fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkim

NPGL czyli zawodowy CrossFit

dodany przezKamil Timoszuk 20 sierpnia 2014 0 Komentarzy

No i ruszyła! Od powstania pomysłu do jego realizacji wystarczyło niewiele ponad pół roku, aby w Stanach Zjednoczonych ruszyła kolejna zawodowa liga. Na fali popularyzacji zjawiska zwanego CrossFit, było to tylko kwestią czasu, kiedy za oceanem ktoś wpadnie na coś takiego i zacznie to realizować. Taki ma właśnie swój początek NPGL czyli po prostu Grid League!

Każdemu kto trenuje CrossFit, niemal w automatyczny sposób ten sport kojarzy się z indywidualnymi zmaganiami poszczególnych atletów. Nawet zawody drużynowe podczas CrossFit Games w Kalifornii, przez te kilka lat nie były w stanie zmienić tej świadomości u większości z nas. Ktoś jednak zobaczył w takiej rywalizacji spory potencjał i postanowił, że spróbuje z tego zrobić event, który będzie swoistą ale też i bardzo realną konkurencją dla Gamesów. Jednak jak to w Ameryce bywa, tam nie uznaje się półśrodków jakim na pewno byłyby kolejne zawody. Tutaj paru decyzyjnych ludzi poszło na całość i zorganizowało ligę, która w zamyśle w niedalekiej przyszłości, ma być taką samą marką jak NBA, NHL czy NFL. Teraz wydaje się to być tylko sennymi mrzonkami, ale nie można zapominać o tym, że te wszystkie największe zawodowe ligi w USA, też kiedyś jakoś zaczynały. Taka na przykład NBA w swoich pierwszych latach, była bliska zamknięcia i to przynajmniej z kilku poważnych powodów. Tak więc ja osobiście byłbym bardzo daleki od tego, żeby skreślać to przedsięwzięcie już na samym starcie.

NPFL czyli National Pro Fitness Legaue już przed startem rozgrywek znalazła tytularnego sponsora, dzięki któremu minionej nocy oglądałem inauguracyjny mecz inaugurującego sezonu National Pro Grid League

NPFL NPGL logo

Co jednak ciekawe, pomimo tego że wszyscy sobie zdają sobie sprawę z tego, że to CrossFit inspirował powstanie tego wydarzenia, to przez całą ponad 2-godzinną transmisję na YouTube, słowo CrossFit z ust komentatora nie padło ani razu! Dlaczego? Choćby dlatego, że CrossFit jest zastrzeżoną marką oraz znakiem towarowym, którego promować Grid League raczej nie zamierza. Wystarczy jednak popatrzeć na składy drużyn aby zobaczyć zawodników doskonale znanych właśnie z Gamesów. Tu powstaje też kolejne pytanie na starcie ligi – czy za jakiś czas, zarówno Gamesy jak i Grid League, nie będą wymagały wyłączności usług poszczególnych zawodników. Póki co w Gamesach nie ma oficjalnych kontraktów łączących zawodnika z zawodami. Jednak nie trudno mi sobie wyobrazić, jak z kolejnymi latami zespoły z NPGL, które będą wykładać coraz większą gotówkę na budżety drużyn, zaczną dbać bardziej o swoje interesy i zabezpieczać się na wypadek kontuzji swoich zawodników, poprzez zabronienie im startu w Gamesach. To w szerszym kontekście może doprowadzić z jednej strony do podziału środowiska, a z drugiej w czasach kiedy kasa rządzi światem, to nie będzie nic nadzwyczajnego.

Zanim jednak zarówno CrossFit Games jak i też Grid League dopadną tego typu kłopoty, to odbyła się inauguracja ligi w miejscu historycznym. Nie było chyba lepszego obiektu na zorganizowanie pierwszego meczu pomiędzy New York Rhinos a Los Angeles Reign jak nowojorska Madison Square Garden!

Przed pierwszym oficjalnym meczem NPGL ciekawiło mnie wiele rzeczy związanych z tą ligą,. Zaś w połączeniu jej z MSG, zastanawiałem się na przykład czy uda się zapełnić ten obiekt w takim stopniu aby nie było odczuwalnej pustki. Ceny biletów na inaugurację NPGL w MSG kosztowały od 40 do niewiele ponad 100 dolarów za najlepsze miejsca przy samym „boisku” czyli stosunkowo tanio. Wejściówki na NBA zaczynają się dopiero od 100 dolarów za miejsca pod samym dachem hali. Jak się okazało w rzeczywistości, chętnych do obejrzenia pierwszego w historii meczu zawodowej crossfitowej ligi znalazło się ponad 5 tysięcy ludzi, co w kontekście hali nie jest świetnym wynikiem, ale osobiście i tak spodziewałem się mniejszej frekwencji. Atmosfera podczas samego meczu także dopiero mniej więcej w połowie wydarzenia zaczęła się rozkręcać, ponieważ odniosłem wrażenie, że ludzie na początku nie ogarniają co się aktualnie dzieje podczas meczu. Zresztą o samym zagmatwaniu spotkania napiszę za chwilę. Poza tym umówmy się – to jest USA, a tam w meczach zawodowych lig nie zawsze w pierwszej kolejności chodzi i sport. Tam czasami chodzi o to aby „bywać” na meczach 😉 Ciekawe jednak czy ta choroba dopadnie też i tę ligę.

Grid League to także pierwsza na świecie liga w której mężczyźni oraz kobiety startują na równych prawach, a w kilku przypadkach to właśnie kobiety są nawet bardziej uprzywilejowane w rywalizacji z panami. Tego nie ma raczej w żadnym innym znanym mi sporcie.

Zasady każdego meczu są stosunkowo proste. Zespoły mają do wykonania 11 typowych Team WOD-ów za które później otrzymują punkty. Punktacja zaś przedstawia się tak, że za wygranie danej konkurencji zespół otrzymuje 2 punkty (ostatni, decydujący WOD jest za 3pkt), za przegraną dostaje 1 punkt, a za przegraną i nie zmieszczenie się w time cap nie otrzymuje żadnego punktu. Jest jeszcze możliwość zgarnięcia punktu bonusowego, za sprawą WOD-ów premiowanych, które zespoły same wybierają przed ich startem i jeśli dany zespół taką premiowaną rywalizację wygra, to otrzymuje dodatkowy jeden punkt. Zagrożeniem jest jednak to, że w przypadku przegranej ten bonusowy punkt trafia do przeciwników, a więc jest to niejako broń obusieczna. Przekonali się zresztą o tym zawodnicy z Los Angeles już w pierwszym meczu.

O różnorodności workoutów, ich skomplikowaniu i generalnie metodologii ich programowania napisano już wiele, zanim jeszcze liga ruszyła. Już teraz jest wielu zwolenników tej rywalizacji, jak i tez przeciwników twierdzących, że to co robi się w tej lidze nie ma większego treningowego sensu. I w sumie mają rację, bo Grid League nie ma nauczać CrossFitu, a być efektowna i zapełniać trybuny kolejnych hal na terenie USA. O tym jak wyglądały poszczególne WOD-y pierwszego meczu w historii można zobaczyć TUTAJ, lub też po prostu obejrzeć sobie relację z całego meczu z odtworzenia.

https://www.youtube.com/watch?v=KUnK7OZ2lVU

Niewątpliwie świetnym marketingowym ruchem jest transmitowanie spotkań za pomocą serwisu YouTube. Platforma ta, zapewni dostęp do potencjalnie tak dużej grupy widzów, jakiej nie mogłaby zapewnić nawet największa telewizja. Z czasem i z sukcesywnym rozwojem ligi myślę, że to tylko kwestia czasu aby rozgrywki trafiły także do ramówki ESPN albo innej wielkiej stacji. Jeśli też nie sprawi to, że zniknie to z YouTube, to jestem jak najbardziej za takim rozwiązaniem. Do tego jednak czasu twórcy transmisji mają do poprawy kilka rzeczy, które mi się nie podobały lub nawet raziły podczas pierwszej transmisji.

Pierwszą z nich jest brak ciekawego studia przedmeczowego, które powinno wprowadzić widza w dany mecz. Oglądając praktycznie ponad pół życia rozgrywki NBA, jestem niemal przyzwyczajony do tego, że studio przed i pomeczowe to jest świętość. Zresztą nie raz się zdarza, że to właśnie studio, zaproszeni tam goście oraz ich wymiany zdań, są lepsze niż sam mecz. Ale też z drugiej strony rozumiem, że NPGL musi się jeszcze dorobić swojego Shaqa czy Barkleya 😉

Drugą rzeczą jaką bym chętnie zobaczył poprawioną jako widz, to rozpisanie i przedstawienie kolejnych WOD-ów w formie graficznej przed jego startem. Tak jak na przykład tutaj.

Grid WOD grafika

Nie pogardziłbym też informacją o tym w trakcie WOD-a, co w danej chwili ma miejsce, a co będzie miało za chwilę. Osoba, która włączy transmisję w trakcie jej trwania może czuć się kompletnie zagubiona, kiedy zobaczy ganiających po ekranie zawodników i przeskakujące cyferki na tablicy wyników. Zresztą tego typu grafik można było zobaczyć także kilka rodzajów.

grafiki punktowe Grid

Mniej więcej pół meczu zajęło mi przyzwyczajenie się do tego systemu i ogarnięcie tego, gdzie podziać oczy w danej chwili. Zresztą jak pokazała sama rywalizacja, akcja tam dzieje się momentami tak szybko, że nawet sędziowie mają pewne kłopoty z liczeniem oraz trzymaniem standardów poszczególnych ćwiczeń. To też sprawiało, że pojawiały się sytuacje sporne, które rozstrzygane były w dość ciekawy sposób. Mianowicie każdy z zespołów ma możliwość tak zwanego Challenge w przypadku gdy ma zastrzeżenia do oceny danego WOD-a przez sędziów. W tym celu używa czerwonej flagi, a sędziowie zmuszeni są obejrzeć na wideo powtórkę danego zajścia (FIFA & UEFA – uczcie się!) i ocenić czy popełnili błąd czy też nie. W przypadku gdy zgłaszający protest trener ma rację, zarządzana jest swoista dogrywka, jeśli zaś rację mają sędziowie, to trener traci możliwość wnoszenia kolejnych protestów w trakcie danego meczu. Jak to się sprawdza w praktyce? W pierwszym meczu wywoływało to dość sporo zamieszania ale wszelkie niejasności podczas inauguracji rozstrzygał sam komisarz ligi, a więc to szło dość szybko i sprawnie, jednak nie zapobiegło to też chwilowym przestojom i ogólnie pojętemu bałaganowi. Najbliższa przyszłość pokaże czy w innych meczach będzie podobnie, czy może to tylko jednostkowe przypadki.

Tutaj jednak w końcu dochodzimy do esencji całego wydarzenia czyli rywalizacji sportowej. Patrząc na składy obydwu drużyn to szanse na zwycięstwo obydwu drużyn oceniałbym na 55% dla Nowego Jorku, i resztę dla Los Angeles. Komentatorzy jednak kilkukrotnie podkreślali fakt, że ekipa z LA była pierwszym zespołem, który zakończył budowanie swojego składu i ich mocną strona może być chemia w zespole. Poza tym w rozgrywkach Grid League w wielu przypadkach o wyniku spotkań będą decydować nie tyle umiejętności, a bardziej taktyka ich wykorzystania przez trenerów oraz zawodników. I to właśnie w dużej mierze ten aspekt sprawił, że to gospodarze czyli Nosorożce z Nowego Jorku zaczęły to spotkanie idealnie wygrywając 4 pierwsze WOD-y, a w tym jeden punktowany ekstra. Na szczęście jednak później sytuacja trochę się zmieniła i LA zaczęli gonić rywali zapobiegając tym samym jednostronnemu widowisku. Jednak to tacy zawodnicy Rhinos jak Elljah Muhammad, Annie Thorisdottir czy rezerwowy Irving Hernandez byli gwiazdami wieczoru. Szczególnie ten ostatni filigranowy zawodnik zadziwił wszystkich, robiąc 40 powtórzeń chest to bar unbroken w tempie szybszym niż dwójka stosunkowo wypoczętych rywali z przeciwnego zespołu. Jeśli dodamy do tego 90 double unders w czasie 37 sekund, to ja tu widzę potencjał na gwiazdę tej ligi do zadań specjalnych 🙂

Całe spotkanie momentami wyglądało jednak dość specyficznie. Zawodnicy biegają w tą i z powrotem, sztangi fruwają jakby ważyły po 20 kilo, a zawodnicy momentami sprawiają wrażenie, że technika wykonywania kolejnych powtórzeń nie jest specjalnie ważna. Czy można to usprawiedliwiać tym, że musi to być efektowne dla widza w telewizji lub internecie? Częściowo na pewno tak. Nie traktowałbym jednak tej ligi jako promocję samego CrossFitu, a bardziej jako wariację na jego temat. Zresztą czy ukochane tak przez wszystkich Gamesy, są dobrą reklamą tego sportu? Jest to także pokaz tego, do czego można dojść ciężkim treningiem i pracą w swoim lokalnym boxie. Bo to właśnie tam człowieka ma szanse poznać CrossFit takim jakim jest naprawdę. Oglądając tego typu transmisje jak ta z minionej nocy, trzeba brać jednak poprawkę na to, że to jest zawodowa liga, a jak wiadomo tam gdzie zaczyna się zawodowstwo, tam często kończy się na przykład zdrowie i nic na to nie poradzimy.

Jak się jednak okazuje liga ma szerokie plany rozwoju, ponieważ już przed startem rywalizacji było wiadomo, że w kolejnym sezonie do 8 dotychczasowych ekip w NPGL dołączy na pewno 9 zespół – Carolina Crush. Tak więc w wielu nowych miejscach na terenie USA czują potencjał tych rozgrywek i chcą zobaczyć czy są w stanie uszczknąć jakiś kawałek tego tortu. Wszystko dla dobra widzów, których nie wątpię, że z każdym kolejnym tygodniem zacznie przybywać. Ja natomiast na pewno będę śledził te rozgrywki, ponieważ mój pierwszy kontakt z nimi nie odstraszył mnie od nich, a to już coś.