Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
CrossFitO wszystkim

Są ludzie i „ludzie”…

dodany przezKamil Timoszuk 13 maja 2013 6 komentarzy

Wszystko co znajdujecie w tym miejscu, moim miejscu, jest wynikiem moich doświadczeń, przemyśleń czy też obserwacji. Nigdy nie starałem się kreować na jakiegoś „eksperta”, kogoś „lepszego” czy jeszcze coś w podobnym stylu. Niektórzy chyba tego nie rozumieją.

Dostałem dziś maila od jednego chyba trochę oburzonego czytelnika, który zarzuca mi, że cytuję:

„Mówisz ludziom jak mają żyć, co robić lub jak postępować, a sam popełniasz kupę błędów i myślę, że niebawem przestanę cię czytać definitywnie.”

Oprócz tego fragmentu było jeszcze kilka innych zdań ale generalnie wszystko w tym samym klimacie i o podobnym znaczeniu. I w sumie mail jak mail, nie obszedł mnie w pierwszej chwili specjalnie. W drugim jednak momencie zastanowiłem się czy aby owy człowiek nie ma racji. I po krótkim zastanowieniu, bo na dłuższe szkoda mi było czasu, stwierdzam, że zdecydowanie NIE! Dlaczego?

Zacznę od tego, że ani przez chwilę nie miałem w zamyśle pouczać kogokolwiek. Ja jedynie chciałem rozpocząć spisywanie swoich przemyśleń i bieżących doświadczeń tak aby przez ich ogólnodostępność sam się zmotywować. Jeśli przez to udało mi się zmotywować choć trochę jakąś inną osobę to fajnie. Poza tym nie raz pisałem, że w wielu tematach o których piszę, jak na przykład jedzenie czy CrossFit, mam jeszcze małe doświadczenie. Więc jakim bym musiał być ignorantem abym robił z siebie nie wiadomo kogo. Mam dziwne wrażenie, że jeśli chodzi o wyżej wspomnianego czytelnika, mamy ewidentnie problem z czytaniem ze zrozumieniem. A może to ja się mylę? Jeśli tak to dajcie znać w komentarzach.

Jednak dziś pierwotnie miałem pisać o czymś innym, choć trochę po części związanym z dawaniem przeze mnie rad. Mianowicie w ostatnim czasie na przestrzeni może 2-3 dni byłem czynnym uczestnikiem dwóch bardzo podobnych scenek na mojej siłowni, o których dziś właśnie napiszę.

Pierwsza z nich wyglądała tak, że robiłem swój trening niemal jak co dzień. Kiedy opuściłem swoje ulubione miejsce na siłowni zajęły dwie dziewczyny, które już wcześniej widziałem, że trochę błąkają się po siłowni nie wiedząc co ze sobą zrobić. Kiedy jednak wzięły kettle i zaczęły robić z nimi wykroki w błędny sposób, postanowiłem zainterweniować. Skąd wiedziałem, że robią je błędnie? Choćby dlatego, że sam robiłem, a nawet pewnie zdarza mi się nadal robić podobnie. Z tą różnicą,, że ja mam świadomość popełnianego błędu, a one go nie miały. Osoby, które znają to ćwiczenie powinny dobrze wiedzieć, że wypychanie przedniego kolana do przodu lub nie zginanie tylnej nogi do końca nie jest najlepszym pomysłem dla naszych stawów. Efekt tej scenki był już taki, że dziewczyny poprawiły swój ruch, wykonały ćwiczenie poprawnie (moim zdaniem) i po podziękowaniu i uśmiechnięciu się odeszły. I to jest według mnie zdrowe podejście.

A jak wygląda przykład niezdrowego? Proszę bardzo. Siłownia ta sama, miejsce to samo, tylko dzień inny. Wykonuję swój trening ale przez niemal jego większą część widzę, że jestem bacznie obserwowany przez dwójkę ludzi. Ludzi, których raczej nie zdarzyło mi się wcześniej widzieć w tym miejscu. Kiedy ja skończyłem swoje zabawy między innymi „czajnikami” czyli wcześniej już wspomnianymi kettlami, podeszła do nich owa para, chyba małżeństwo. Ci ludzie jednak nie robili wykroków tylko zaczęli nimi wymachiwać nad głowę. Robili to jednak w taki sposób, że mnie autentycznie niemal bolało. Plecy przy każdym wypchnięciu kettla krzywe, waga kettli jak na moje oko chyba nie do końca rozsądnie dobrana. Co jednak w tym wszystkim najlepsze/najgorsze kiedy kettel był już nad głową to nienaturalnie był wypychany do tyłu jakby ręce nie utrzymywały jego ciężaru i za chwilę miały się przekręcić do tyłu. I tu także postanowiłem podpowiedzieć państwu aby nie zrobili sobie krzywdy. Tu jednak reakcja była dla mnie zaskoczeniem, ponieważ szczególnie pan niechętny do przyjmowani porad burknął coś pod nosem w stylu „my wiemy co robimy”. Po czym za jakieś 2-3 minuty przenieśli się na salę obok i… dalej robili to samo. WTF się pytam.

I teraz tak się zastanawiam – czy w takich sytuacjach się wtrącać i próbować pomóc czy może odpuszczać i patrzeć jak niektórzy robią sobie krzywdę? W myśl zasady Darwina 😉

Ja chyba mam taka naturę, że chyba wolę pomóc. Jednak jeszcze kilka takich sytuacji i mi raczej przejdzie.

Na koniec podlinkowuję, ponieważ nie mogę wkleić od razu tu na stronę, pewien film. Film, który pokazuje pewną dziwną sytuację, żeby nie powiedzieć dosadniej patologię. Otóż na pewnej siłowni w USA grupa ludzi trenuje CrossFit, a przynajmniej im tak się wydaje. Głównie dlatego, że to co oni robią to niemal w 100% prosta droga do złapania mniej lub bardziej poważnej kontuzji. Zobaczcie sami pod TYM linkiem.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest dla mnie to, że dzieje się to w miejscu ewidentnie przystosowanym do CrossFitu. Są więc tam zapewne trenerzy, którzy powinni mieć o tym jakieś pojęcie. A gdzie oni są w trakcie kręcenia tego filmu? Nie mam zielonego pojęcia. Tak samo jak nie mam zielonego pojęcia jak można wymyślić tą technikę zarzutu sztangi na klatkę ze zmianą ręki w powietrzu. Prawdziwy Mission Impossible 🙂