fbpx
O wszystkim

Rowerowe zwycięstwo

dodany przezKamil Timoszuk 30 czerwca 2014 0 Komentarzy

Rywalizacja w każdej dziedzinie naszego życia zmusza nas aby być coraz to lepszymi. Zarówno w życiu codziennym, zawodowym oraz hobby, mały dreszczyk rywalizowania z kimś sprawia, że chcemy bardziej i staramy się mocniej. I to sprawia, że ciągle idziemy do przodu.

Odkąd zacząłem jeździć na rowerze w tamtym roku to nie dorobiłem się w swoim sprzęcie porządnego licznika. Pomimo początkowych planów zakupu takowego, finalnie do tego nie doszło. Dlaczego? Ponieważ na samym początku mojej rowerowej przygody, parę osób poleciło mi używanie aplikacji na telefon o nazwie Endomondo. Aplikacji, która bazując na sygnale GPS, działa jak typowy licznik, a do tego jeszcze ma kilka innych fajnych opcji. I tak sobie pojeździłem z nią najpierw tydzień, później drugi, a następnie miesiąc. I jakiś czas później złapałem się na tym, że już nawet nie myślę o kupnie standardowego licznika.

Sama aplikacja także przez ostatni rok trochę się zmieniła, a nawet bym pokusił się o stwierdzenie, że polepszyła. Nadal ciągnie baterie jak smok, ale rekompensuje to liczba danych zebranych podczas jej używania. Nie raz siedząc w domu przeglądałem swoje „treningi” i na przykład sprawdzałem jaki zakątek miasta jeszcze nie był przeze mnie odwiedzony. A przy jeździe w 95% po mieście miało to nie lada znaczenie. I takim też sposobem trafiłem na Facebooku, na grupę Bieganie i Rowerowanie Białystok, która skupia aktywne osoby z mojego miasta. To właśnie tam została zapoczątkowana inicjatywa porywalizowania między sobą na to, kto przebędzie czy to na własnych stopach, czy to na jednośladzie największą liczbę kilometrów.

Pomysł od początku wydawał mi się ciekawy, ponieważ nie była to jedna z wielu „rywalizacji” jaką można znaleźć na Endomondo, gdzie startują setki tysięcy ludzi z całego świata. Lokalna rywalizacja z realnymi ludźmi była mi znacznie bliższa. Tym bardziej, że czułem to od początku, że będzie mnie ona realnie motywować do tego, aby czasami nawet w niechęci wyjść z domu i popedałować kilka kilometrów więcej. I ten system naprawdę zadziałał! Od samego początku brania udziału w zabawie czułem się, że ktoś depcze mi po piętach co sprawiało, że nigdy nie jeździłem bez celu – celem było jak najlepsze miejsce w rywalizacji. Te zaś o dziwo od samego początku było dość wysokie. Plasowanie się na takim miejscu a nie innym na pewno ułatwiał mi fakt, że ja od tamtego roku praktycznie kompletnie zrezygnowałem z poruszania się komunikacją miejską na rzecz roweru. Tak więc jednoślad był dla mnie nie tylko przyjemnością, ale też i podstawowym środkiem transportu.

Przez jednak niemal cały czas wydawało mi się, że znajdzie się ktoś, kto „pokaże mi moje miejsce w szeregu” 😉 O dziwo tak się nie stało ale pojawił się Adam Zorian, który przez ostatnie tygodnie był dla mnie największym wyzwaniem. To on robiąc po ponad 40 kilometrów dziennie dojeżdżając do pracy nabijał sobie kolejne kilometry. I takim też sposobem obydwaj uciekliśmy trochę reszcie stawki w tej rywalizacji. Kiedy w dniu wczorajszym, wróciłem do domu po długim i wyczerpującym na różne sposoby weekendzie na Litwie, jedną z pierwszych rzeczy jaką zrobiłem, to było sprawdzenie jak ma się stan naszej rywalizacji. Rywalizacji, która wiedziałem że kończy się w nocy z niedzieli na poniedziałek o 3 nad ranem. Kiedy zobaczyłem, że przez dwa dni Adam nadrobił kilkadziesiąt kilometrów przewagi, jakie miałem jeszcze nad nim w piątek, to zdecydowałem się, że wieczór będzie rowerowy. Nie było ważne to, że jestem kompletnie padnięty i powinienem po prostu iść spać. Być może to energia, jaką przywiozłem do Białegostoku ze swojego pierwszego skoku na spadochronie sprawiła, że dałem radę jeszcze wykrzesać z siebie końcówkę mocy.

I takim właśnie sposobem wybrałem się na nocne zwiedzanie miasta czyli na coś co bardzo lubię. Miasto wolne od samochodów i z możliwością czasami przejechania się jakiegoś kawałka trasy ulicą, za dnia nieprzejezdną dla rowerzysty z racji natężenia ruchu, to prawdziwa sól jeżdżenia po zmroku. I takim też oto sposobem, udało mi się zapisać na swym koncie, tyle kilometrów aby rywalizacja w końcowym rozliczeniu wyglądała tak.

Rywalizacja Endomondo

W tym miejscu chciałbym podziękować nie tylko czołówce „zawodników”, których oddech niemal czułem na swoich plecach, ale także wszystkim innym, którzy do rywalizacji przystąpili. I choćby raz czy też dwa taka właśnie zabawa zmusiła was do wyjścia z domu, to w moim odczuciu jesteście zwycięzcami. Zawsze przecież jest tak, że każdy kto podejmie jakąkolwiek aktywność, to już jest „lepszy” od tego, kto czegoś takiego nie zrobi. Tak więc brawa dla was!

Czekam już na kolejną edycję zabawy w której zostaną podzieleni na dwie grupy rowerzyści z biegaczami. Jak się okazało, kółka to jednak lepszy sposób pokonywania kilometrów niż własne nogi 🙂

A tymczasem idę odpoczywać, poprzez końcowe przygotowywanie materiału na jutrzejszą notkę, która będzie pełna tego typu zdjęć.

spadochron widok Niemen

Już teraz chętnych i ciekawych tego tematu serdecznie zapraszam 🙂