fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Styczniowe słońce Hiszpanii

dodany przezKamil Timoszuk 4 stycznia 2017 0 Komentarzy

Po co warto robić zdjęcia będąc na równego rodzaju wycieczkach lub wyjazdach? Choćby po to, że gdy zima ściska nas za tyłek w Polsce, fajnie jest się pocieszyć, że „jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…”. Tak jak w ubiegłym roku było w Hiszpanii.

Przeniesienie zawodów CrossFit Regionals z Kopenhagi do Madrytu w moim prywatnym ogólnym rozrachunku miało więcej minusów niż plusów. Jednak jedną z wartości dodatnich, jakie niosły za sobą te przenosiny, było to że nadarzyła się okazja aby odwiedzić miejsce w którym wcześniej nie byłem. Jako, że lubię to robić to długo się nie zastanawiałem czy wybierać się do słonecznej Hiszpanii. Wcześniej zdarzyło mi się być jedynie w Barcelonie więc ciekawym było mieć porównanie z obu tych miejsc. Teraz już mam i dzięki temu wiem, że Madryt jest w moim odczuciu mniej atrakcyjnym turystycznie miejscem aniżeli Barcelona.

Z drugiej jednak strony te wrażenia są oparte na dość ekspresowym zwiedzaniu na które było do dyspozycji tylko parę dni. Z czego jeden dzień poświęcony został na Toledo, pobliskie Madrytowi miasto, które zrobiło przynajmniej na mnie znacznie przyjemniejsze wrażenie. Zresztą zobaczycie to zaraz na fotkach, które pomogą wam zorganizować trochę czasu gdybyście wybierali się na tegoroczne Regionalsy. Ale zacznijmy od konkretu czyli… mięsa 🙂

Sklepy mięsne, a szczególnie te które są połączone z barami to chyba jedna z najprzyjemniejszych miejscówek w jakie można trafić w Hiszpanii. Lokalne przysmaki zwisające z sufitu, a do tego cała masa innych przekąsek podawanych do różnych alkoholi, a to wszystko jedzone najczęściej na stojąco – to nie może być złe 😉 Dlatego też w jednym z takich miejsc oglądaliśmy finał Ligi Mistrzów z udziałem dwóch klubów z Madrytu. Był klimat 😉 Jeśli komuś nie będzie pasować taki rodzaj biesiadowania to wystarczy, że wyjdzie na  ulicę. Tam kolejnych lokali jest do wyboru do koloru.

A co robić w Madrycie za dnia? Łazić, łazić i jeszcze raz łazić. Ja przynajmniej lubię taki sposób poznawania nowych miejsc. Nawet jeśli są one nie najładniejsze, tak jak jest z Madrytem.

Dlatego dobrze było zaliczyć odskocznię w postaci Toledo. Miasteczka do którego najlepiej jest się dostać pociągiem. Dzięki temu dowiedziałem się, że zarówno w Madrycie, jak i też w Toledo nie wsiądziesz do pociągu bez biletu. Sprawdzanie biletów już na stacji eliminuje problem jazdy bez biletów praktycznie do zera. Poza tym sam pociąg był chyba najlepszym pociągiem jakim kiedykolwiek jechałem – szybki, cichy, wygodny, z klimą. Po całym dniu w Toledo spędzonym na spacerze, nic dziwnego, że w drodze powrotnej pada się jak mucha w oka mgnieniu 🙂

Przechadzając się wąskimi ulicami tego miasteczka, można odnieść wrażenie, że miejscowi handlarze są zakochani w filmie Władca Pierścieni. Jak się jednak okazuje, to właśnie miejscowi rzemieślnicy produkowali zbroje, miecze i całą resztę sprzętu jaką można zobaczyć z filmowej ekranizacji trylogii.

A co poza tym można zobaczyć w Toledo? Oprócz kilku historycznych miejsc, to przede wszystkim widoczki różnej maści. I słońce, dużo słońca, które do dziś mi się przypomina. Szczególnie kiedy za oknem trwa zimowy armageddon.

Dlatego jeśli ktoś ma dziś niedobór słońca, to niech sobie obejrzy trochę fotek z galerii pod spodem, a może będzie mu lepiej. Tak jak mi się zrobiło gdy je dziś szykowałem.