fbpx
CrossFitO wszystkim

Nowy rok, nowy PR?

dodany przezKamil Timoszuk 7 stycznia 2015 5 komentarzy

Taką tytułową dewizę w ostatnich dniach usłyszałem i przeczytałem w internecie naprawdę sporą ilość razy. Wszystko to za sprawą ludzi, którzy przyjście nowych 12 miesięcy postanowili uczcić właśnie w taki o to sposób. Nie inaczej zrobiłem też i ja, ale wraz z nowymi PR-ami przyszła też (na szczęście!) refleksja.

Tekst jednak powinienem chyba zacząć od wyjaśnienia tego skrótu, który wielu osobom potrafi nawet spędzać sen z powiem. Wiem jednak, że trafiają tu do mnie osoby, które niekoniecznie muszą się w tym orientować i dla nich skrót PR może szybciej oznaczać public relations. Na potrzeby dzisiejszego tekstu skrótem PR określam rekordy życiowe (personals records) które każdy trenujący bardzo lubi czasami sprawdzać, oraz co ważniejsze poprawiać. Za tymi dwoma prostymi literkami kryje się jednak coś więcej. Bardzo często jest to zwieńczenie i ukoronowanie ciężkiej pracy, jaką dana osoba włożyła, aby przesunąć po raz kolejny swoją granicę. Granicę, której nie wiadomo tak naprawdę gdzie leży kres. I to chyba też to bardzo często napędza wiele trenujących osób. Ta niewiadoma, czy da się dorzucić jeszcze kilka kilogramów na sztangę, czy ręce wytrzymają jeszcze kilka podciągnięć na drążku lub też czy nogi wytrzymają kolejne podskoki nad przelatującą pod stopami skakanką.

Ja od jakiegoś już czasu także miałem gdzieś z tyłu głowy, plan na przesunięcie swojej granicy. Tą barierą było zarzucenie sobie na klatkę sztangi większej niż 77,5 kilograma, czyli tyle ile wynosił mój dotychczasowy PR. Idealnym dniem na zrobienie tego, wydał mi się 1 stycznia po bezalkoholowej nocy spędzonej w dużym stopniu we własnym łóżku. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i wyglądało to tak.

Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy kiedy sztanga „wdrapała się” na moją klatkę piersiową? NARESZCIE! Bo musicie wiedzieć, że nie było to moje pierwsze podejście do tego rekordu w ostatnich kilku miesiącach. Zaraz jednak bardzo szybko przyszło otrzeźwienie, które polegało głównie na tym, że czułem podświadomie, że ta próba pod względem technicznym i tego jak powinno się to robić, była daleka od ideału. Każda osoba, która miała kiedykolwiek coś do czynienia ze sztangą doskonale wie, że gdy w danym ćwiczeniu wszystko jest wykonane zgodnie z technicznymi kanonami to się po prostu czuje! Nie ma innej opcji! Tu tego zdecydowanie zabrakło, a obnażył to w 100% powyższy materiał filmowy. Brak chwytu hook gripem, zła praca nóg przy wyrwaniu sztangi, brak zejścia na nogach i wejścia pod sztangę, a to tylko było powodem zbyt wolnego „zawinięcia” łokci. Wszystko to wygląda bardziej jak martwy ciąg na wysokość klatki piersiowej, niż typowy power clean. O swoich błędach wiedziałem, a potwierdził to też bardzo szybko mój „głos rozsądku”, który w charakterystyczny dla siebie sposób powiadomił mnie o tym SMS-em 🙂 Wrzucenia tego filmu w otchłań internetu nie żałuję. Dlaczego? Ponieważ publiczne uświadomienie sobie swoich słabości też może mieć jakąś wartość. W moim przypadku jest to postanowienie, żeby za jakiś czas, najpewniej za kilka dobrych miesięcy powtórzyć taką sama próbę, ale już ze znacznie bardziej poprawioną techniką, której nie będę się musiał wstydzić.

Wczoraj jednak nadarzyła się okazja aby sprawdzić czy coś drgnęło w temacie martwego ciągu, który nie tak dawno sprawdzałem i biłem swój ówczesny PR. Tym razem cały box CrossFit Podlasie został postawiony przed faktem konieczności sprawdzenia swoich obecnych możliwości. Próba ta moim zdaniem nie wyszła dobrze. Ona po prostu wyszła zajebiście! Pokazuje to świetnie fotka tablicy po całym dniu treningów, gdzie obok wyników poszczególnych osób można zobaczyć kto zrobił nowy PR, a kto tym razem nie.

deadlift PR CrossFit Podlasie

Jak widać liczba osób, bez nowego rekordu była tym razem w mniejszości. Ja także dorzuciłem kolejne 5kg do nowego PR-a wynoszącego łącznie 155kg. Jednak nie te cyfry były najważniejsze. Znacznie bardziej ucieszyła mnie fachowa ocena i pokuszę się nawet o stwierdzenie, że pochwała, fachowej osoby z boku na temat mojej techniki, która uległa poprawie. Tak więc jak widać na załączonym obrazku – można 😉 Nic jednak samo nie przychodzi, a musi być poparte wcześniej włożonym wysiłkiem.

Tak więc nowy rok przyniósł mi już dwa nowe życiowe rekordy, które tak bardzo od siebie się różnią. Różnią się nie tylko techniką ich wykonania, ale także i moim prywatnym ich odbiorem. To też mi po raz kolejny pokazuje, że nie zawsze walka o wymarzony PR ma sens, jeśli po drodze są zaniedbane inne rzeczy. Wydaje się to niby proste i logiczne, jednak warto się czasem o tym ponownie praktycznie przekonać.