Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
O wszystkimOpinie

Święta, święta i po… Hobbicie

dodany przezKamil Timoszuk 26 grudnia 2014 0 Komentarzy

Od dokładnie 3 lat powstała w Polsce taka nowa świecka tradycja fanów kina oraz Tolkiena. Ta tradycją były premierowe pokazy każdej kolejnej nowej części Hobbita w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. Nie inaczej było i w tym roku, kiedy wybrałem się wczoraj na seans i wyszedłem z kinowej sali w dziwnym nastroju.

J. R. R. Tolkien to pisarz, który swoimi książkami o elfach, goblinach i całej masie innych stworów z zaczarowanego świata, na zawsze zapisał się złotymi zgłoskami w historii literatury. Jak się jednak okazało, owe dzieła w rękach odpowiednich osób, mogą wznieść się na jeszcze wyższy, wcześniej nie spotykany poziom. W tym przypadku jest to główna zasługa Petera Jacksona, który najpierw zabrał się za ekranizację trylogii Władcy Pierścieni, a od kilku lat mamy przyjemność oglądać kolejne części Hobbita. Po wczorajszym seansie, zastanawiam się jednak czy to jest nadal tak wielka przyjemność?

Hobbit plakat

Już na samym początku, kiedy tylko powstał pomysł ekranizacji Hobbita oraz tego, żeby podzielić to na trzy kolejne filmy, wiele osób było przeciwnych. Uważano, że przerobienie na film tak „cienkiej” pod względem ilości stron książki w stosunku do choćby Władcy Pierścieni, jest typowym skokiem na kasę potencjalnych widzów. Z biegiem czasu te głosy jednak umilkły, a Peter Jackson mógł się zająć tym co najlepiej potrafi czyli robieniem po prostu dobrego filmu. Pierwsza część Hobbita według mnie, była znakomita głównie z tego powodu, że była po prostu czymś nowym na co wiele osób autentycznie czekało. Osób, które niekoniecznie muszą być fanami Tolkiena czyli tak jak jest to w moim przypadku. Druga była równie dobra jak pierwsza, aczkolwiek nosiła już znamiona nie tyle nudy, co lekkiej powtarzalności. A jak jest więc z trzecią i ostatnia odsłoną tej serii?

Druga część zakończyła się w niespodziewanie emocjonującym momencie w którym to smok miał w planach zniszczenie miasta. Dlatego też żadnym zdziwieniem nie było, że to właśnie od tego wątku rozpoczęła się wczorajsza kinowa opowieść. Niestety już ona przyniosła mi pierwsze rozczarowanie w postaci zbyt ogólnego potraktowania tematu. I tak było przez ponad 2 godziny seansu z jeszcze wieloma innymi wątkami. Głównym momentem filmu jest wielka bitwa, która jest toczona na kilka frontów i jest w niej wiele zwrotów akcji. Niestety, ja oglądając to miałem strasznie mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyłem oko stroną wizualna filmu, a z drugiej miałem wrażenie strasznej powtarzalności. Nie mogłem się przez cały czas pozbyć z głowy różnych myśli typu „widziałem to już” czy też „to już było”. Schemat tego filmu jest prosty jak budowa cepa i niestety to trochę przeszkadzało mi w oglądaniu. A przynajmniej jest to sporym minusem według mnie.

Na szczęście jednak na dużym ekranie inne walory tego filmu zyskują na swojej niewątpliwej wartości. Jedne z tych walorów każdy z nas widzi, a inne zaś słyszy. Oprawa graficzna tego filmu to po prostu mistrzostwo świata. Jak zwykle twórcy tej serii postarali się aby wszystko było dopieszczone w najmniejszym szczególe. Momentami to wygląda aż za sterylnie powiedziałbym ale jako dla całości to temu filmowi nie brakuje niczego pod tym kątem. Tym bardziej, że doznania wizualne potęguje świetnie skomponowana i dobrana do wszelkich miejsc i sytuacji muzyka.

Nawet teraz, pisząc te kilka zdań o tym filmie, mam jeszcze w głowie kilka motywów muzycznych, które pojawiły się w filmie. Nie zdarza mi się to często, a więc tym bardziej doceniam ten fakt.

Tak samo jak warto tez docenić grę aktorską wielu postaci. Ian McKellen, Martin Freeman czy Richard Armitage – to aktorzy, którzy w tym filmie grają role pierwszoplanowe. Pierwszoplanowe w pierwszorzędny sposób. W ich grze naprawdę widać pracę jaką oni włożyli, aby jak najwierniej oddać klimat tej opowieści i poszczególnych scen. Teraz jednak tak sobie myślę, że na swój sposób ich nieszczęściem jest to, grają oni w tak dość liniowym filmie, gdzie nie za bardzo jest miejsce na duże szaleństwo.

Jak więc bym całościowo ocenił ten film? Dobrze, ale niestety nie bardzo dobrze, tak jak się chyba spodziewałem przed jego zobaczeniem. Czekałem na wiele momentów typu „WOW!” czy też „Ja pier…!” 😉 Niestety ich było jak na lekarstwo, ale z drugiej strony ciężko było wywołać taki efekt u osoby, która widziała najpierw całego Władcę Pierścieni, a teraz skończyła oglądać Hobbita. Cała seria jednak nie była stratą czasu – ani twórców, ani też widzów. To w dalszym ciągu jest bardzo efektowne kino, które potrafi naprawdę zauroczyć swoją bajkowością. Jedyne czego mi chyba zabrakło na koniec, to tego typowego „pierdolnięcia”. W taki tez sposób Hobbit ląduje w moim prywatnym rankingu jako „seria bardzo dobra ale nie genialna”. Szkoda, bo była możliwość na więcej.