fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Sky This Is Not Limit

dodany przezKamil Timoszuk 29 czerwca 2014 0 Komentarzy

Wydawało mi się, że jadąc na Litwę, wiem na co się decyduję. Myślałem, że wiem wystarczająco dużo aby być opanowany, nawet w najbardziej stresujących sytuacjach. Miałem nadzieję na przynajmniej tak dobry weekend, jak kilka wcześniejszych z ludźmi z CrossFit Podlasie. Nie wiedziałem jednak tego, że niemal wszystko co się wydarzy, przekroczy wszelkie moje wyobrażenia!

Wykonanie skoku z samolotu, na wysokości 4 tysięcy metrów nad ziemią i z kawałkiem materiału nad głową, jest marzeniem wielu ludzi. Ja od dłuższego już czasu, także zaliczałem się do tego grona. Jednak jak to z takimi pomysłami często bywa – odkłada się je w czasie „na później”, a powody takiego działania są zróżnicowane. Zaczynając od braku czasu, poprzez deficyt pieniędzy, aż po na przykład brak chętnych do współdzielenia takiej chwili. I przez takie myślenie oraz działanie, wiele osób po pewnym czasie rezygnuje w ogóle z ich realizacji. Tak też i było do pewnego czasu w moim przypadku, kiedy to skok na spadochronie zszedł na jakiś dalszy plan moich priorytetów, na mojej prywatnej liście „do zrobienia”.

CFP Spadochrony 1

Życie jednak czasami toczy się w taki sposób, że nawet jeśli coś odkładamy na później, to los sprawia, że co jakiś czas mamy kolejne szanse na realizację celów. Wystarczy tylko i aż z nich po prostu skorzystać. Łatwo się mówi, prawda? Prawda, ale tu nie można dorabiać większej ideologii, bo tak właśnie jest! I właśnie też ja wyszedłem z takiego założenia, kiedy to pojawiła się realna szansa na to, żeby dokonać czegoś niesamowitego. A wszystko to kilka miesięcy po tym, kiedy w pewną mroźną sobotnią noc, stałem w centrum Białegostoku i rozmawiałem sobie z pewnym człowiekiem. Rozmawiałem o tym, że trzeba brać z życia to co najlepsze i nie tworzyć sobie sztucznych przeszkód. Z racji wykonywanego przez niego zajęcia, w domyśle oznaczało to ni mniej ni więcej, że muszę wraz z nim skoczyć na spadochronie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem jak blisko jest tego, aby dokładnie rzecz biorąc, będąc przypięty do jego taty, naprzeciwko niego samego z kamerą i lecąc przez litewską przestrzeń powietrzną, będę przeżywał jedne z najbardziej niesamowitych chwil w życiu.

Wszystko to za sprawą po raz kolejny ludzi z CrossFit Podlasie oraz tym razem kolaboracji z kolejnymi pozytywnymi wariatami z Fly4Fun. Białostocka grupa spadochroniarzy spod tego znaku, zdecydowała się wyrzucić z samolotu kilkanaście osób i postarać się aby przeżyli oni coś, czego nigdy wcześniej nie czuli. Czy ta sztuka się udała? Wiedząc co przeżyłem ja sam, oraz kupa moich znajomych, nie może być innej odpowiedzi na tak postawione pytanie jak tylko twierdząca 🙂 Aby tego dokonać zdecydowaliśmy się jechać tuż za Polską granicę, w stronę litewskiego Kowna, aby tam na lotnisku w Paciunai spenetrować przestrzeń powietrzną oraz przesunąć poprzeczkę swoich dotychczasowych doznań. Przygotowania do tego wyjazdu trwały dobrych kilka tygodni i wymagały zarówno ze strony CF Podlasie, jak i Fly4Fun nie lada organizacji. Czy jednak była szansa na to, że to może się nie udać? Śmiem twierdzić, że nie, skoro dobrali się z obydwu stron tacy pasjonaci i tacy zawodowcy w jednej osobie.

CFP Spadochrony 2

W efekcie tego w sobotni poranek tuż przed 6 rano wyruszyliśmy kawalkadą samochodów na podbój Litwy. Droga jak zawsze mijała nad wyraz szybko i przyjemnie, czyli w tradycyjny sposób. Upewnialiśmy się co jakiś czas podczas postoi, że w żadnym samochodzie atmosfera nie siada, bo nie taki mamy styl 😉 Z każdym też kilometrem wychodziło na to, że Fly4Fun dotrzymali słowa i wypełnili jeden z podpunktów umowy, w postaci zamówienia pogody praktycznie idealnej na nasze skakanie. Najlepszym potwierdzeniem tego są zapewne piekące od słońca plecy, ręce oraz twarze do chwili obecnej. Pomimo posiadania też dokładnych wytycznych jak dotrzeć w umówione miejsce na Litwie, nie obyło się bez nieplanowanej wycieczki krajoznawczej po litewskich drogach. Ale skoro podróże kształcą, to dlaczego by tego nie wykorzystać? 😉 Tym bardziej gdy w głośnikach samochodu leciały takie hity jak na przykład ten 😉

Dzięki też temu, że ekipa była jak zwykle dobrze dobrana, człowiek nie miał specjalnie czasu na myślenie o to co go czeka. A czekało go naprawdę wiele. Ja nigdy nie udawałem żadnego chojraka, który się kompletnie nie boi i skoczy bez żadnych obaw. Jeśli ktoś czytał moje poprzednie teksty, czy też na przykład śledzi moje poczynania na fanpage to wie, że targały mną różne sprzeczności. Z jednej strony niesamowicie mocno chciałem to zrobić, aby doznać w życiu czegoś takiego co sprawi, że będę o tym myślał jeszcze przez długi czas. Z drugiej jednak strony wiedziałem o tym, że tutaj pomimo wszelkich możliwych zabezpieczeń, to w przypadku jakiegoś niepowodzenia połączonego z wielkim pechem mogę zapłacić ogromną cenę. Jednak chęć nowych wrażeń i wszelkich innych okoliczności towarzyszących, wzięła tutaj zdecydowanie górę. Zanim jednak do tego doszło, musiało minąć trochę czasu. Ten natomiast spożytkowaliśmy na zainstalowanie się w naszych pokojach, które były oddalone od miejsca gdzie startowaliśmy i lądowaliśmy o jakieś 50-100 metrów. Bliżej już chyba nie było można 🙂 Zwiedzanie terenu także nie zajęło zbyt wiele czasu, bo na miejscu jest zaledwie mały bar, mały sklepik, miejsce gdzie składane są spadochrony dla kolejnych skoczków, oraz stolik z dwoma krzesełkami szumnie nazwany przez nas wieżą kontrolną lotów 😀

CFP Spadochrony 3

Przed przyjazdem nie wiedzieliśmy jak szybko odbywa się taka impreza i kiedy cała nasza ekipa będzie już po wszystkim. W praktyce wyszło tak, że do samolotu, który zabierał kilkunastu skoczków z Polski oraz Litwy z naszej ekipy wsiadało po 2-3 osoby. Między jedną, a drugą taką turą, mijała mniej więcej godzina, a może i więcej. Nikt jednak specjalnie tego czasu nie liczył bo ci ludzie, którzy czekali na ziemi mieli sporo innych opcji do zagospodarowania czasu. Jedni zabrali się za relaksowanie na pełnym słońcu oraz kocu, inni bardziej odważni skusili się nawet na nawadnianie organizmu oraz zapełnianie żołądków jedzeniem. Mając na uwadze to co ich czekało, był to prawdziwy akt odwagi i sprawdzenie swoich możliwości w temacie zatrzymywania pokarmu w środku siebie 😉 Tym osobom, którym na ewentualny stres pomaga ruch, to była zapewniona rozrywka w postaci piłki czy też frisbee. Tak więc teoretycznie pełna sielanka.

CFP Spadochrony 8

Teoretycznie, bo w głowach wielu osób trwała prawdziwa walka, a wręcz wojna myśli. Doskonale to wiem na swoim przykładzie. U mnie fala pozytywnego myślenia, przeplatała się czasem niemal z chęcią rezygnacji z całego tego eventu. Na szczęście jednak z tyłu głowy była zakorzeniona jedna podstawowa myśl – Musisz to zrobić bez względu na wszystko! Jeśli nie teraz to kiedy?! I właśnie z takim podejściem liczyłem na to, że do skoku ze spadochronem pójdę w jednej z pierwszych tur. Obawiałem się czekania na swoją kolej niemal w nieskończoność, bo nie byłem pewny jak będę reagował z każdą kolejną minutą. Gdy okazało się, że pójdę już w drugim rzucie, to był zdecydowanie pozytywny zastrzyk. Ciekawy też byłem reakcji pierwszych osób, które po powrocie podzielą się wrażeniami. I tu nastąpił pierwszy szok za sprawą koleżanki, która zaraz po wylądowaniu sprawiała wrażenie jakby skok nie zrobił na niej praktycznie żadnego wrażenia. WTF? Wyrzucają kobietę z najwyższej sportowej wysokości z jaką skaczą ludzie w tandemach czyli 4000 metrów, a ona nic? O co chodzi?! W tym przypadku chyba chodziło o to, że akurat w tym przypadku działał jeszcze efekt zakończonego kilka godzin wcześniej wesela, a więc nie była to najbardziej obiektywna osoba 😉

CFP Spadochrony 4

Bardzo szybko nadszedł i mój czas, kiedy musiałem zacząć przygotowywać się do skoku. Owe przygotowanie obejmowało nałożenie kombinezonu, specjalnej uprzęży oraz poinstruowanie mnie co mam robić zarówno w samolocie jak i później w powietrzu. Czułem, że to co dowiem się na ziemi, może mi ulecieć lub też być wywiane z głowy zaraz po wyskoczeniu w przestrzeń. I po części miałem rację, bo teoria to jedno, praktyka drugie. BARDZO drugie! 🙂 Zdecydowałem się też skakać bez kombinezonu co teraz już wiem, że w ogólnym rozrachunku było dobrym posunięciem. Cała ta uprząż w jakiej człowiek jest pospinany już na ziemi w powietrzu jest momentami jeszcze bardziej niewygodna, a więc w kombinezonie mogła być lekka masakra.

Jednak prawdziwe emocje zaczynają się w chwili, kiedy zostajesz wywołany ze swoim „aniołem stróżem”, czyli spadochroniarzem do którego jesteś przypięty, do maszerowania w stronę samolotu. Mnie na prawdę uspokajał fakt, że jestem w rękach prawdziwych fachowców czyli Sławka i Michała Sieńczuka. Ojca i syna, których wzajemne relacje, jakie mogłem zobaczyć przez cały ten wyjazd, są godne pozazdroszczenia. Sławek czyli ten starszy, odpowiedzialny był za to, żeby dostarczył mnie w jednym kawałku do ziemi, a Michał zaś aby to wszystko nagrać i sfotografować. To, że ten pierwszy spisał się na medal już wiecie, bo dzięki temu czytacie ten tekst 😉 Michał także dał radę, bo widziałem już małe próbki zebranego przez niego materiału i nie mogę się doczekać aby podzielić się nim z wami w najbliższym tygodniu!

CFP Spadochrony 5

Wracając jednak do sedna sprawy czyli samego skoku to wygląda to tak, że w samolocie wyrzucającym skoczków nie ma siedzeń. Jest tylko podłoga na której siadają wszyscy, w niemal klasycznej pozycji jaką znają dzieci w przedszkolu czyli „na pociąg”. Takie usadowienie sprawia, że mieści się w samolocie więcej osób, a następnie wyjście z samolotu jest trochę prostsze. Tak mi się przynajmniej wydaje 🙂 Poza tym, w trakcie lotu jak się okazało, są swego rodzaju przystanki w powietrzu, podczas których, na różnych wysokościach, „wysiadają” kolejni skoczkowie. Z każdym kolejnym metrem nad ziemią, moje emocje w równie szybkim stopniu także rosły. Pierwsze prawdziwe uderzenie adrenaliny było w chwili, kiedy na 3000 metrów drzwi otworzyły się po raz pierwszy, a przed moimi oczami skoczkowie wyskakiwali jeden z drugim jak gdyby nigdy nic. WOW! Kosmos! A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało 😉

To co jednak doznałem w chwili kiedy przyszła moja kolej przeszło moje najśmielsze oczekiwania. I nie były to na pewno w 100 procentach emocje całkiem pozytywne. Dlaczego? Ponieważ pomimo pozornego spokoju, gdy otworzyły się drzwi samolotu po raz drugi, a ja z każdą kolejną sekundą podsuwałem się swoim tyłkiem po podłodze bliżej wyjścia, moja adrenalina połączona ze strachem osiągnęła poziom, do jakiego chyba nigdy wcześniej się nie zbliżyła. Kiedy nagrywający mnie Michał wysiadł i złapał się samolotu od zewnątrz, a ja siedząc na krawędzi zobaczyłem ziemię miałem chyba pierwszy raz w życiu prawdziwy atak najprawdziwszej paniki. W tej samej chwili gdy zobaczyłem ziemię z 4 tysięcy metrów i poczułem już pierwszy pęd wiatru na twarzy, zatkało mnie. Dosłownie! Nie dałem rady nabrać choćby odrobiny powietrza w płuca. Nie zamierzam zgrywać kozaka i przyznaję się otwarcie, że gdybym tylko dał radę wydusić z siebie jakiekolwiek słowa, to na pewno pierwsze z nich byłyby „NIE SKACZĘ!!!”. Myślę, że idealnie będzie to widać na moim filmie, na który też właśnie dlatego czekam z niecierpliwością. Atak takiej paniki trwał może 2-3 sekundy i w tej chwili dotarło też do mnie coś zupełnie odwrotnego. Kontr myśl, która dosłownie brzmiała „Raz się kur… żyje!” i to właśnie ona sprawiła, że podsunąłem się o te pół metra do przodu i poleciałem w przestrzeń.

To co się działo w kolejnych sekundach jest na prawdę ciężkie do opisania dla kogoś kto tego nie przeżył. To co czułem siedząc na krawędzi samolotu, to był mały pikuś przy tym, co dzieje się w głowie podczas lotu. Jest to doznanie jakieś 100 razy, a może i znacznie bardziej silne, od tego co było przed momentem. W jednej chwili człowiek dostaje w pysk najczystszą adrenaliną, emocjami, pędem powietrza, zimnem, wiatrem czy wieloma innymi emocjami, których nie jestem w stanie teraz wymienić. To było iście epickie doznanie! Śmieszne w tym wszystkim są trzy fakty. Pierwszy z nich fakt, że bez spadochronu spada się około 50-55 sekund, a ja po wylądowaniu na ziemi, miałem wrażenie, że w taki oto sposób leciałem może z 7 czy 8 max sekund! Drugi z nich to fakt, że momentami nie dałem rady lub praktycznie zapomniałem oddychać lecąc w dół. Trzecim zaś dla przeciwwagi było to, że przed startem samolotu mieliśmy plan podczas skoku, nagrać pewien materiał filmowy do akcji z Red Bullem. Nie zdziwcie się więc w chwili, kiedy zobaczycie moje zdjęcia lub film ze skoku, gdzie podczas lotu w prawej ręce dziarsko trzymam papierowy samolocik, który miałem za zadanie utrzymać podczas lotu. I zrobiłem to, bo dowiozłem go na samą ziemię! Trochę pokiereszowany, ale jednak 😉

Drugą fazą skoku na spadochronie jest już spadanie z otwartą czaszą z materiału. I to również był dla mnie niesamowity moment ale już innego rodzaju. Kiedy poczułem pierwsze szarpnięcie i moje spadanie zdecydowanie wyhamowało wiedziałem, że jest dobrze. Kiedy Sławek poluzował mi uprząż i pozwolił oddychać wtedy mogłem się powoli skupić na widokach jakie miałem pod stopami. A te po prostu były niesamowite. Litewskie łąki, pola oraz lasy przecięte wielkim Niemnem z wysokości robią ogromne wrażenie. Tym bardziej jeśli co chwilę robi się na spadochronie jeszcze dodatkowe ewolucje czy też ma się szansę samemu przez chwilę posterować spadochronem! Dla mnie to był prawdziwy czad! Przez cały ten czas doskonale czułem jak w żyłach krew pędzi mi z prędkością wcześniej niespotykaną, puls wychodzi poza wszelkie normy, a moja świadomość jest niemal w innym świecie. Określenia typu miazga, kosmos, rozpierdziel czy też bardzo swojskie „mózg rozjebion” nie są w stanie oddać w pełni tej sytuacji. Zaraz po zetknięciu się z ziemią, po najbardziej łagodnym z możliwych lądowań, przez długi czas nie wierzyłem w to co się wydarzyło. Wiedziałem jednak jedno i od razu powiedziałem to prosto do kamery – Ja chcę jeszcze raz!!!

CFP Spadochrony 6

Przez długi czas po skoku, pomimo, że byłem już niemal całym ciałem na ziemi, to moja głowa była niemal jeszcze w chmurach. Był nawet moment, że liczyłem też swoje obecne finanse pod kątem tego, czy jeszcze podczas tego weekendu jestem w stanie sfinansować sobie kolejny skok. W ogólnym rozrachunku do tego nie doszło i teraz patrząc na to widzę, że może to i dobrze. Bo w tej chwili chęć ponownego skoku jeszcze mam, a tym samym też jest szansa na kolejny świetny weekend. Ten trwający należało jednak wykorzystać w pełni i tak też zrobiłem. Jednym z fajniejszych zajęć, było chodzenie w miejsce gdzie lądują kolejni znajomi, i obserwowanie ich reakcji oraz słuchanie dosłownie pierwszych ich wniosków po zetknięciu się z ziemią. A te były bardzo różne. Od spokojnego zaakceptowania faktu, że już jest się na ziemi, poprzez bieganie, skakanie oraz krzyczenie z radości. Niektórzy byli praktycznie wyczerpani i tym samym bliscy płaczu aby dać upust swoim emocjom. Ja podczas fotografowania jednej z osób, o mały włos nie zarobiłem spadającym tuż obok mnie spadochronem. Jednak największe chwile grozy przeżył Michał z CFP, który zaliczył w powietrzu tak zwane ratowanie. Co to takiego? Jest to chyba coś czego boją się wszyscy przed skokiem, a mianowicie fakt, że ze spadochronem głównym coś się stanie i trzeba będzie się właśnie ratować czyli posiłkować zapasowym. Na szczęście Michał leciał przypięty do tego samego Sławka z którym ja miałem przyjemność lecieć, a więc wszystko było pod względną kontrolą. Dziwnie się jednak obserwuje z ziemi fakt, że wiele metrów od ciebie spada pusty spadochron bez przypiętych do niego skoczków, a ty nie wiesz co się dzieje. Jak rzadki jest to moment niech świadczy fakt, że była to dopiero 5 tego typu sytuacja na ponad 3000 skoków Sławka. Gdy podchodziliśmy do bazy, to wszyscy będący bardziej w temacie od nas, wiedzieli już co się stało i przywitali całą ekipę brawami. Szok!

CFP Spadochrony 7

Gdy skoki powoli dobiegały końca, z wolna zaczęło się prawdziwe świętowanie i celebrowanie tego dnia. Ale rzecz jasna wcześniej, musiały się odbyć przynajmniej dwa WOD-y, bo co to za wyjazd bez porządnego treningu? 🙂

CFP Spadochrony 11

Gdy ekipa Fly4Fun skończyła swoją pracę to także dołączyła do nas. Z niesamowita przyjemnością słuchało się ich opowieści o tym czym jest dla nich skakanie, dlaczego to robią, co przeżyli i o wielu innych rzeczach. Co też fajne, można się było od nich dowiedzieć praktycznie wszystkiego zadając im pytania, które pewnie słyszeli już miliony razy. Ja jednak ani razu nie odczułem tego, że czują się tym faktem specjalnie znudzeni co świadczy moim zdaniem o ich pasji, profesjonalizmie, a być może i chwilami dobrym aktorstwie 😉 Ale takie połączenie to prawdziwa mieszanka wybuchowa! Jeśli jeszcze do tego dodamy fakt, że bohater wieczoru czyli zarówno mój „anioł stróż” jak i wybawca Michała z powietrznych opresji czyli Sławek Sieńczuk miał urodziny, to ci co nie byli, mogą sobie tylko wyobrażać co się tam działo. Podpowiem tylko, że było tego dużo, głośno, wesoło, długo i kapitalnie. Nie obyło się bez śpiewania, podrzucania czy na przykład wymazywania twarzy pianą z białek. I tak do późnych godzin nocnych czyli jednym słowem ogień w stylu CrossFit Podlasie oraz Fly4Fun! 🙂

CFP Spadochrony 9

I tak to właśnie wyglądało moje pierwsze, ale raczej nie ostatnie spotkanie ze skokami spadochronowymi. Nieprawdopodobne przeżycie, które przerosło moje najśmielsze oczekiwania. W tydzień poprzedzający mój skok naczytałem się i naoglądałem wszelkiej maści materiałów związanych ze skokami, ale żaden z nich nie był w stanie oddać choćby marnych 5% tego co człowiek jest w stanie sam przeżyć podczas czegoś takiego. Jeśli ktoś z czytających zastanawia się czy warto wybrać się na coś takiego to ja w tej chwili mogę odpowiedzieć tylko jedno. Nie warto – to po prostu TRZEBA zrobić! Aby przeżyć coś, co będzie tkwiło w głowie przez długi czas i przesunie wiele granic na poziom o jakim się wcześniej nie śniło!

CFP Spadochrony 10

Ja do swojego skoku będę wracał na pewno jeszcze nie raz, a zrobię to choćby w następnym tygodniu, kiedy pokażę tu trochę profesjonalnych fotek oraz film, który będzie moja pamiątką do końca życia. Bo pierwsze razy są tylko raz, a ten mam już zdecydowanie za sobą! 🙂