Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
Foto & VideoO wszystkim

Run Kamil, run!

dodany przezKamil Timoszuk 23 lipca 2013 2 komentarze

Bieganie to na 99% najstarszy i najbardziej naturalny sport świata. Już pierwsi ludzie na świecie gdy tylko nauczyli się chodzić musieli przyśpieszyć swoje ruchy aby uciec od jakiegoś dinozaura czy innego mamuta. Z biegiem czasu niektórym zachciało się jeszcze sprawdzać poprzez ściganie i udowadnianie kto jest lepszy.

Historię o tym jak powstał najsłynniejszy wyścig biegowy na świecie czyli maraton słyszał chyba każdy. Nawet ten kto zjawisko sportu jako takiego zna tylko z opowieści lub telewizji. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy z nas kiedyś biegał, biega lub być może będzie biegał. Ja w ostatnim czasie w temacie szybszego przemieszczania się za pomocą własnych nóg także odkrywam nowe rzeczy. W sumie jakby tak na to spojrzeć z boku to pewnie będzie to banalne ale kurde, czasami najprostsze rzeczy najtrudniej jest zauważyć. Co to jest w moim przypadku?

Jeśli mamy lecieć banałami to może zacznę od najbardziej oczywistego czyli tego, że po zrzuceniu w ostatnim czasie części zbędnych kilogramów biega mi się znacznie łatwiej. Niby to takie proste i oczywiste. Jednak jak sobie przypomnę grymas na swojej twarzy, kiedy w planie treningowym na dany dzień jednym z elementów był bieg na bieżni, to teraz jest zupełnie inaczej. Kiedy te kilkaset metrów, a łącznie często parę kilometrów sprawiało mi kupę problemów, tak teraz widzę dużą zmianę. Do perfekcji jak wiadomo daleko. Ale sam fakt, że to co biegałem wcześniej, teraz nie jest już dla mnie specjalnym wyzwaniem, jest mocno motywujący. A wiem, że w przeciągu mam nadzieję najbliższych kilku miesięcy będzie jeszcze lepiej czyli innymi słowy prościej.

Wcześniej też nie czułem specjalnej przyjemności z biegania, którą teraz zaczynam powoli odczuwać. Nie wiem dlaczego ale być może z wcześniej wymienionych już powodów. Poza tym idealnie zdaję sobie sprawę też z tego, że dla wielu ludzi bieganie na bieżni to nie bieganie. Ponieważ prawdziwe bieganie odbywa się na świeżym powietrzu i łonie natury. Mi jednak na razie wystarczają te doznania z bieżni, które są i tak mocno motywujące. Poza tym z kulturą biegania wiąże się też kilka zasad, zachowań czy też na przykład dobór odpowiedniego sprzętu jak najważniejsze w tym wszystkim buty. Ja póki co czekam na swoje niedawno zakupione, które lecą do mnie z USA i męczę się jeszcze ze starymi, które zaczęły mi jak na złość robić odciski. Chyba wyczuły, że ich dni są policzone 😉

O tym, że jednak biegać może praktycznie każdy uświadomiły mnie ostatnio dwa materiały znalezione w sieci. Żeby było sprawiedliwie jeden dotyczy kobiety, a drugi mężczyzny. Jako, że pierwszeństwo maja panie więc zacznę od Annette Fredskov. Owa kobieta z Danii pewnego dnia dowiedziała się od swego lekarza, że jest chora. Ale nie chora na grypę czy coś tak prozaicznego. Ową choroba było stwardnienie rozsiane. Choroba, która jest okrutna dla większości tych, którzy mają nieszczęście się z nią zetknąć. Annette jednak nie poddała się chorobie bo jak sama mowi: „Ktoś kto wybrał chorobę, ten będzie chory”. Jednak Dunka nie tylko mówiła ale zaczęła działać i to z rozmachem. W walce z chorobą wymyśliła sobie pewien projekt, który już w swoim zamyśle zalatuje szaleństwem. Mianowicie Annette postanowiła, że w ciągu 365 dni przebiegnie, bagatela 366 maratonów. Mi od samej myśli, że miałbym zrobić coś takiego kręci się w głowie. Jednak jak pokazała ta kobieta nie ma rzeczy niemożliwych i 14 lipca zakończyła swoje zmagania pełnym sukcesem. Zresztą przebieg całego projektu można było i nadal można śledzić na jej stronie.

Co ciekawe zaraz po zakończeniu zadania Annette nie przestała biegać i w dalszym ciągu każdego dnia pokonuje od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów dziennie. Tak w ramach rozgrzewki 🙂

Inną historię ma do opowiedzenia mężczyzna, który tak się szczęśliwie składa jest Polakiem. Tu jednak najlepiej o jego przygodzie z bieganiem opowie on sam w poniższym materiale filmowym, który zdecydowanie warto obejrzeć.

Po posłuchaniu i zobaczeniu czegoś takiego ciężko powiedzieć, że się czegoś nie może lub co gorsza nie chce. Granice większości rzeczy w naszych życiach są dokładnie tam, gdzie je sobie sami postawimy. Idealnym przykładem są powyżsi ludzie, a ja zabieram się za powolne popychanie własnych granic.