Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
CrossFitO wszystkim

Powroty czasami bolą

dodany przezKamil Timoszuk 13 września 2013 0 Komentarzy

Znacie to uczucie kiedy po wielu wolnych dniach, przeważnie fajnym odpoczynku i generalnie beztroskim czasie wracacie do swojej rzeczywistości? Boli, prawda? Mnie od kilku dni też boli. Na szczęście jednak nie świadomość otaczającej mnie rzeczywistości, a głównie ciało, które na nowo adaptuje się do wysiłku.

Nie powiem jednak, że i głowa nie musi na nowo zaakceptować nowe rzeczy. Fajnie jest beztrosko wyjechać daleko stąd, mieć niemal wszystko gdzieś i robić to na co ma się jedynie ochotę. Taki stan rzeczy pomaga w regeneracji zarówno ciała jak i głowy, która czasem jest znacznie ważniejsza niż ciało. Ja po powrocie ze Słowenii pomimo tego, że jestem bardzo zadowolony ze spędzonego tam czasu to mam lekki niedosyt z racji tego, że to wszystko zakończyło się tak szybko i dość niespodziewanie. Nie tak to miało wyglądać. Ale nie zawsze dostajemy to na co liczymy. Tym bardziej jeśli nie mamy na pewne rzeczy realnego wpływu. Kto by przypuszczał, że Polscy koszykarze zagrają na EuroBaskecie taką padlinę i przez to zmuszą większą ilość kibiców oraz dziennikarzy na przedwczesny powrót do kraju? No raczej nikt nie był tak odważny aby to przewidywać.

Jednak kiedy wracałem już do Polski to pewna, wcale nie tak mała jak by się mogło wydawać część mnie cieszyła się z tego faktu. Między innymi dlatego, że wraz z powrotem do Białegostoku nastąpi też powrót do treningów. Pomimo tego, że będąc na Słowenii odbyłem kilka indywidualnych WODów to jednak nie to samo co ćwiczenia grupowe. Co pozytywni ludzie dookoła to jednak ludzie 🙂

Plan był taki, że pierwszym treningiem miała być czwartkowa tabata z CrossFit Atleta Team. Korzystając jednak z prawdopodobnie końcówki znośnej pogody w tym roku w Polsce dałem się namówić na trening na świeżym powietrzu z CrossFit Podlasie. Były dwa podstawowe czynniki, które o tym zadecydowały. Pierwszy z nich to najpierw namawianie, a w późniejszej fazie wjeżdżanie na ambicję przez mojego kolegę. Jak widać na dobrych znajomych zawsze można liczyć 😉 Z drugiej strony wspomniana ambicja nie pozwoliła mi odpuścić. Poza tym drugim decydującym powodem wzięcia udziału w zajęciach był tak, że nie co dzień ma się szansę trenować w miejscu gdzie tło kosztowało 250 milionów złotych 🙂 Mowa tu o Operze Podlaskiej o której osobiście nie mam dobrego zdania, ale na tło niech będzie, że się nadaje.

Trening opera

Trening tym razem zespołowy wyglądał tak

2 lub 3 osobowy team, 1 osoba pracuje w danym czasie

50 Burpees

Bieg przez „wzgórze” ~150m

100 Pushups

Bieg przez „wzgórze” ~150m

150 Situps

Bieg przez „wzgórze” ~150m

200 Air Squats

Bieg przez „wzgórze” ~150m

50 Burpees

Bieg przez „wzgórze” ~150m

Był ogień. W moim przypadku nadspodziewanie duży ponieważ szczególnie po przysiadach moje uda mówiąc krótko miały dość. Głównym wskaźnikiem jaki mi to oznajmił były skurcze. Skurcze, których nie miałem w tym miejscu na moim ciele od… nie pamiętam kiedy. A jak się pojawiły one w środę tak do dziś czyli piątku mam jeszcze zakwasy, które muszę rozchodzić.

W rozbiciu skurczy raczej nie pomógł kolejny drużynowy trening z CrossFit Atleta Team w postaci czwartkowej tabaty. Tak jak się spodziewałem nie było łatwo ale w sumie nigdy nie jest więc to nie powinno być już dla mnie żadnym zaskoczeniem 😉 Rowery w połączeniu z paroma innymi ćwiczeniami z hantlami sprawiły, że świeżo przywieziona ze Słowenii koszulka była do wykręcenia 🙂 Jednak po dwóch takich dniach wiem już doskonale, że brakowało mi tego. Nawet bardzo. Ból jest nie ważny, zmęczenie jest nieważne. Ważna jest satysfakcja jaką to mi daje, możliwość podnoszenia sobie poprzeczki niemal non stop i czerpania z tego pozytywnej energii. Energii jaka będzie, a właściwie już jest potrzebna kiedy wygląda się za okno i widzi tę niemal już jesienną aurę.

Poza tym nie wiem kiedy to zleciało ale już za tydzień, 22 września nadchodzi duże biegowe wyzwanie. Pierwszy w życiu masowy bieg z moim udziałem w Białymstoku na 5 kilometrów. Wprawdzie czas w tym wszystkim nie będzie najważniejszy ale też nie chciałbym ciągnąć się gdzieś tam na końcu, a więc lekka spinka pewnie będzie. Już kilka osób pytało się mnie czy czuje jakiś stres przed startem. Jednak na razie takie zjawisko u mnie nie występuje. Bardziej widzę i czuję oznaki ciekawości jak to będzie, czy będzie bardzo trudno czy może będzie to jakaś masakra? 😉 Wszystko jednak jak zwykle wyjdzie w praniu w niedzielę.

Jak więc jednak widać powroty do rzeczywistości bywają ciężkie pod kilkoma względami. Tym razem jednak wszystko to na własne życzenie. I bardzo dobrze!