Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
O wszystkim

Schudnąć – Jak to łatwo powiedzieć…

dodany przezKamil Timoszuk 14 kwietnia 2013 22 komentarze

Nadal nie do końca ogarniam dlaczego wolicie pisać do mnie maile niż komentować na blogu ale obiecuję, że już się nie będę czepiał tego faktu. Tym bardziej, że po raz kolejny dzięki jednemu z nich mam dziś o czym pisać. A może bardziej odpowiadać i rozwiewać wątpliwości. A więc do dzieła.

Dzisiejszy tekst będzie inspirowany przez tajemniczą Panią K., która napisała mi kilka pochlebnych słów oraz zapytała jak to jest schudnąć prawie 100 kilogramów, jak wyglądała ta droga i czy była ona trudna. I tu zaczynają się dla mnie schody ponieważ na poczekaniu myślę, że miałbym z przynajmniej 3 tematy do rozwinięcia w oddzielnych tekstach. A i to nie wiem czy daje mi gwarancję wyczerpania tego tematu. Dziś jednak postaram się bardziej skondensować, a jakby ktoś chciał coś jeszcze wiedzieć to niech po prostu pyta.

Tak sobie teraz pomyślałem, że całą tą kilkuletnią drogę do celu można by opisać na podstawie plusów i minusów. Jednych i drugich na pewno jest trochę i każdy kto zastanawia się nad podjęciem takiej decyzji musi być świadomy. Ja teraz już wiem, że nie byłem. Pomimo tego, że tak jak już pisałem przygotowanie do operacji wiąże się z pracą z psychologiem tak później człowiek jest stawiany niemal każdego dnia w ciągle to nowych i często zaskakujących sytuacjach. Z którymi sobie musi radzić lepiej raz gorzej.

Swoją wyliczankę zacznę od rzeczy przyjemniejszych, które powinny przyświecać każdemu kto zechce wstąpić na tę ścieżkę. Tego typu operacja i wiążące się z tym zmiany to prawdziwa rewolucja. Nawet jeśli na początku wydaje się, że to po prostu kilkadziesiąt kilo mniej to ja mogę tylko powiedzieć jedno – bullshit. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że kilogramy znikają szczególnie w pierwszej fazie w dość zawrotnym tempie. Nawet do kilkunastu kilogramów w miesiącu! Co dla kogoś kto niemal nigdy nie wierzył w to, że uda się taka sztuka jest niesamowitym doznaniem i zarazem motywacją. Zaraz za pozbywaniem się kolejnych kilogramów idą też tego następstwa takie jak na przykład zmiana garderoby. I to nie raz na jakiś czas ale niemal co miesiąc. Dla kobiet to musi być jak zbawienie bo wtedy mogą bez żadnych wyrzutów sumienia nabywać nowe rzeczy. A wszystko tłumaczyć, że poprzednia bluzka/sukienka/spodnie/cokolwiek innego jest już po prostu za duże. I co lepsze nie będą przy tym mijać się z prawdą 😉

Wraz z tym człowiek niemal automatycznie ma lepsze samopoczucie. Ale nie w taki normalny sposób jak każdy przeciętny człowiek, podczas jednego z niewielu w naszym kraju słonecznego dnia. Nie, to jest taka bomba endorfinowa, która potrafi zalać człowieka od stóp po czubek głowy. Jest to też jednak spore zagrożenie ale o tym za chwilę. Ta dobra strona wygląda jednak tak, że nagle ma się ochotę na wszystko i na każdą, nawet czasami niedorzeczną rzecz na jaką wcześniej ochoty, a nawet pomysłu nie miało. Zresztą każda osoba, która kiedykolwiek walczyła ze swoją wagą i zrzuciła z 5-10 kilogramów niech swoją późniejszą radość pomnoży jeszcze razy 10, a nawet może 20. To mniej więcej takie uczucie. Poza tym nagle gdy masz mniej kilo zaczyna się pojawiać więcej możliwości, zarówno życiowo-prywatnych jak i zawodowych. Nigdy bym nie spodziewał się, że to tak będzie działać ale naprawdę działa, zapewniam.

I to wszystko o czym do tej pory napisałem wiem ja oraz większość ludzi, którzy obserwują to z boku. Są jednak aspekty o których nie ma się pojęcia, a dopiero spotykają nas w trakcie tej drogi. Jednym z tych aspektów są wcześniej wspominane napady pozytywnej energii ale w nie do końca dobrym rozumieniu. Nie od dziś znane są przypadki, że gdy człowiek przechodzi przez takie zmiany nagle ma ochotę zmieniać w swoim życiu niemal wszystko bez patrzenia na wszelkie konsekwencje. Dla ludzi którzy mają domy, rodziny, dzieci to czasami staje się katastrofalne w skutkach. Ja takowych nie miałem ale miałem za to dziewczynę o której już wspominałem jako dobrym człowieku, który mi bardzo pomógł w temacie tej operacji i nie tylko. No i waśnie ja jednego ze swoich napadów energii nie ogarnąłem. Efektem tego było zerwanie związku i rozejście się. Wiem w jakim stawia mnie to świetle ale wtedy w mojej głowie panowała myśl, że „stać mnie na więcej”. Pomijam już fakt, że irytowała mnie sytuacja że ona mieszka w Warszawie a ja 200 kilometrów dalej. Ale myślę, że gdyby tej odległości nie było to i tak nic by to nie zmieniło. Tak więc sytuacja wyglądała tak, że ona mi pomagała kiedy miałem kłopoty i było ze mną źle. A ja się jej tak odwdzięczyłem. Teraz mogę tylko napisać, że jest/była to dobra lekcja na przyszłość.

Co dalej z minusami? Minusem są operacje na jakie człowiek się decyduje. Dobrze czytacie, nie jedna operacja, a przynajmniej dwie operacje. Pierwsza z nich to ta główna, zmniejszająca żołądek. Kolejne zaś to te pomagające w większym stopniu poprawić wygląd ale i nie tylko. Ja miałem dwa zabiegi. Ten pierwszy oraz drugi w postaci wycięcia skóry z brzucha, która dyndała mi bezwładnie po zrzuceniu jej zawartości. Podczas niej wstawiono mi też metalową siatkę aby w przyszłości nie mieć problemów z jakimiś przepuklinami i tym podobnymi historiami. Czyli innymi słowy mam coś w sobie z Robocopa, Terminatora czy innego człowieka ze stali 😉 Jednak przejście do tego wymaga sporego zaparcia i przezwyciężenia wielu trudności jak na przykład wiele tygodni w szpitalach. A kto lubi leżeć w szpitalu?

Jednym z bardziej zapamiętanych zdarzeń związanych z chudnięciem w moim przypadku była też rzecz bardzo niewesoła. Mianowicie prostowanie się kręgosłupa. Co to takiego? Ja przez długi czas także nie miałem kompletnie pojęcia co to jest. Miałem za to wszelkie objawy jakie powodowały u mnie stany jakich nie życzę chyba nikomu. Podstawowym objawem tego stanu był u mnie ból, a momentami wręcz odbieranie nóg. Ale to nie był to zwykły ból. To było coś przez co niemal wyłem do księżyca i nie raz liznąłem nieba. Już choćby zbliżenie ręki do nogi powodowało ból, a pomyślcie, że do łazienki też trzeba było chodzić. To było też coś co sprawiało, że w ciągu normalnego tygodnia spałem po 10-15 godzin ponieważ więcej nie dawałem rady z bólu. A co było najbardziej wkurzające żaden z lekarzy na jakich trafiłem wtedy nie potrafił powiedzieć co mi jest. Odwiedziłem ich całą masę i każdy tak samo bezradnie rozkładał ręce. Do dziś nie zapomnę wymyślnych badań jakie przeprowadzano na mnie aby sprawdzić co mi jest. Hitem było wówczas wbijanie mi igieł w nogę prosto w nerwy i puszczanie przez nie impulsów elektrycznych o nie małym natężeniu. Łzy same leciały do oczu. Stan permanentnego bólu trwał około 2-3 miesięcy po czym samoistnie przestał. Dopiero po czasie dowiedziałem się, że to na 99% była właśnie kwestia prostującego się kręgosłupa po zrzuceniu nadprogramowych kilogramów i naciskających przez to kręgów na różnego rodzaju nerwy. Nie polecam nikomu.

Innym minusem było jedzenie, a przede wszystkim przestawienie się na zupełnie inny tryb. Tryb, który był trochę ułatwiony w naturalny sposób. Jaki? Otóż taki, że gdy człowiek zjadł coś za dużo to po prostu wymiotował. Na początku określenie „za dużo” potrafiło się odnosić do 2 łyżek czegokolwiek. Pierwsze tygodnie to praktycznie picie tylko wody i to też bardzo ostrożnie, żeby za chwilę nie wracała. Na szczęście człowiek to zwierzę pojętne i wie, że gdy zje raz i zwymiotuje, drugi raz zje i znowu zwymiotuje, to za trzecim razem generalnie zastanowi się czy jeść. Ma to jednak ten minus, że w pewnej chwili jedzenie stało się dla mnie niemal zbędne. Głupotą z mojej strony było jednak myślenie, że to dobrze. Każdy dobrze funkcjonujący organizm potrzebuje pokarmu i potrzebnych do rozwoju składników. A tych mi także w pewnej chwili zabrakło. Pomimo, że ważyłem mniej niż w tej chwili to nie było to dla mnie zdrowe. Teraz jednak chcę zbić wagę ale właśnie z głową i bez popełnienia znowu tych samych błędów.

Do minusów można tez zaliczyć fakt, że już do końca życia muszę dbać o to, że raz w miesiącu przyjąć zastrzyk z witaminy B12, której mój organizm nie produkuje, a jest ona ważna. Niby nic, a jednak czasami to dość upierdliwe.

Zbliżając się jednak już do końca moich dzisiejszych wywodów to automatycznie powstaje pytanie – Czy warto było przejść tą całą drogę? Oczywiście, że warto! Co więcej to była najlepsza decyzja w moim życiu jeśli chodzi o podjęcie się zabiegu. Gdybym mając taką wiedzę jak teraz musiał się zdecydować raz jeszcze zrobiłbym to bez wahania. Choćby dlatego…

Metamorfoza