fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Podlaska inwazja na Łódź

dodany przezKamil Timoszuk 29 września 2014 4 komentarze

Miasto Łódź ma tak samo zwolenników jak i też przeciwników. Ja także nie zawsze stoję z tej samej strony. Jednak niewątpliwie to miasto ma to do siebie, że czasami trzeba się tam po prostu wybrać. Jeśli jednak cel i towarzystwo jest pierwszej klasy, to praktycznie nie ma szans aby taki wyjazd się nie udał. Potwierdził to w stu procentach wypad na Łódź Garage Games.

Pierwszy crossfitowy box na Podlasiu, niebawem będzie obchodził pierwszą okrągłą rocznicę swej działalności. Przez ten czas przez to miejsce przewinęła się masa różnych osób, które niemal każdego dnia walczą o to, aby choć odrobinę stać się lepsze. Wiele z tych osób przez te kilka miesięcy, nie tylko zmieniła się fizycznie, ale także i mentalnie. Ten drugi aspekt spowodował, że wielu zawodników poczuło chęć porywalizowania z innymi osobami z poza boxa w jakichś oficjalnych zawodach. Apetyt w pewnym stopniu na pewno wzrósł po nie tak dawnym wyjeździe do Poznania, kiedy to jeden z coach-ów czyli Damian Truchel, wziął udział w rywalizacji w Reebok CrossFit Poznań Rodeo. Dla większości osób, które wybrały się z nim do Wielkopolski, było to coś nowego i wcześniej niespotykanego. Tym samym apetyty własnego startu u wielu zostały mocno pobudzone.

ŁGG 2014 1

Autorkami wszystkich fotek w tym tekście oraz jutrzejszej galerii jest Monia oraz Dżoana, nie Krupa, ale nasza z Podlasia 😉

Nic więc dziwnego, że pierwszym automatycznym kierunkiem dla członków CF Podlasie stała się Łódź, czyli miejsce rozgrywania największych crossfitowych zawodów w tym kraju – Łódź Garage Games. Po podjęciu decyzji, że jedziemy, nastąpił czas przygotowań i organizacji tego wydarzenia z naszej strony. Niestety położenie na mapie Łodzi oraz godzina startu zawodników spowodowały, że czas wyjazdu z Białegostoku była iście barbarzyński. Tym bardziej, że była to niedziela. Nic więc dziwnego, że hasłem przewodnim dużej części tej wyprawy było to kultowe hasło 😉

Jakimś jednak cudem, na busa startującego z Białegostoku przed 5 nad ranem, nikt nie zaspał i na nikogo nie musieliśmy czekać. Pierwszy sukces tego dnia zaliczony. Niestety jednak, taka pora na kilka osób zadziałała w taki sposób, że byli bardzo skorzy do narzekania. Na wszystko i wszystkich. Czasami aż się słuchać nie dało 🙂 Szczęśliwcami byli Ci, którzy potrafią spać na siedząco w różnych środkach transportu. Ja niestety do takich osobników nie należę, więc swoje się nasłuchałem 😉 Na szczęście im byliśmy bliżej celu, tym było mniej powodów do stękania i szukania dziury w całym. Niemal od samego początku nasze zaciekawienie zaczął wzbudzać też kierowca, który do końca dnia urósł niemal do miana gwiazdy. My natomiast byliśmy z samego rana tak nieogarnięci, że podczas startowania z jednego z postojów pogubiliśmy część naszych rzeczy przez niezamknięty luk bagażowy. No ale kto bogatym zabroni?! 😉

ŁGG 2014 2

Im było bliżej Łodzi oraz godziny 9 nad ranem, tym napięcie spowodowane oczekiwaniem na ogłoszenie pierwszego WOD-a wzrastało. Dla większości osób był to prawdziwy debiut w rywalizacji na ogólnopolskiej scenie, co na pewno nie powodowało mniejszego napięcia. Ja do końca starałem się być spokojny i podochodzić do wszystkiego na luzie, czyli coś na zasadzie „co ma być to będzie”. Nie powiem jednak abym był specjalnie szczęśliwy, kiedy okazało się, że w skład pierwszego WOD-a wchodzą dwa ćwiczenia, których nie lubię i nie ma co ukrywać, że nie do końca ogarniam. Tymi moimi piętami Achillesowymi okazało się podciąganie na drążku plus skakanka, o której zdarzyło mi się już nie raz tutaj pisać. To zostało zaś przedzielone snatchami wykonywanymi kettlem. Dobre chociaż to. W jednej też chwili moja postawa z „co ma być to będzie” zmieniła się w „dać z siebie wszystko na co mnie stać”. I z takim też nastawieniem dotarłem wraz z resztą ekipy do FitFabric.

ŁGG 2014 3

Tam już po przyjeździe czekali na nas ludzie, którzy dotarli do Łodzi dzień wcześniej. Nasz plan najazdu na Łódź pokaźną ekipą, przybierał realnych kształtów z każdą chwilą, kiedy na zawody docierały kolejne grupy. Z problemami logistycznymi ale jednak 🙂 W szczytowym momencie było nas dobrze ponad 30 osób i nie sposób było tego nie zauważyć, a już na pewno usłyszeć 😉 Zresztą dzięki paru rozmowom jakie miałem okazje odbyć ze spotkanymi na miejscu czytelnikami tego bloga (pozdrowienia dla was wszystkich!), wiem że ekipa CF Podlasie budziła powszechną sympatię, a nawet pokuszę się o stwierdzenie że podziw. Nie dało się tego ukryć, że przyjechaliśmy tam jako jeden team i zachowywaliśmy jako jeden team. Kiedy kolejni zawodnicy zmagali się z WOD-ami, to ekipa wspierająca nie żałowała gardeł aby zrobić konkretny hałas i tym samym wspomóc swoich. Tak jak na przykład tutaj. Ogień!

Z występem kolejnych przedstawicieli CFP zbliżała się także moja kolej. Tak jak wcześniej stres jakoś się mnie nie trzymał tak nie ukrywam, że im bliżej było startu tym było ciężej. Nie potrafię jednak do tej pory powiedzieć dokładnie dlaczego tak się stało. Czy były to obawy przed nie sprostaniem swoim własnym oczekiwaniom czy może coś innego. Faktem jest jednak to, że łatwo nie było. Na szczęście głowę udało mi się zająć rozgrzewką w oddzielnej sali, co trochę zrzuciło ze mnie ciężaru. Kiedy jednak moje nazwisko zostało wyczytane – nie było już odwrotu. Zajęcie stanowiska, przygotowanie sobie miejsca do wykonania WOD-a i 3, 2, 1 GO! 20 drążków, którymi wszystko się zaczynało, wydawało się niby dużo, a niby mało. Dla wielu zawodników nie było to problemem, dla mnie było to wyzwanie samo w sobie, patrząc na to, że jeszcze jakiś czas temu jeden drążek to było coś. Jednak pierwsze sztuki poleciały dość prosto. Drążek, jaki był w rigu w Łodzi był o tyle przyjemny, że był on trochę węższy niż ten jakiego używam na co dzień. Niestety nie sprawiało to, że drążki robiły się same. Gdy pojawiło się pierwsze zmęczenie, to wraz z nim przyszły pierwsze niezaliczone powtórzenia czyli no repy. Teraz już wiem, że popełniłem błąd chcąc jak najszybciej mieć drążek za sobą. Trochę więcej wyrachowania, nawet kosztem dłuższego odpoczynku myślę, że sprawiłoby szybsze pokonanie tej przeszkody. Rosnące wkurzenie nie pozwalało jednak odpuścić. Na szczęście po zbyt wielu próbach zmęczyłem ten cholerny etap. W kolejce czekały później snatche kettlem, które jak pamięć mnie nie byli zrobiłem jednym ciągiem. Przerwy robiłem tylko na zmianę ręki. Gdy brałem w dłoń następną w kolejce skakankę, wiedziałem że nie mam już dużo czasu na powalczenie o lepszy wynik. Sprawy nie ułatwiał też fakt, że podczas walki z drążkiem, rozwaliłem sobie rękę zrywając konkretnie jeden z odcisków. Tak czy inaczej po tym jak wybił ostatni dźwięk oznaczający koniec time cap, miałem w głowie dość mieszane uczucia. Z jednej strony wiem, że dałem z siebie tyle ile mogłem w danej chwili. Z drugiej jednak miałem cholerny niedosyt, że tak to rozegrałem i tak to wyglądało. O to mogę mieć pretensje jedynie do siebie i następnym razem zrobić wszystko aby to się nie powtórzyło.

Zaraz po zejściu z placu boju została mi, a dokładniej mojej ręce, udzielona fachowa opieka medyczna autorstwa Emi. To potwierdza tylko fakt, że jej niedawny ślub z innym zawodnikiem z naszej ekipy to nie był przypadek. Taka żona co umie i co ważniejsze chce opatrywać obolałego męża to skarb 😉 Ja ze swojej strony oficjalnie dziękuję, a ty Radosławie po prostu doceń to! 🙂

ŁGG 2014 4

Kiedy wiedziałem, że mój udział w zawodach się skończył, miałem czas na kilka innych rzeczy jakie mógł tego dnia robić kibic w miejscu rozgrywania zawodów. Nowa strefa przeznaczona w dużej mierze do CrossFitu w tym kompleksie sportowym, na co dzień na pewno sprawdza się bardzo dobrze. W przypadku jednak zawodów, dwoma rzeczami jakimi rzucały się tego dnia w oczy i nie tylko, był to momentami straszny ścisk na miejscach dla kibiców oraz z każdym momentem coraz większa duchota w miejscu rozgrywania zawodów. Nic więc chyba dziwnego, że każdy kto tylko mógł w pewnym momencie uciekał z areny rozgrywania zawodów i starał się spędzać czas gdzie indziej. Pomimo,że z niektórych miejsc byliśmy „przeganiani” to możliwości było na tyle dużo, żeby znaleźć swoje miejsce 😉 Fajnie było jednak zobaczyć swego rodzaju rewię mody i pomysły na crossfitowe koszulki jakie mają ludzie w tym kraju. Za niektóre z nich prawdziwy szacun! Poza tym brawa dla dwóch chłopaków z mojej strony. Jednego który skakał double unders na dwie strony czyli raz do przodu, a raz do tyłu oraz tego, który miał chyba najdłuższe dredy jakie w życiu widziałem. Robią wrażenie i aż dziw bierze, że podobno nie przeszkadzają w trenowaniu 🙂

ŁGG 2014 5

Na szczęście większość ekipy CrossFit Podlasie pokazała kawał dobrej postawy pod względem sportowym. W półfinałowych zmaganiach znalazło się aż 7 z 10 startujących osób. To dawało nadzieję, że i do finału przejdzie kilku z reprezentantów. Tak jak pierwszy z WOD-ów tego dnia męczył głównie ręce, tak drugi był zdecydowanie skierowany na nogi. Przysiady z obciążeniem połączone ze skakaniem nad sztangą, to był prawdziwy sprint w którym decydowały niuanse.

Dzięki świetnej postawie i walce do samego końca, w finałowej batalii znalazło swoje miejsce aż 5 reprezentantów CFP. Jak na debiutanckie zawody to całkiem konkretny wynik. Po cichu wszyscy jednak liczyli, że komuś uda się jeszcze wskoczyć na podium. Tym bardziej, że finałowa rozgrywka, to był trzeci tego dnia sprint, gdzie jak się ostatecznie okazało, zajęte miejsca to była kwestia dosłownie sekund. Cała finałowa zabawa polegała na przepłynięciu 500 metrów na ergonometrze, zrobieniu 25 thrusterów pustym gryfem od sztangi oraz ponownie wskoczenie na drążek i machnięcia jeszcze 15 pull upów. Z jednej strony to dobrze, a z jednej źle. Opinie na ten temat na pewno do tej pory są podzielone, ale w tamtej chwili nie było o czym dyskutować, tylko trzeba było po prostu to zrobić. W taki oto sposób.

To właśnie w takim stylu Łukasz Mróz wywalczył sobie miejsce na średnim stopniu podium w Łodzi. Do pierwszego miejsca zabrakło mu zaledwie półtorej sekundy czyli mniej więcej tyle ile może zająć włączenie stopera przez sędziego. Czasami się przegrywa o takie niuanse, a czasami wygrywa. Nikt jednak nie był smutny tego dnia z powodu takiego obrotu sytuacji. Jako ekipa z Podlasia znowu daliśmy radę i zaznaczyliśmy swoje miejsce na crossfitowej mapie tego kraju. Zrobiliśmy to nie po raz pierwszy i z całą pewnością nie po raz ostatni. Mamy jeszcze parę asów w rękawie do pokazania za jakiś czas 😉

ŁGG 2014 6

Na to jednak przyjdzie jeszcze czas później. Teraz trzeba wylizać rany, skupić się na dalszej pracy, a efekty muszą przyjść, bo nie ma innej możliwości. Na szczęście praca każdego dnia z takimi ludźmi i w takiej atmosferze jaka panuje na Podlasiu, to czysta przyjemność. Życzyłbym każdemu aby mógł czegoś takiego zaznać na własnej skórze. Łódź natomiast pozostaje już fajnym wspomnieniem i kolejnym doświadczeniem, które powinno kiedyś zaprocentować w realizacji kolejnych celów. Tych natomiast raczej nie zabraknie. No koniec natomiast napiszę jeszcze tylko jedno słowo na temat sędziowania na zawodach, o co mnie kilka pytało i prosiło. Wiem ze słyszenia, że opinie na jego temat bywają różne. Ja jednak nikogo za rękę nie złapałem, nie mam żadnych dowodów w postaci filmu, czy też przy moim starcie wszystko było OK. Jednak zachęcam do wypowiedzi w komentarzach pod tekstem jeśli ktoś chce pochwalić organizatorów Łódź Garage Games w tym lub innym temacie, bądź przekazać im swoje uwagi. Ja sam chętnie je przeczytam i w razie możliwości się do nich odniosę.

Tymczasem na dostępnego tak udanego w ogólnym rozrachunku razu na crossfitowym szlaku!