Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
O wszystkim

Stara dobra eksterminacja

dodany przezKamil Timoszuk 11 sierpnia 2014 2 komentarze

Ten kto mnie zna, ten wie, że nie należę do ludzi negatywnie nastawionych wobec drugiego człowieka czyli po prostu zawistnych. Praktycznie zawsze staram się być otwarty na innych i starać się zrozumieć różne zachowania i sytuacje, bo nigdy przecież nie wiemy na sto procent dlaczego tak się właśnie dzieje. Dziś jednak wyleję z siebie trochę jadu oraz żółci, którą o dziwo także potrafię w sobie zgromadzić.

Temat na ten tekst dojrzewał we mnie już jakiś czas. To nie jest tak, że usiadłem dziś sobie i wymyśliłem na prędce, że przywalę kilku osobom tak po prostu, for fun. Dzisiejsze wynurzenia na łamach mojego bloga, będą niejako spisem i wypunktowaniem kilku sytuacji jakich ostatnio byłem świadkiem lub też czynnym uczestnikiem. Nie wiem jaka jest szansa na to, że główni bohaterowie tego wpisu go przeczytają i być może się zastanowią. Nawet jednak jeśli to nie nastąpi, to i tak będę miał satysfakcję, że powiedziałem/napisałem to co mam dziś do przekazania, a ktoś może wyciągnie z tego jakieś wnioski. A więc jedziemy z tym moim jadem!

Pierwszą grupą społeczną jaką przez ułamek sekundy chciałbym eksterminować są rowerzyści. Ale zaraz zaraz, czy aby na pewno wszyscy? Nie, oczywiście, że nie. Sam jestem czynnym członkiem tej grupy, która pewnie wiele osób w tym mieście wkurza, a drugą część cieszy. Wśród nas, bo tak chyba mogę napisać, są jednak jednostki, które mają nierówno pod sufitem. Dlaczego? Otóż w odstępie ostatnich mniej więcej 2 tygodni, miałem nocne bliskie spotkania (dosłownie) z rowerzystami, którzy nie używają oświetlenia po zmroku. Dlaczego akurat on? Ponieważ rowerzysta jadący ciemną ulicą lub uliczką, którego nie widać, a często i nawet nie słychać z daleka, jest zagrożeniem. Pal licho, że taki agent w pierwszej kolejności zagraża sam sobie. Co gorsza zagraża też innym, a w tym przypadku mi. Skutkowało to dwoma zderzeniami, na szczęście bez większych obrażeń, i dwoma gwałtownymi manewrami w celu uniknięcia stłuczki. I tak naprawdę w tym przypadku mam tylko jeden apel – Jak nie masz światła z przodu jeden z drugim to albo siedź w domu, albo jeździj w miejscach oświetlonych. Wcześniej czy później zrobisz krzywdę komuś albo sobie. Jest jeszcze opcja numer trzy polegająca na zakupie światła ale już widzę to oburzenie, że światła są TAKIE drogie…

Kolejna grupa społeczna, która trafia na moja dzisiejsza listę to stare rozwydrzone baby. I proszę mi tu nie mylić z ogólnie starszymi ludźmi, czy też tym bardziej ze starszymi Paniami/kobietami. Stare baby zna każdy z nas. Można je spotkać w wielu miejscach polskich miast. Taka baba cechuje się przede wszystkim postawą, że „jej się należy!” – wszystko & zawsze. Niestety w ostatnim czasie miałem kilka „starć” z takimi osobnikami, po których utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że nic im się nie należy „z urzędu”. Nie należy im się miejsce w autobusie, nie należy im się miejsce na początku kolejki, nie należy im się dobre słowo, a co najbardziej przykre, nie należy się im szacunek. Tu też dochodzę do pewnej refleksji, którą mógłbym podsumować jednym krótkim pytaniem. Jak to się dzieje, że jedni ludzie starzeją się w tak niefajny sposób, a inni robią to po prostu z klasą i poczuciem humoru? Czy „rodzaj starzenia” jest tak bardzo determinowany przez to jakie życie mieliśmy wcześniej? Z taką refleksją zostawiam was oraz tych ludzi.

Nie oznacza to jednak, że moja lista do eksterminacji jest już zamknięta. Niestety trafia na nią kolejny osobnik, jakiego miałem okazje spotkać, a których w naszym otoczeniu jest pewnie dużo więcej. Żeby go po krótce opisać, przytoczę po prostu sytuację naszego spotkania. Miejscem akcji jest jeden z białostockich hipermarketów. Czas nie jest tu specjalnie ważny. Sytuacja wygląda tak, że główną alejką hipermarketu idzie sobie pewien jegomość, a jakieś 1-2 metry za nim pewna kobieta pcha pokaźnych rozmiarów wózek. Widać, że owa para tych dwojgu ludzi jest ze sobą jakoś „połączona” – może małżeństwem, może koleżeństwem, a może jeszcze inaczej. Kiedy tak sobie idą przez hipermarket, w pewnej chwil on zatrzymuje się, natomiast kobieta nie robi tego samego tylko uderza go w tył stopy pchanym przez siebie dużym wózkiem. I w takiej właśnie chwili i sytuacji jestem w stanie zrozumieć, że faceta mogło to fizycznie zaboleć. Nie rozumiem jednak jego reakcji, która polegała najpierw na głośnym i ognistym zwyzywaniu owej kobiety, a następnie ruszeniem na nią z pięściami. DOSŁOWNIE. Mogę się tylko domyślić jak mogło się to potoczyć dalej, ale na szczęście jeden z pracowników, zapewne zainteresowany tym kto i dlaczego tak bluzga na całe gardło, powstrzymał delikwenta od zrobienia krzywdy kobiecie. Kiedy ten damski bokser zorientował co się dzieje, bardzo szybko spuścił z tonu. Odwracając się na pięcie, rzucił tylko w stronę kobiety cedzone przez zęby „pogadamy w domu”. Nie chcę nawet myśleć jak wyglądała ta ich „rozmowa” ale jeśli tak jak mi się wydaje, to zdecydowanie takiego delikwenta należałoby odstrzelić. Bez żadnych skrupułów i wyrzutów sumienia. Bo jeśli ktoś nie potrafi hamować swoich emocji w miejscach publicznych, to w domu tego nie zrobi tym bardziej. A tam już raczej nie będzie miał kto obronić kobiety… Dlatego eksterminacja jest tu mile widziana z mojego punktu widzenia.

Na dziś takim oto przypadkiem bym zakończył wylewanie swojego jadu. Jadu w mojej opinii mocno zasłużonego. Nie oznacza to też jednak, że liczba delikwentów tego pokroju co powyżsi jest już wyczerpana. Następni poczekają jednak na swoją kolej, bo coś czuję, że co jakiś czas będą kolejne odsłony tego cyklu tekstów. A jeśli nie zgadzacie się już z tym to pod spodem są komentarze. Wiecie co z nimi zrobić!