fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Spacer po duńskiej stolicy

dodany przezKamil Timoszuk 16 czerwca 2015 0 Komentarzy

Z czym wam się kojarzy Skandynawia? Ciemno, zimno, brzydko, drogo i do domu daleko – tak myślałem przez wiele lat, dopóki nie trafiłem na kilka chwil do Kopenhagi. Stolicy Danii, która trochę mi rozjaśniła mój światopogląd. Faktem jest jednak to, że warto było zobaczyć to miasto na własne oczy.

Mój tegoroczny wyjazd do Kopenhagi był w dużej mierze spowodowany tym, że trzej Polscy atleci w osobach Bartłomieja Lipki, Bartosza Więckowskiego oraz Pawła Kozaka, zakwalifikowali się do CrossFit Games Regionals. Nie wiem czy gdyby ta sztuka nie udała się żadnemu z nich, moje parcie na ten wyjazd było tak duże. Na szczęście tak się stało jak się stało, i dzięki temu nadarzyła się okazja aby zobaczyć miejsce i kraj w którym moja noga jeszcze nigdy wcześniej nie postała.

Kopenhaga 1

Czy trzy dni to dużo czy mało, aby zwiedzić w wystarczającym stopniu stolicę Danii? To zależy od tego ile mamy na to czasu. Jeśli miałbym to robić od samego rana do późnej nocy, to myślę, że udało by się to w stopniu zadowalającym większość zwykłych turystów. Jeśli jednak do dyspozycji każdego dnia, wraz z moimi współtowarzyszami podróży, mieliśmy po zaledwie kilka godzin po skończonych zawodach, to trzeba było iść na swego rodzaju kompromisy. Trzeba też jednak przyznać, że miejscowa natura oraz aura, sprzyja penetrowaniu Kopenhagi z racji tego, jak późno w tym regionie świata robi się ciemno na podwórku. Ja zmierzając w stronę Kopenhagi wiedziałem jedynie to, że nie chcę spędzić całego czasu wolnego w hotelu, tylko chcę zobaczyć najwięcej jak się tylko da. Nie mam jednak specjalnie innej możliwości, jak zaprosić was na spacer po Kopenhadze, zaczynając właśnie od hotelu, a bardziej tego czegoś w czym mieszkaliśmy. Po wizycie w tym miejscu, pojęcie minimalizmu i wykorzystania dostępnej przestrzeni, weszło u mnie na zupełnie nowy poziom.

Kopenhaga 2

Kopenhaga 3

Kopenhaga 4

Kopenhaga 5

Kopenhaga 6

To niebywałe jak można zaaranżować przestrzeń, w której na dosłownie 4 metrach kwadratowych, przez kilka dni, może ze sobą mieszkać czwórka osób. Nie wiem czy powyższe zdjęcia oddają klimat tego miejsca, ale jeśli nie, to postarajcie się sobie wyobrazić wagon sypialny w pociągu. Bo to właśnie najbliżej takich skojarzeń krążyły moje myśli, chcąc porównać do czegoś to miejsce. Bo jak tu myśleć inaczej, skoro zdjęcie „salonu” w naszym apartamencie, trzeba było robić z korytarza, bo inaczej nie dało rady. Poza tym, jedno łóżko wysuwane spod drugiego łóżka, bądź też miejsce do którego trzeba się wdrapywać po drabinie oraz piętrowym posłaniu, także nadaje kolorytu. Może nie tak dużego jak łazienka, w której siedząc na sedesie, mogłeś niemalże jednakowo brać prysznic, ale jednak. Branie kąpieli to także był niezły workout z racji prysznica, który tryskał wodą wszędzie, tylko nie na osobę stojącą tuż pod nim 😉 Jednak żeby nie było – to wszystko to nie jest moje narzekania na warunki, które udało nam się załatwić za bardzo przyzwoite pieniądze, jak na duńskie warunki. Ja w tej chwili zdecydowanie uśmiecham się do tych wspomnień, jednak ma to nierozerwalny związek z ludźmi z jakimi dzieliłem to specyficzne miejsce.

Kopenhaga 7

Kopenhaga 8

Kopenhaga 9

Pisząc o Kopenhadze, nie sposób jest też przejść obojętnie obok prawdziwego zjawiska jakim są w tym mieście rowery. Jeśli uważacie, że w waszym mieście jest wiele osób, które korzysta z tego środka transportu – to przestańcie! To co można zaobserwować w Skandynawii, to zupełnie inna skala tego zjawiska. Mówiąc krótko – rowery i rowerzyści są tutaj po prostu WSZĘDZIE! I to nie to, że jeden czy dwóch. Rowerzyści z Kopenhadze poruszają się bowiem stadami. Umożliwia im to zdecydowanie infrastruktura, która jest dla nich przygotowana w sposób idealny. Dodatkowe pasy na drodze, gdzie samochody nie mają prawa wjechać a przechodnie wejść, ogromne parkingi na każdym kroku, gdzie można rower zostawić, czy wiele innych udogodnień, które sprawiają, że rower tutaj jest codziennością, a nie zachcianką, jak to w naszym kraju czasami jest widziane. Przez taki też obrót sytuacji, rowerzyści tutaj traktowani są na równych prawach, jako korzystający z ruchu ulicznego, przez co korzystają z tej możliwości namiętnie. Wystarczyły mi jakieś 2 dni, aby przywyknąć do widoku „korków” na skrzyżowaniach spowodowanych przez kilkudziesięciu rowerzystów, którzy w jednej chwili podjechali na czerwone światło. Co też jest ciekawe i wiele mówi o sposobie życia w Danii, to fakt, że na tych wszystkich wielkich rowerowych parkingach, tylko nieliczne rowery są przypięte szyframi czy też innymi łańcuchami do jakichś słupów czy barierek. Tutaj jednak mnie to nie dziwi, ponieważ jeśli się spojrzy na te rowery, to po chwili można dojść do wniosku, że niemal wszystkie wyglądają praktycznie jednakowo! Niemal każdy tu jeździ (bardzo szybko jak na polskie standardy!) rowerem miejskim, a na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, jakie widziałem na typowych rowerach górskich, których w polskich miastach jest cała masa. Nie ukrywam też jednak, że ze sporą nutką zazdrości, jako polski rowerzysta, patrzyłem na to zjawisko, które tak bardzo chciałbym aby kiedykolwiek było możliwe w naszym kraju. Ahhh te marzenia ściętej głowy… 😉

Kopenhaga 10

Kopenhaga 11

Kopenhaga 12

Jedną z większych obaw jakie miałem przed przyjazdem do tego miejsca był szok cenowy jakiego mogę doznać. Nie od dziś wiadomo bowiem, że kraje z północy mają trochę inny od naszego polskiego standard zarobków. Te kilka dni spędzonych w tym mieście utwierdziło mnie, że jeśli nie preferuje się opcji „na bogato” podczas takiego wyjazdu, to da się to spokojnie przełknąć przez kilka dni. Mam tu na myśli w dużej mierze żywność, która jest w takich przypadkach niemal podstawą egzystencji 🙂 Wiadomo też, że czasami warto się rozejrzeć dookoła, a nie wchodzić do pierwszego lepszego sklepu czy baru i brać co popadnie. Dlatego też w Kopenhadze bardzo doceniłem sieć sklepów Netto czyli taki mniej więcej odpowiednik naszego Lidla czy innej Biedronki. Co ciekawe, w takich sklepach znajdują się też działy ze zdrowszym żarciem niż chipsy czy inne chrupki, i zamiast tego można sobie kupić jakieś mixy owoców czy też orzechów, lub też jak kto woli batony proteinowe. Najs!

Kopenhaga 13

O kosztach wynajmu hotelu już wspominałem i o tym, że jeśli trafi się do takiego miejsca jak te zajmowane przeze mnie, to można całkiem tanio sobie przenocować. Jednak w większości innych hoteli, sprawdzając ceny nawet najtańszych opcji noclegowych, dostajemy obuchem w łeb i zdajemy sobie w tej chwili sprawę z tego, z jakiego kraju i jakiego systemu przybywamy. Taki lajf po prostu. Do tego dochodzi też komunikacja miejska, która w Kopenhadze także tania nie jest, choć pod względem organizacji powinniśmy się od nich uczyć. Automatyczne metro, na które składają się dwie linie, sterowane komputerowo z jakiejś zapewne bazy, dowiezie nas w wiele różnych miejsc. Tam gdzie zaś sobie już nie poradzi metro, to pozostają jeszcze autobusy i kolejki podmiejskie. Jako że hala Ballerup Arena była oddalona od naszego miejsca zamieszkania jakąś godzinę drogi, to była też doskonała okazja do tego, aby to sobie wszystko zobaczyć i przetestować na własnej skórze. Jak dla mnie daje radę!

No dobra, ale jakby nie patrzeć stałym punktem zwiedzania każdego z miast jest jego centrum, gdzie przeważnie dzieje się najwięcej i najwięcej jest do zobaczenia. Nie inaczej jest też w Kopenhadze, gdzie już na samym początku ludziom ustawia się przeszkody w zwiedzaniu 😉

Kopenhaga 14

Kopenhaga 15

Jeśli ktoś przez to przebrnie, to dalej stoi otworem fajne miasto, w którym dla zwykłego turysty jest kilka przyjemnych miejsc do zobaczenia i zwiedzenia.

Kopenhaga 16

Co jednak podobało mi się na tyle abym, polecił to zobaczyć każdemu? Chyba bardzo specyficzne miejsce, a dokładniej całe osiedle o nazwie Christiania. Ja o tym miejscu przed przyjazdem do Kopenhagi nigdy wcześniej nie słyszałem, ale gdy już na hali kilka osób z Polski postanowiło się tam wybrać, to nie widziałem żadnych przeciwskazań aby do nich dołączyć 😉 Christiania „jest bowiem na całym świecie, uznawana jako prężny ośrodek ruchu hipisowskiego i szeroko rozumianej kultury alternatywnej”. Duńskie władze nadały też jej mieszkańcom legalny status niezależności społecznej. Co to jednak oznacza w czystej praktyce? Można się o tym przekonać zbliżając się na piechotę do tego miejsca, kiedy zaczynają ciebie co chwilę mijać specyficzne osoby, a w powietrzu wręcz unosi się zapach marihuany. Tuż po wejściu na teren osiedla, duże znaki ostrzegają jednak, że w tym miejscu obowiązują takie zasady jak zakaz robienia zdjęć, zakaz biegania i generalnie nakaz zachowywania się w odpowiedni sposób.

Kopenhaga 17

Na początku wydawało mi się, że jest to bowiem tylko ściema zrobiona pod typowego turystę i ku temu aby nadać tej dzielnicy nutkę tajemniczości. Bardzo szybko jednak przekonaliśmy się, że to nie są puste zakazy. W chwili gdy jedna z osób w naszej grupy chciała nas po prostu dogonić, dosłownie w 2-3 sekundy została upomniana póki co słownie, ale bardzo dosadnie, przez zamaskowanych mężczyzn pełniących na tym osiedlu funkcję niejako policji. W tej samej też chwili, przeszedł mi również pomysł dalszego robienia zdjęć. Jednak co zobaczyłem to moje 😉 A widziałem na przykład najbardziej specyficzne stragany jakie chyba w życiu widziałem. Składały się one bowiem tylko z okienka, gdzie widziało się zaledwie ręce sprzedawcy. Nie widząc żadnego cennika czy czegoś w tym stylu, każdy chętny kładł jakiś banknot na ladzie, który momentalnie znikał i za jakiś czas pojawiał się w zamian „towar”. Nigdy jednak kupujący nie ma pewności czy sprzedający coś da w zamian za położony banknot czy też nie. Wszystko bowiem to kwestia zaufania… 😉 Całe zaś osiedle, to prawdziwy tygiel kulturowy. Wszelkie narodowości, rasy czy też kolory skóry. W starych kamienicach czy też drewnianych zniszczonych domach, koczują ludzie, których widać gołym okiem, że bardzo często wyniszczyło życie. Z jednej strony jest to ciekawy, a z drugiej strony chwilami dość przygnębiający widok. Ale z ciekawości i dla poznania tego miejsca, naprawdę warto to zobaczyć.

Kopenhaga ma też w swoim turystycznym zanadrzu kilka powiedzmy, że standardowych miejsc. Tutaj jednak nie potrzeba zbyt wielu słów, skoro można podeprzeć się zdjęciami.

Kopenhaga 18

Kopenhaga 19

Kopenhaga 20

Kopenhaga 21

Kopenhaga 22

Kopenhaga 23

Kopenhaga 24

Kopenhaga 25

Kopenhaga 26

Kopenhaga 27

Kopenhaga 28

Tak też wygląda Kopenhaga, którą ja miałem okazję zobaczyć, przy okazji crossfitowego weekendu spędzonego w tym mieście. Czy jest to warte odwiedzenia miejsce? Moim zdaniem tak, głównie ze względu tę inność, jaką można poczuć już po tak krótkim czasie przebywania tam. Czy jest to jednak miejsce do którego chciałbym jakoś niebawem wrócić? Chyba niespecjalnie, bo nie wywołało ono u mnie aż takiego zachwytu. Jednak z drugiej strony, dobrze wiem, że kolejne CrossFit Games Regionals, to punkt niemal obowiązkowy w moich planach podróżniczych na 2016 rok.