Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
CrossFitO wszystkim

Osiąganie celów to priorytet

dodany przezKamil Timoszuk 9 lipca 2013 0 Komentarzy

Jak to jest osiągnąć założony cel? Powiem wam, że całkiem fajnie. Wprawdzie trzeba temu trochę rzeczy poświęcić, ale satysfakcja z powodzenia danego planu jest niewspółmiernie wysoka i warta tego wszystkiego. Co ciekawe być może już w tym tygodniu okaże się, że osiągniętych założeń jest więcej niż jedno.

Kiedy na początku kwietnia w końcu do mojej głowy dotarło to, co powinno już dawno temu nie wiedziałem jeszcze jak sprawy się potoczą. Wtedy wiedziałem tylko tyle, że moje życie potrzebuje zmian ponieważ trwanie w ówczesnym stanie nie przyniesie niczego dobrego, a co więcej może być tylko gorzej. Zachłyśnięcie się dobrym samopoczuciem od jakiegoś czasu trwało tak długo, że owe samopoczucie zaczęło mi bardziej szkodzić niż pomagać. I to nie pod jednym czy dwoma względami ale znacznie więcej, rzekłbym nawet, że całościowo. Nawet sama świadomość potrzeby zmian musiała we mnie dojrzeć dobre kilka miesięcy bo teraz już wiem, że gdybym zabrał się za nią „z rozpędu” to skończyłoby się prawie tak jak zawsze. Na szczęście nie tym razem.

brzuszki

Najbardziej zmotywował mnie do zmian w życiu mój stan zdrowia. Stan który nie był jakoś specjalnie zły ale i do perfekcyjnych na pewno nie należał. Szczególnie niepokojąca była moja waga o czym pisałem nie raz, która za cholerę nie chciała spadać, a zdarzało się, że rosła. Teraz kiedy patrzę z perspektywy może i niedługiego ale jednak czasu to wiem, że na parę spraw patrzyłem ze złej strony. Zresztą brakowało mi też bodźca, który by sprawił, że uwierzyłbym w słuszność obranej drogi. O szukaniu wymówek aby tylko nie zacząć pewnym zmian w życiu nawet nie chce mi się wspominać. Z jednej strony one są śmieszne, a z drugiej wręcz żenujące. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że ten etap mam już za sobą, a przed sobą chyba trochę ciekawsze perspektywy.

Wiele z tych perspektyw wiąże się ze sportem szeroko rozumianym w moim własnym prywatnym wykonaniu. Pisałem już o tym nie raz, ale wiem od paru osób które do mnie pisały, że warto o tym przypominać kiedy tylko można. Mianowicie chodzi o fakt, że odkąd zacząłem na prawdę regularnie czyli niemal codziennie się ruszać poczyniłem w moim przekonaniu wielkie postępy. Teraz gdy widzę siebie choćby sprzed dwóch lat to mam porównanie, które nawet mnie zaskakuje. Między mną w 2011 roku, a mną w chwili obecnej jest, nie zawaham się użyć określenia, przepaść. Co jednak tez ważne z ręką na sercu muszę przyznać, że gdybym prowadził się lepiej w ostatnich dwóch latach postępy te byłyby jeszcze większe. Ale z drugiej strony jak to w życiu bywa zawsze jest coś za coś. Przez te dwa lata zdarzyło się także wiele innych kapitalnych chwil nie do końca związanych ze sportem i generalnie zdrowym trybem życia, których nie zamieniłbym na nic innego. To wszystko jednak podsumuję w tylko jeden sposób – niczego nie żałuję.

Tak samo jak i nie żałuję tego co teraz się dzieje choć momentami bywa ciężko. A dzieje się przede wszystkim to, że wraz ze zmianami w życiu (czytaj przede wszystkim zrzucaniu zbędnego balastu w postaci kilogramów) jestem w stanie zrobić coraz więcej fizycznie. To co jeszcze jakiś czas temu sprawiało mi wiele trudności teraz czasami przychodzi mi zaskakująco łatwo. Niemal codziennie uczę się nowych rzeczy co daje mi kolejnego kopa motywacyjnego, który nie mam pojęcia gdzie mnie zaprowadzi. Jednak już sam fakt, że nie stoję w miejscu, a powoli ale jednak podsuwam się do przodu jest dla mnie czymś naprawdę ekscytującym. To jest tez trochę urzeczywistnienie mojej teorii jaką mam na swoje życie w postaci tego, że „chciałbym być najlepszą wersja siebie na jaką będzie mnie stać”.

I tym oto sposobem dochodzę do tematu tablicy. Niemal już mitycznej tablicy, która wisi w miejscu w którym po prostu lubię przebywać czyli siłownia.

Tablica

Owa tablica to dla mnie wyznacznik, że udało mi się dotrzeć do miejsca do którego jeszcze jakiś czas temu miałem spory kawałek. Już kiedyś tłumaczyłem co to za tablica i dlaczego jest ona ważna ale jakby ktoś ominął ten temat to tylko przypomnę w skrócie. Owy kawałek plastiku to miejsce gdzie za sprawą Arka każdego dnia pojawia się crossfitowy WOD (trening dnia), który generalnie trzeba wykonać. Jakiś czas temu pomimo szczerych chęci nie byłem w stanie tego zrobić z powodu zbyt wielu braków jakie miałem. Jednak jak się okazuje ciężka praca potrafi popłacać i od paru dni walczę z ową tablica i rozpisanymi WODami. Część z nich jest jeszcze skalowana pod moje możliwości w postaci zamiany niektórych ćwiczeń na lżejsze lub mniej zaawansowane technicznie lub też zmniejszenie ciężaru na sztandze niż ten nominalny.

Mi to jednak jeszcze nie przeszkadza bo wiem, że do tego miejsca gdzie jestem teraz też musiałem jakoś dojść poprzez ciężką pracę. A skoro doszedłem do tego to dlaczego miałbym i nie pójść dalej? Nothing is impossible, jak to mówią. Poza tym mówiąc kolokwialnie jara mnie to, że jednego dnia coś mi kompletnie nie wychodzi, a już kolejnego nagle cos „zaskakuje” i po prostu idzie. Szczególnie chodzi tu o technikę poszczególnych ćwiczeń, która musi być priorytetem jeśli przy okazji nie chcę zrobić sobie krzywdy. Ciężko nawet opisać ten rodzaj satysfakcji kiedy robiąc powtórzenie jakiegoś ćwiczenia słyszysz z boku „źle”, „niedobrze”, „tyłek niżej”, „łokcie wyżej” czy parę innych tego typu, aż tu nagle po którymś już z kolei jest cisza. Cisza, która oznajmia, że w końcu się udało, że w końcu wyszło i nie ma się do czego przyczepić. I teraz również wiesz, że musisz to powtórzyć po raz drugi, piąty, setny czy nawet tysięczny. I starasz się to zrobić bo to po prostu dostarcza ci kolejnej satysfakcji. Nie ważne jest nawet wtedy, że nie masz już sił, że ręce odmawiają już posłuszeństwa. To nic, że z rąk schodzi skóra i chwyt w każdej chwili może po prostu puścić kiedy trzymasz sztangę lub wisisz na drążku. Ważne jest to czy po prostu dasz radę z samym sobą i przed samym sobą.

Ja squat sztanga

I ja ostatnio nieskromnie powiem, że daję co jest niewątpliwie ważne w kontekście patrzenia na siebie w lustrze każdego dnia. Na koniec jednak chciałbym podziękować z tego miejsca wszystkim, którzy w ostatnim czasie mnie w taki czy inny sposób wspierali. Każde miłe słowo, czy stwierdzenie, nawet najkrótsze czy najprostsze zostawia jakiś ślad we mnie. Nową motywację do pracy i do tego żeby nie odpuszczać. Bez różnicy czy ktoś to mówi osobiście, czy też pisze w komentarzu, mailu czy też Facebooku. Po prostu dzięki!