę bywa motywujące. Tym bardziej jeśli wskazówki daje ci ogarnięta osoba.

I tu dochodzimy też do innej kwestii, a mianowicie tego, że warto szukać, a następnie pracować nad sobą z mądrzejszymi od siebie ludźmi. W dzisiejszych czasach, kiedy w internecie można znaleźć praktycznie niemal wszystko, od „ekspertów” aż się roi. Szczególnie znani ale niekonieczni lubiani są „wyznawcy YouTube”, którzy myślą, że gdy naoglądają się filmików na tym serwisie to już będą wszystko wiedzieć i wszystko umieć. A później zderzają się z realną sytuacją na treningu, kiedy ta wiedza nagle gdzieś znika i wiele ćwiczeń robią po swojemu nie mając o tym zielonego pojęcia. Po dwóch latach współpracy z Arkiem już doskonale wiem, że nic nigdy lepiej nie zastąpi trenera z wielką wiedzą teoretyczną i praktyczną. To właśnie taka osoba powie ci, że masz tyłek za wysoko albo za nisko schodząc do przysiadu albo wyrywając sztangę. To ona też zobaczy, że kolana lub stopy masz zbyt blisko lub daleko względem siebie. Zobaczy i uświadomi ci też wiele innych nie mniej istotnych elementów, o których ty nawet nie zdążyłeś pomyśleć. Jeśli nie będziesz zbyt pojętnym uczniem, jak czasami chyba ja bywam, to człowiek z wyobraźnią zacznie Ci tłumaczyć na chłopski rozum. Bo czy wiedzieliście, że na przykład w większości ćwiczeń ze sztangą wszystko zaczyna się od głowy jak u marionetki, która zawsze idzie do góry jako pierwsza? Albo że w innym ćwiczeniu musisz zachowywać się jak człowiek z Matrixa aby poprawnie je wykonać? Ja do pewnego momentu też nie wiedziałem 😉 Ważne jednak, że te wszystkie tłumaczenia, metafory, przenośnie czy inne zabiegi są po prostu skuteczne. I pomimo świadomości swoich jeszcze wielu braków widzę, że ta praca nad sobą ma sens i daje wymierne rezultaty. Jednak bez profesjonalisty w każdym calu obok nie doszedł bym raczej do tego gdzie jestem.

Dlatego na koniec życzę wszystkim aby spotkali na swojej sportowej, mniej lub bardziej wyczynowej drodze takich ludzi. A poza tym, jeśli dzięki temu tekstowi choćby jedna osoba, podczas kolejnego swego treningu trochę bardziej skupi się na technice, a nie na tym, żeby dorzucać sobie kolejne obciążenia, to uznam to za mój mały prywatny sukces.