fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Nowy obiekt westchnień?

dodany przezKamil Timoszuk 2 kwietnia 2014 0 Komentarzy

Kilkanaście lat temu zobaczyłem ją, piękną, kolorową, szaloną i tak bardzo amerykańską – koszykarską ligę NBA. Po wielu latach zauroczyłem się też na dobre, bardziej brutalną ale równie niezwykle interesującą hokejową ligą zza oceanu czyli NHL. Obawiam się, że w tym roku, przynajmniej na chwilę, mogę zauroczyć się po raz trzeci.

Patrząc na swoje życie wstecz, widzę dokładnie, że koszykarska liga NBA była obecna w moim życiu niemal przez cały czas. To wiązało się z prawdziwymi emocjami, mierzonymi na przykład wyczekiwaniem, na jeden jedyny możliwy do obejrzenia na TVP2 mecz w tygodniu. W latach 90-tych czyli czasie, kiedy internet praktycznie nie istniał, to z telegazety (pamiętacie o istnieniu czegoś takiego?) dowiadywał się człowiek o tym, że jego ulubiony zespół wygrał lub przegrał minionej nocy. Nie mówiąc już o tym, że u młodego chłopaka jakim wtedy byłem, wyobraźnia pracowała na zwiększonych obrotach. Efektem tego było wyobrażanie sobie poszczególnych meczów czy wydarzeń na amerykańskich boiskach mając tylko przed sobą wynik danego meczu. Zupełnie inne czasy.

Po wielu latach, kiedy wydawało mi się, że coś takiego drugi raz powtórzyć się raczej nie może, okazało się, że jednak może. Przebywając na krótkich 3-tygodniowych wakacjach w USA, postanowiłem, że po raz pierwszy pójdę na mecz ligi hokejowej z najwyższej półki czyli NHL. Hokej nigdy nie był mi specjalnie bliski, ale chęć zobaczenia czegoś nowego w życiu zwyciężyła. I zdecydowanie tego faktu nie żałuję. Mój pierwszy mecz było to starcie Chicago Blackhawks z Washington Capitals wygrane przez gospodarzy 5:2. I może właśnie w jakimś stopniu dzięki wynikowi złapałem bakcyla tego sportu i tej ligi. Już podczas tamtego pobytu, idąc za ciosem byłem gościem United Center, czyli hali w Chicago, jeszcze 3 razy. I tak mi zostało do dziś, że potrafię zarywać noce aby obejrzeć wielkich wariatów ganiających na łyżwach za maleńkim krążkiem 😉

Piszę o tym wszystkim jednak dlatego, że być może już tego lata, oczywiście za oceanem, gdzie z każdego sportu potrafią zrobić wielkie widowisko, powstanie liga, którą będę chciał śledzić równie mocno jak dwie wcześniej wspomniane. Jaka to liga? Otóż nazywa się ona National Pro Fitness League czyli w skrócie NPFL. Czytając o niej materiały wszelkiej maści w internecie, utwierdzam się w przekonaniu, że jej organizatorzy chcą wykorzystać doświadczenia takich gigantów jak NBA, NHL czy NFL i stworzyć produkt, który może być równie rozpoznawalny. Czy im się to uda to już pokaże przede wszystkim czas.

W pierwszym sezonie jaki wystartuje w tym roku, ma wystąpić 8 drużyn. Drużyn, a właściwie klubów, które będą działać na bardzo podobnych zasadach jak w innych zawodowych ligach za wielka wodą. Mam tu na myśli na przykład zawodowe kontrakty czy całe budżety klubów, które w pierwszym roku nie mogą być niższe niż 500 tysięcy dolarów. Na chwilę obecną zbudowania takich zespołów podjęto się w 5 miastach USA – Los Angeles, San Francisco, Phoenix, Philadelphia i Nowy Jork. Zaczęto podpisywać już pierwsze kontrakty z największymi zawodnikami znanymi z zawodów CrossFit Games czyli na przykład Annie Thorisdottir.

Skoro udało się namówić taką zawodniczkę na dołączenie do ligi to chyba tylko kwestia czasu kiedy padną informacje o podpisaniu kontraktu z Richem Froningiem czy Samanthą Briggs przez któryś z zespołów. Mam nadzieję, że NPFL pójdzie tą samą drogą co inne ligi w USA, i wszelkie kontrakty, a dokładniej ich wielkość, będzie jawna. Z czystej ciekawości się dowiem na ile wycenia się Rich Froning jako zawodnik.

Ale liga już na samym początku nie zamknie się tylko dla najlepszych, a umożliwi praktycznie każdemu pokazanie się z jak najlepszej strony i otrzymanie propozycji kontraktu. Wszystko to za sprawą tak zwanych Combines czyli swoistego naboru do ligi. W świetny sposób wyjaśnia to CEO ligi Tony Budding.

Słuchając tego człowieka ma się wrażenie, że wszystko zostało przemyślane i przekalkulowane wiele razy. Co za tym idzie, szanse na niepowodzenie już na samym starcie są niewielkie. I bardzo dobrze!

Gdy tylko usłyszałem o pomyśle stworzenia tego typu ligi, nie bardzo byłem sobie w stanie wyobrazić jak by miał wyglądać przykładowy mecz. Liga jednak nie trzyma w niepewności wszystkich ciekawskich i bardzo dobrze to objaśnia. Podstawową sprawą jest to, że na każdy mecz będzie się składać 11 wyścigów czyli tak naprawdę wszelkiego rodzaju WOD-ów. Całkiem spora dawka jak na jeden raz. Jednak tu wchodzą do gry zasady, jakie będą panować podczas takiego meczu. Wszystko to doskonale widać na dwóch przykładach.

Jeśli do tego dorzucimy jeszcze takie warunki rozgrywania spotkań jak te na poniższym zdjęciu, to ten projekt naprawdę zaczyna robić wrażenie.

NPFL boisko

Tak więc ja zaczynam śledzenie tego projektu już dziś. Na chwilę obecną wisi nad nim jeszcze wiele znaków zapytania ale sama idea jest jak najbardziej ciekawa. Widać, że ktoś bardzo dobrze wyczuł koniunkturę tego rozwijającego się z każdym dniem środowiska i chce pójść o krok do przodu. Jednak jeśli z CrossFit Games udało się zrobić ogólnoświatową imprezę, to dlaczego by i NPFL miało nie osiągnąć przynajmniej porównywalnego sukcesu?