fbpx
O wszystkimOpinie

Takie zaskoczenia lubię

dodany przezKamil Timoszuk 11 sierpnia 2013 1 Komentarz

Nie tak dawno temu pisałem o filmie „Pacific Rim” jako o najprawdopodobniej największym zaskoczeniu na plus tego lata jeśli chodzi o premiery. Nie sądziłem wtedy, że tak szybko będę musiał zweryfikować swoje przypuszczenia. Wszystko dlatego, że właśnie wczoraj obejrzałem przedpremierowy pokaz filmu o nazwie „Millerowie”.

Millerowie

Było to jedno z tych wyjść do kina jakie można nazwać spontaniczne. Bez większego przygotowania, bez większych oczekiwań i przede wszystkim na dość przypadkowo wybrany film. Jedyne co kojarzyłem przy wyborze tej produkcji na spędzenie sobotniego wieczoru to całkiem fajny zwiastun oraz fakt, że występuje w nim Jennifer Aniston. Jako, że jestem wielkim fanem serialu Przyjaciele (uważam, że to jeden z 2-3 najlepszych seriali w historii) zawsze ciekawi mnie jak aktorzy, którzy tam grali spisują się w innych produkcjach. To już 10 lat odkąd zakończono emisję ostatniej serii tego serialu, a pamięć o nim jest ciągle żywa. Zresztą po Jennifer Aniston widać, że czas obchodzi się z nią bardzo łagodnie. Filmem „Millerowie” dostała idealną szansę aby to udowodnić i wykorzystała ją moim zdaniem w 100 procentach.

Fabuła filmu opiera się na tym, że podstarzały dealer trawy w niespodziewanych okolicznościach pakuje się w kłopoty. Aby się z nich uwolnić musi uskutecznić przemyt większej ilości trawy z Meksyku do USA. Myk jednak polega na tym, że nie zdaje sobie sprawy jak duża ilość tej trawy będzie. Zresztą jak się później okazuje w filmie, nie zdaje on sobie sprawy z wielu rzeczy 🙂 Przede wszystkim z tego kogo sobie bierze do pomocy aby udawać jego rodzinę. A są to jakby lekko upośledzony sąsiad, przypadkowo spotkana młodociana uciekinierka z domu oraz podstarzała striptizerka czyli wcześniej wspomniana Jennifer Aniston. Jednak po obejrzeniu tego filmu każdy by chciał aby w taki sposób starzały się WSZYSTKIE kobiety jak Jennifer, która ma już 44 lata!

Z tej mieszanki charakterów powstaje film nie tyle dobry co co najmniej znakomity. Humor jak się z niego wydobywa jest, lekki, przyjemny, zaskakujący (!) i co ważne jest go na prawdę wiele. Przy okazji tego filmu nie ma się czego obawiać, że w trailerze zostały pokazane najlepsze sceny. Tak na prawdę trailer nie zdradza niemal nic z jego świetności. Każdy z głównych bohaterów jest bardzo charakterystyczny głównie dzięki temu, że dobrze zagrany przez poszczególnych aktorów. Idąc na film miałem pewne obawy czy nie będzie to film z humorem niskich lotów typu American Pie czy tym podobne. Jednak nawet te sceny, które można by podpiąć pod tę stylistykę nie rażą, a wręcz ubarwiają całość. Chciałbym podać w tym miejscu kilka przykładów ale wolałbym nie odbierać nikomu przyjemności z ewentualnej wizyty w kinie. Mogę napisać tylko, że warto zostać do samego końca. Motyw z „piosenką zwycięstwa” w ostatniej scenie rozwalił mnie kompletnie 🙂

Dziś sobie myśląc raz jeszcze o tym filmie starałem się porównać go do innych podobnych filmów, które po wyjściu z kina wywołały u mnie podobne reakcje. I już wiem, że śmiało go można postawić obok takich produkcji jak pierwsza odsłona „Kac Vegas” czy też „Kocha Lubi Szanuje” (kto nie widział temu polecam). Tym samym za jednym zamachem „Millerowie” są nie tylko kandydatem do najlepszego filmu tego lata ale i jednej z najlepszych komedii ostatnich lat. Nad tym filmem nie warto się zastanawiać. Go po prostu warto obejrzeć!