fbpx
O wszystkim

Standupowy wieczór wrażeń

dodany przezKamil Timoszuk 20 stycznia 2016 1 Komentarz

Stand Up w Polsce w ostatnich latach pozbył się już łatki zjawiska, a zaczął być pełnoprawną częścią kabaretowego krajobrazu. Stało się to dzięki wyrazistym jednostkom, które zaczęły się zajmować tym i stały się niejako ambasadorami tego typu rozrywki. Tak jak to robi Abelard Giza.

Gdy pojawiła się informacja o tym, że w Białymstoku za niewiele ponad miesiąc wystąpi jedna z największych postaci sceny standupowej w Polsce, to czas na zdobycie biletów był niezwykle krótki. Szczęśliwcy którzy się załapali na wejściówki mogli spać spokojnie, a reszcie pozostało rozpaczliwe nawoływanie w internetach o to czy ktoś przypadkiem nie chce swoich wywalczonych biletów oddać lub co bardziej pewne odsprzedać. Płonne to były nadzieje.

Abelard Giza 5

Do białostockiego klubu Gwint w poniedziałkowy wieczór przybyło kilkaset osób aby posłuchać co ma zabawnego do powiedzenia kilka osób. Zanim na scenę wyszedł bohater wieczoru, do mikrofonu dorwało się kilka innych osób, które miały za zadanie rozgrzać publiczność i sprawić, że widzowie nie będą zwracać uwagę na niewygodne drewniane ławki. Pięciu pierwszych śmiałków to lokalni adepci sztuki standuperskiej, którzy już od dłuższego czasu testują swój warsztat na kolejnych tego typu imprezach. Bez bicia przyznaje się, że z tej piątki członków Śledź Stand Up zapamiętałem tak na prawdę tylko trójkę. Był nim na przykład większy gabarytami Maciek Snitkowski, który rozkręcał się długo ze swoim monologiem, ale całościowo dał radę. Jedyna kobieta w zapamiętanym gronie to Paulina Potocka z jej dziwacznym poczuciem humoru, którego ja nie ogarniam i nie kupuję. Jednak skoro ludziom się podoba i często i gęsto śmieją się z jej żartów, to szczery szacun leci ode mnie prosto do niej. Na sam koniec zaś został chyba weteran białostockiego stand upu, a także jak się dowiedzieliśmy koneser masturbacji – Mieszko Minkiewicz. Dodając dwie kolejne osoby dało to naprawdę fajny efekt, który nawet w zestawieniu z Abelardem nie ma się czego wstydzić.

Wiolka Walaszczyk 2

Wraz z gwiazdą tego wieczoru przyjechała do Białegostoku postać nietuzinkowa. I to nawet nie dlatego, że jest kobietą z krwi i kości co zawsze jest w mojej opinii na propsie, ale dlatego że jak można było wywnioskować z jej występu – ma większe jaja niż nie jeden facet. Wiolka Walaszczyk, bo o niej mowa, to długimi chwilami prawdziwa kobieta tajfun, która przechodzi przez scenę jak torpeda, a do tego nie biorąc jeńców. Jej opowieści o swoim przyszłym niedoszłym narzeczonym oraz bardzo męskiej rodzinie były naprawdę na świetnym poziomie. Praktycznie nie było ani jednej chwili przestoju w kolejnych żartach, a duża część z nich trafiała niemal w samo sedno przez co publika raz za razem wybuchała śmiechem. Co więcej, Wiolce zdarzały się żarty nawet tam gdzie ich nie planowała. No bo kto to widział aby dzieci były czyste i nakarmione? (kto nie był, ten może nie zrozumieć, a więc take it easy 😉 ) Zdarzyło mi się usłyszeć opinie, że owa dziewczyna zbyt często w swoim przemówieniu przeklina. Czy jednak serio razi kogoś jedna czy druga rzucona ot tak kurwa w występie STANDUPOWYM? Seriously? Szanujmy się ludzie, to nie kabarety z TVP. Nie dziwię się też dlaczego Abelard zabiera Wiolkę ze sobą w trasę – dziewczyna ma talent bez dwóch zdań. Wcale się tez nie zdziwię jak za jakiś niedługi czas zacznie ona występować już samodzielnie, a nie tylko przystawka do dania głównego.

Wszyscy jednak z ciekawością czekali na tego, który nie ma co ukrywać ale sprowadził większość ludzi do Gwintu czyli Abelarda Gizę. Niby Polaka ale jednak nie do końca. I nie mam tu na myśli jego wyglądu, który predysponuje go do tego aby być zawodowym terrorystą – a przynajmniej raz. Bardziej chodzi mi o jego podejście do świata, ludzi i wszystkiego co go otacza, a następnie ubrania tego w żarty w taki sposób, aby przemycić jakąś głębszą myśl szerszej publiczności. Zanim jednak tak się stało to Abelard zdradził swój jeszcze inny niewątpliwy talent, który można zobaczyć praktycznie tylko podczas występów na żywo. Tą umiejętnością jest bowiem interakcja z publicznością na wielu płaszczyznach. A to z jednej strony ubranie w żart łażących w jedną i drugą stronę ludzi pod sceną, a to znalezienie syna sołtysa z 25-osobowej wsi Rudka i prawie namówienie go na oświadczenie się jego dziewczynie z którą jest 10 lat (Wiolce po usłyszeniu tej informacji zapewne ulżyło, bo ona doszła tylko do 4), czy też to wymiana zdań z widzem na temat mistrza świata w powożeniu psimi zaprzęgami. Można? Można! To bowiem w moim mniemaniu udowadnia w sumie dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest to że Abelard jest profesjonalistą w każdym calu i jest przygotowany na wszystko co może się zdarzyć w starciu z publicznością. Z drugiej jednak strony jest on być może znakomitym improwizatorem, który potrafi ograć i znaleźć się w każdej sytuacji. A być może jedno i drugie. Niezaprzeczalnym faktem jest jednak to, że daje to w końcowym rezultacie piorunujący efekt. Tak jak jednak proszono wszystkich przed jego występem aby go nie nagrywać telefonami, tak ja nie zamierzam przytaczać tu jego żartów, nawet tego z Hitlerem 😉 Natomiast polecam każdemu aby ładnie się ubrał (! 😉 ),poszedł i zobaczył w akcji tego człowieka, bo to będą kapitalnie zainwestowane pieniądze w bilet. Bilet do spędzonych ponad dwóch godzin na słuchaniu kolejnych pocisków, żartów oraz ciętych ripost. A o to w dobrym Stand Upie przecież chodzi, czyż nie?