fbpx
O wszystkimOdżywianieOpinie

Smakowity pojedynek

dodany przezKamil Timoszuk 15 grudnia 2013 12 komentarzy

Dzisiejszy tekst nie był planowany w przeciwieństwie do wielu poprzednich. Tym razem zadziałał trochę przypadek wraz ze zbiegiem okoliczności. Będzie on tym bardziej zaskakujący, ponieważ może on wychodzić mocno poza ramy wcześniejszej tematyki. Dziś nie będzie zdrowo, dietetycznie czy paleo. Dziś czas na burgery!

Białystok to takie miasto, do którego pewne zjawiska przychodzą falami. Można to zaobserwować w wielu dziedzinach codziennego życia. Jedną z nich są na przykład różnego rodzaju lokale w centrum miasta lub nie tylko, oferujące dany typ usług. Z moich obserwacji wynika, że w ostatnim czasie czyli ostatnich 2-3 latach takie inwazje były dwie, a teraz dzieje się trzecia. Pierwszą z nich, najbardziej rozciągniętą w czasie był wysyp lokali typu „shot & go”. Innymi słowy chodzi tu o miejsca gdzie wchodziło się, piło 1-2-3 strzały jakiegoś alkoholu i szło się dalej. Takimi tworami były lub nadal są Before After(szczerze nieodżałowany 😉 ), Wodopojka, Alternatywy, PRL, Pewex czy też Głębokie Gardło (brawa za pomysł na nazwę). Dość sporo jak na jedno miasto.

Drugim takim zjawiskiem w Białymstoku są na pewno knajpy podające sushi. Nie jestem wielkim fanem takiego jedzenia, choć od czasu do czasu nie powiem nie ryżowi z jakąś ryba i dodatkami. Może też i dlatego nie będę w stanie tu teraz wymienić wszystkich ale tak biorąc pierwsze z głowy to na pewno jest SushiToGo, Futu Sushi, Koku Sushi czy Tanoshii. Założę się jednak, że jest tego więcej.

I takim oto sposobem dochodzimy do sedna tego tekstu czyli wysypu lokali numer trzy. Co to za lokale? Moim zdaniem są/będą to burgerownie. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież McDonald jest w Białymstoku od lat. Jednak ja mam na myśli prawdziwe burgery, a nie ich substytuty produkowane taśmowo. Poza tym wiele restauracji czy innych bud z jedzeniem ma ten produkt w swojej ofercie. Jednak to nie na nim opiera się ich ewentualny sukces lub też nie to jest przyczyna ich klęski. To tylko dodatek do całości, przeważnie i tak średniej jakości. Na szczęście powstają jednak miejsca gdzie jakość stawiana jest, a przynajmniej jest taki zamysł, na pierwszym miejscu. Dziś parę słów o dwóch z nich.

Burgery

Miły Burger już od jakiegoś czasu dla wielu osób na Podlasiu jest wyznacznikiem jakości dobrego kawałka mięcha w bułce z dodatkami. Przez długi czas nie miałem tego okazji sprawdzić osobiście głównie ze względu na zmiany jakie chciałem wprowadzić i chyba mi się udało to zrobić, w moim życiu. Jednak ja o dziwo też jestem człowiekiem i czasami chcę wyjść poza własne ramy codziennych zachowań. Czymś takim jest w tej chwili właśnie wyjście na miasto i oddanie się jednorazowej kulinarnej uczcie. Do tego celu Miły Burger nadaje się idealnie. Marka ta wczoraj obchodziła pierwszy rok swego istnienia i raczej nie będzie to ich ostatnia rocznica. Są po prostu na to zbyt dobrzy 🙂

Jak na razie byłem ich klientem 3 razy i za każdym razem była to dla mnie czysta przyjemność. Pierwsze dwa razy miały miejsce w starym lokalu na ulicy Wesołej, który miał wielkość średniej łazienki. Nie przeszkadzało to jednak zbytnio w chwili kiedy pod nos wjeżdżało zamówione jedzenie. W moim przypadku były to burgery z wieprzowiny. Pierwsze co rzuca się w oczy to wielkość porcji. Jeśli coś ma nazwę w menu MEGA to gwarantuję, że takie właśnie jest. Mi tylko za jednym razem udało się zamówione jedzenie zjeść w całości, a przy dwóch innych przypadkach pomagali mi obecni ze mną znajomi. Niestety, a może i właśnie stety już nie dysponuję tą mocą przerobową co kiedyś 🙂 Jeśli komuś jeszcze brakuje atrakcji to może sobie je zapewnić dzięki pikantnym sosom, które potrafią podobno boleć „z obydwu stron” if you know what i mean 😉

Miły Burger

W ostatnim czasie do dobrego jedzenia w postaci soczystego i solidnie przyprawionego mięsa, świeżych warzyw oraz chrupiącej bułki, doszedł jeszcze jeden niezaprzeczalny atut. Jest nim zdecydowanie nowy lokal, którym ja jestem zdecydowanie zafascynowany. Pierwsze co bije po oczach na samym wejściu to jego wielkość. W porównaniu do poprzedniej lokalizacji to prawdziwa przepaść. Nie dość, że teraz jest jasno, schludnie BARDZO przestronnie to jeszcze urządzone w stylu jaki lubię. Ogromne kanapy po bokach, małe 2-osobowe stoliki na środku, obrusy na stołach czy wielkie zdjęcia futbolistów Lowlanders Białystok na ścianach zdecydowanie robią klimat. Taki typowy „American Style” w dobrym wydaniu. Jeśli dodamy do tego fajną obsługę, która na przykład przychodzi do stolika z pytaniem czy wszystko w porządku, w chwili kiedy mamy paszczę zapchaną burgerem, to sprawia, że ja mam ochotę tam wracać. Nie koniecznie dla samego jedzenia ale choćby dla klimatu jaki udało się tam stworzyć. Wielkie brawa z mojej strony.

Czy jednak takim lokalem może konkurować miejsce, które ma oficjalny staż zaledwie… 1 dnia? O dziwo moim zdaniem może. Tym miejscem jest Elvis Burger, powstały w miejscu gdzie jeszcze do niedawna była Alternatywa czyli wcześniej wspomniany bar „shot & go”. Jego twórcą, panem i władcą jest człowiek instytucja nocnego życia Białegostoku czyli niejaki Niuniek. Jeśli ktoś nie zna tego człowieka ten raczej nie wie co to znaczy dobra nocna zabawa w tym mieście. Jednak spokojnie, nic straconego, bo teraz można go znaleźć właśnie w jego lokalu gdzie zapewni on wam kawał dobrego jedzenia podczas nocnych eskapad po mieście. A to, że chętnych na tę usługę jest masa przekonałem się wczoraj stojąc lub siedząc w kolejce, a następnie czekając na swoje zamówienie. Uprzedzę jednak fakty i powiem, że warto było! Wybór burgerów jest na prawdę duży. Zaczynając od różnego mięsa, poprzez różne rozmiary czy dodatki. W pierwszej chwili miałem się skusić na coś zdrowszego czyli burgera z piersi kurczaka. Jednak tę opcję zostawiłem sobie na kolejny raz za jakiś czas, a na pierwszy ogień poszła wołowina. Mówiąc krótko strzał w dziesiątkę. Dobrze wysmażona, soczysta z dodatkiem sosu i warzyw zdecydowanie robiła robotę tego wieczora. I znowu też pojawił się problem wielkości. Ja na prawdę muszę przywyknąć do tego, że nie mam takie spustu gastronomicznego jak kiedyś i brać mniejsze porcje 🙂 Jednak jak stwierdził sam Niuniek przy tym jak oddawałem niezjedzonego do końca burgera, że „lepiej umierać z przejedzenia, niż czuć w środku niedosyt”. Takie to proste, a jakie głębokie 😉

Nie sposób uniknąć też bezpośrednich porównań tych dwóch lokali. Kto jest lepszy – Miły czy Elvis?

Ja chyba na to pytanie dziś nie odpowiem. W kwestii jedzenia oba w moim odczuciu po prostu dają radę. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że nie sprawdziłem na sobie choćby połowy ich całego menu to mogę chyba zaufać im na tyle i powiedzieć, że trzymają wysoki poziom i oby tylko tak dalej. Lokalowo wygrywa zdecydowanie Miły, o czym wspominałem wcześniej. Jednak lokalizacja Elvisa w samym centrum miasta jest jego niewątpliwym atutem. Obsługa w Elvisie także wczoraj jeszcze nie była w 100% dopracowana, ale to był dopiero pierwszy dzień i nawiedziły ich tłumy wygłodniałych ludzi, a więc jestem pewny że będzie już tylko lepiej. A jeśli będzie lepiej to wygramy na tym wszyscy. O ile nie będziemy odwiedzać takich miejsc BARDZO regularnie 😉

Nic tylko też czekać jak kolejni śmiałkowie porwą się na otwieranie podobnych miejsc w Białymstoku. Oni jednak będą mieli poważny problem bo silna konkurencja w postaci Miłego & Elvisa będzie stała już na straży 🙂