fbpx
Foto & VideoO wszystkimSesje Zdjęciowe

Odkrywanie miejsc nieznanych

dodany przezKamil Timoszuk 9 kwietnia 2020 0 Komentarzy

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Na każdy fajny efekt trzeba sobie zapracować – bez względu na tematykę czy branżę w jakiej działamy. W jaki sposób pracuje się na to w fotografii? Na przykład w taki, że wykonuje się pracę, której nikt nie widzi, a czasem niewielu docenia. Czy to źle? Według mnie po prostu taka jest część tego całego procesu.

Kiedy oglądamy efekty czyjejś pracy, to bardzo często nie zdajemy sobie kompletnie sprawy z tego ile ktoś musiał na to poświęcić czasu, energii czy także pieniędzy aby dowieźć taki a nie inny efekt końcowy. I to stwierdzenie tyczy się zarówno zawodów kreatywnych jak i też na przykład technicznych. Takie pochopne ocenianie wynika czasem z niewiedzy, a czasem ze zwykłej ignorancji. Ja dziś jednak pokażę jak to wygląda w mojej bajce czyli fotografii.

Odkąd zacząłem robić zdjęcia nie tylko dla siebie, i nie tylko po to aby schować je do swojej przysłowiowej szuflady, to zacząłem dostrzegać więcej. Jednym z takich zjawisk było to, że z każdą kolejną publikacją narastało we mnie poczucie, że kolejna rzecz musi być choć odrobinę lepsza od poprzedniej. Choćby w jednym aspekcie, który na początku zobaczę być może tylko ja. Jednak mam przekonanie, że taki system działania doprowadzi mnie do ogólnego rozwoju. I jednym z aspektów fotografii plenerowej,którą uprawiam jakiś czas są lokacje. Miejsca w których robi się zdjęcia, są często tak samo ważne jak i osoba lub osoby na zdjęciu, które praktycznie zawsze powinny stać na pierwszym miejscu. Jednak często to lokalizacja nadaje niepowtarzalny i niepodrabialny klimat oraz charakter wykonywanym fotografiom.

Gdy się przegląda portfolia mniej lub bardziej znanych fotografów, to można w nich zobaczyć, że w wielu przypadkach mają oni po kilka swoich stałych ulubionych miejsc. Do tych też miejsc bardzo często zapraszają na zdjęcia swoje modelki, modeli czy pary ślubne. Ja na chwilę obecną  nie mam (jeszcze?) wyrobionej takiej swojej sztywnej listy. Czy to dobrze czy źle? Z mojego punktu widzenia więcej jest plusów takiego stanu, aniżeli minusów. Podstawowym pozytywnym aspektem jest to, że ciągle mam taką wewnętrzną ochotę poszukiwań. Jestem ciągle ciekawy tego czy nie da się czegoś poprawić albo ulepszyć. Jak już zdarzało mi się usłyszeć od bardziej doświadczonych kolegów – „kiedyś ci przejdzie ten zapał”. Jeśli ich zapowiedź stanie się samospełniającą się przepowiednią to wtedy wtedy zacznę się martwić 😉 A tymczasem dobrze jest mi z moim tokiem rozumowania. Tym bardziej w czasach, kiedy to właśnie otwarta głowa na nowe możliwości może być tym czynnikiem, który sprawi, że przetrwamy, pójdziemy do przodu lub… znikniemy.

Tenże tok myślenia w roku ubiegłym zaprowadził mnie natomiast do ciekawego miejsca. Jak to też w życiu bywa – stało się to zupełnie przypadkiem. Wszystko za sprawą tego, że w radiu usłyszałem o tym, że właśnie skończył się remont dawnego dworca w Białowieży, który teraz ma pełnić rolę turystyczną. I zaciekawiło mnie to na tyle, abym sprawdził w internecie jak to odnowione miejsce wygląda. I w sumie już po kilku pierwszych poglądowych zdjęciach wiedziałem już – koniecznie muszę tam pojechać i zrobić kilka zdjęć. A skoro już mam to zrobić, to dlaczego mam to robić sam? I tu pojawiła się Klaudia 😉 Koleżanka, która miała już wcześniej okazję i miejmy nadzieję, że przyjemność, stanąć przed moim obiektywem. Stało się to przy okazji crossfitowej sesji w industrialnej fabryce. Efekty tego spotkania możecie zobaczyć w TYM MIEJSCU.

Tym razem jednak miało być inaczej. Inaczej czyli w tym przypadku znaczy to, że spokojniej, delikatniej, może nawet bardziej kobieco. Pogoda tego dnia dopisała nam nawet aż za bardzo, ponieważ z nieba lało się pełne gorące słońce, które nie zawsze w fotografii pomaga. Między innymi też dlatego oraz tego, że jechaliśmy trochę w nieznane miejsce, to nie mogłem niczego zagwarantować na sto procent. No, może poza tym, że postaram się ze wszystkich sił aby to nie był czas stracony 😉 Klaudia zaś musi być odważną dziewczyną skoro poszła na taki układ i za to duże brawa dla niej 🙂

Sam dworzec i kilka okolicznych miejscówek w pierwszy dzień upalnego września, okazał się miejscem godnym tej wyprawy i poświęconego przez nas czasu. W taki okres jak ten czyli „życia pod kluczem”, przeglądając te zdjęcia aż autentycznie zatęskniłem za tym czasem życia bez ograniczeń.

Zobaczcie zresztą sami co przywieźliśmy z Klaudią z Białowieży.

Klaudia nie zawiodła także po tym dniu, i po raz kolejny tym co napisała mi po zdjęciach udowodniła, że jeszcze muszę się trochę nauczyć o kobietach 😀 Bo takie wrażenia i wnioski jakie dostałem od niej, bardzo trudno jest przewidzieć 😉

Moimi wrażeniami z sesji i po zobaczeniu efektów nikogo nie zaskoczę. Jedynie potwierdzę to, co zostało już powiedziane i napisane wiele razy – współpraca z Kamilem to baaardzo miłe doświadczenie 🙂 Ten gość potrafi mówić (pisać zresztą też), ale i słuchać – a to nie zawsze idzie w parze. Przekłada się to bardzo na sesję, bo dzięki temu jest w stanie wprowadzić super atmosferę, a tym samym rozluźnić takie spięte osoby jak na przykład ja 😉

Mimo, że był to „już” mój drugi raz przed jego obiektywem, to stres było może nawet większy? Widząc z jego strony tak ogromne zaangażowanie przed, narzuciłam na siebie presję, że nie mogę tego zmarnować. Na szczęście szybko pozbyłam się tej myśli z głowy, i to był bardzo dobry ruch, bo po prostu poszło 😉 A efekty, jak dla mnie to było wielkie WOW! Nie wiedziałam, że będę w stanie tak dobrze odebrać siebie na zdjęciach, bo do tej pory zdarzało się to bardzo rzadko. A może to jedynie zasługa fotografa? Jakby nie było, podtrzymuję zdanie, że aparat nie gryzie, a nawet leczy… duszę 🙂

Tak więc jak widać tamtego dnia niby pojechaliśmy tylko sprawdzić miejsce na moje fotograficzne potrzeby, a okazało się, że stałem się niejako doktorem 🙂 I to jest też jedna z tych rzeczy niewidocznych dla osób, które widzą efekt końcowy w postaci zdjęć. Czasem nie widać tego jak wiele dobrego potrafią zrobić zdjęcia dla kogoś kto ma okazję stać przed aparatem. Dlatego serdecznie polecam to sprawdzić każdemu przy najbliższej nadarzającej się okazji.

A ja dalej będę walczył o poprawę tego co robię dla jeszcze lepszych efektów…