fbpx
O wszystkim

Przerwa czyli czas próby

dodany przezKamil Timoszuk 17 maja 2013 5 komentarzy

Nasze organizmy są jak maszyny. Gdy o nie dbamy i je pielęgnujemy to potrafią nam służyć bardzo długi czas. Jeśli zaś robimy im wiele złego one bardzo szybko nam odpłacą tym samym. Jednak nawet jeśli pracujemy dłuższy czas na szybkich obrotach przychodzi czas kiedy trzeba na chwilę zwolnić. Dla naszego dobra.

I właśnie ja doszedłem do tego punktu, kiedy trzeba zwolnić. Po prawie 4 miesiącach nieustannych niemal treningów przyszedł czas na porządną regenerację. Dziś rano odbyłem swój ostatni trening na siłowni w maju. Do końca miesiąca nawet nie zbliżę się do tego miejsca. I nie dlatego, że mam go dość. Bardziej dlatego, że w ostatnim czasie czułem już pewne zmęczenie materiału. Ochota do trenowania specjalnie się nie zmieniła ale stojąc na Sali czułem, że energia jest jakby nie ta. Przerwa mam nadzieję pozwoli mi nie tylko odpocząć fizycznie ale i też psychicznie. Bardzo bym chciał wzbudzić w sobie tak zwany „głód treningowy”, który będzie mnie popychał do dalszych działań już od czerwca przez kolejnych kilka miesięcy.

Zresztą tak teraz patrzę, że to co piszę brzmi jakbym przez najbliższe dwa tygodnie leżał tylko i wyłącznie do góry brzuchem i nic nie robił. Co to to nie 🙂 Myślę, że nie mam już dawno tej mentalności, która potrafi marnować czas w ten sposób. Poza tym te „wolne dni” będą dla mnie na pewno czasem kiedy rower będzie używany nagminnie do bliższych lub dalszych tras. Wczorajszy pierwszy poważniejszy wypad wyglądał tak (powiększenie po kliknięciu na zdjęcie).

Trasa rowerowa 1

34 kilometry, kilka fajnych miejsc, których wcześniej chyba nie widziałem w swoim mieście, pierwszy upadek (na szczęście i dla mnie i dla roweru nic się nie stało), poznanie fajnej aplikacji na telefon do jazdy na rowerze – tak można w skrócie podsumować wczorajszą wieczorną eskapadę.

Poza tym najbliższe 2 tygodnie będą dla mnie czasem sprawdzenia się. Sprawdzenia tego, czy rzeczywiście wszystko to co robię weszło mi już w nawyk czy jeszcze jest trochę mechaniczne. Szczególnie mam tu na myśli jedzenie i trzymanie się ustalonych por jedzenia. Bo to właśnie zbilansowane jedzenie i w mniej więcej stałych odstępach czasowych zrobiło mi najwięcej pożytku.

Dziś przed rozstaniem się z siłką postanowiłem się zważyć. Tak aby wiedzieć co się wydarzyło z moim organizmem po 2 tygodniach i żeby w razie czego każdy mógł mnie z tego rozliczyć, ze mną samym na czele. A więc jeśli ktoś pamięta moją ostatnią notkę kiedy podawałem swoją dokładną wagę to wynosiła ona 113 kilogramów. Było to dokładnie 30 kwietnia. Bardzo liczyłem na to, że przed przerwą w treningach uda mi się zejść poniżej 110kg. Od paru dni czułem, że może się to udać ponieważ w moim pasku od spodni zaczęło mi brakować już dziurek. I to nie jednej ale z dwóch czy trzech nawet 🙂 Tak więc dziś waga pokazując dokładnie 109,1kg potwierdziła, że jest dobrze i że wszystko idzie w zamierzonym kierunku. Zejściem poniżej 110kg rozpocząłem też walkę o upragnioną rzecz czyli wagę dwucyfrową. Wiem, że generalnie nie można zakładać ile kiedy się schudnie ale moje pobożne życzenia oscylują około końca czerwca. Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce. Gdy jednak myślę, że półtorej miesiąca temu ważyłem 121 kilogramów to daje do myślenia, że wszystko da się zrobić. Tylko spokojnie.

Ja dziś swoje odpoczywanie zaczynam z wysokiego C ponieważ udaję się na weekend na Białoruś z iście zacnymi ludźmi. Oznacza to wyłączenie telefonu, odcięcie się od swoich codziennych spraw, dużo śmiechu i mam nadzieję fajnych wspomnień. Innymi słowy, wszystko co dzieje się na Białorusi zostaje na Białorusi 😉

A wam życzę abyście spędzili ten i nie tylko ten weekend w możliwie najlepszy, najlepiej aktywny sposób. Uczmy się kochać lato, bo tak szybko odchodzi… 😉