Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
Foto & VideoO wszystkimOdżywianie

Nieznane smaki Słowenii

dodany przezKamil Timoszuk 9 września 2013 1 Komentarz

Podróże w nowe, wcześniej nie odwiedzane miejsca wiążą się z wieloma ciekawymi doznaniami. Zaczynając od poznawania samego miejsca, poprzez obcowanie z innymi ludźmi i kulturą, a na poszerzaniu swojej palety smaków kończąc. Przez ostatnie dni miałem kilkukrotnie okazję spróbować rzeczy nowych z którymi wcześniej się nie spotkałem.

Na początku muszę zaznaczyć, że kuchnia z tego regionu świata nie należy do najlżejszych. Często potrawy są ciężkie, tłuste i generalnie rzecz biorąc zapychające. Na szczęście jednak nie wszystkie. Ja starałem się spróbować wiele z nich, wiedząc, że po powrocie do kraju i tak wrócę do swojego jedzenia, które bardzo lubię ale jest ono zupełnie inne. Zresztą wiadomym faktem nie od dziś jest to, że niektóre potrawy czy smaki są świetne tylko w tym okresie i tym miejscu gdzie jest spożywany. Kiedy staramy się później przenieść je do własnego domu to mamy wrażenie, że to nie to samo. Ja takich prób podejmować nie zamierzam bo wychodzę z założenia, że to co się dzieje na Słowenii zostaje na Słowenii 😉

O paru rzeczach jednak opowiem i pokażę bo myślę, że warto. Jak to na imprezach typu EuroBasket bywa, dookoła hali można było spróbować różnych specjałów. Jedno z moich ulubionych stoisk tuż obok hali wyglądało tak.

Jedzenie 2

Można było tam kupić typowo „bałkańskie hamburgery” o nazwie pljeskavica. Różnią się one jednak trochę od tych znanych z polski czy chyba innych części świata. Tak jak tłumaczyła mi jedna z kobiet sprzedających owe rzeczy, pljeskavica jest zrobiona z mieszanki różnych mięs, a nie tylko jednego. Poza tym wielkość tego kotleta jest DUŻO większa niż znamy to z Polski. Jeśli do tego dodamy tradycyjne, miejscowe ogromne bułki oraz dodatek w postaci cebuli i sosu z chyba pomidorów to wtedy dostajemy bardzo syty posiłek. Sam go nie próbowałem ale prawie wszyscy go sobie chwalili.

Ja swoje pierwsze zetknięcie z kuchnia miałem w postaci zupy cebulowej. Do teraz jednak nie potrafię rozgryźć tego co było w niej oprócz rzecz jasna cebuli. Gotowana była chyba na mięsie ale żaden kawałek nie trafił do mego talerza więc to tylko moje podejrzenia. Innym daniem były tradycyjne miejscowe kiełbasy przypiekane non stop na grillu.

Jednak jak dla mnie prawdziwym hitem i smak, który na pewno zabiorę ze sobą do polski jest to Prebranec

Jedzenie 4

Jak już zdążyłem sprawdzić sobie w internecie jest to danie z kuchni serbskiej. Jest ono na prawdę genialne w swojej prostocie. Mianowicie jest to zapiekana fasola ze sporą ilością cebuli oraz przyprawami. Po wymieszaniu się i przegryzieniu się wszystkiego powstaje niemal jednolita masa ze skorupką na górze. Niby nic, ale kurde, jak to smakuje. Szczególnie podane prosto z pieca w glinianym naczyniu, które utrzymuje ciepło potrawy. Do tego stopnia, że kilkukrotnie oparzyłem sobie język. Ale nie żałuję, warto było 😉

Żeby nie było jednak tak kolorowo to były dni, że byliśmy karmieni na hali kanapkami. Ale takimi, że nie można o nich powiedzieć złego słowa. Do wyboru był mix szynki z serem, tuńczyk, sam ser oraz pastrami. Prosta rzecz, a podczas posiadówki nad jeziorem dawała radę.

Jedzenie 3

Oprócz tego każdego dnia na hali media miały dostępny catering. W wersji jakiej chyba mało kto się przed przyjazdem tutaj spodziewał. Każdego dnia do wyboru były różnego rodzaju mięsa, ryże, makarony czy jak ktoś chciał to ziemniaki. Tu zbyt wiele napisać o tym nie można poza tym, że było po prostu dobre. Jak to mówią tyłka nie urywało, ani podczas jedzenia, ani po nim. Co miało też zdecydowanie swoje plusy 🙂

Jedną z największych kulinarnych niespodzianek tych mistrzostw było jednak zupełnie coś innego. W domu gdzie jeszcze mieszkamy gospodyni każdego dnia z własnej nieprzymuszonej woli robi nam śniadania. Ale nie są to zwykłe śniadania. Niemal każdego dnia jest coś innego i nowego.

Jedzenie 1

Wiele z dań lub półproduktów jakie wjeżdżały na nasz stół były z naturalnej produkcji rodziny gospodyni domu. Własnej produkcji chleb, do tego biały ser, dżemy czy na przykład szynka prosciutto – czy można narzekać na taki początek dnia? Oprócz tego własnej produkcji śmietana ze słoika, którą można było niemal kroić lub wymieszać z miodem także własnej produkcji. Do tego dochodziły specyficzne dania jak na przykład swego rodzaju pasta z grochu, cieciorki lub czegoś w tym stylu. Generalnie „ciocia”, jak zaczęliśmy nazywać naszą gospodynię, dbała o nas 😉

Żeby było jeszcze bardziej na bogato wjeżdżały też czasem ciasta lub coś na ten kształt.

Jedzenie 5

Ciasto francuskie, które nie do końca miało tę znaną mi wcześniej konsystencję z dodatkiem owoców, konfitur czy na przykład białego sera. Kilka razy nie powiedziałem nie 😉

Oj dobrze będzie to sobie powspominać po powrocie do kraju. Aż żałuję, że muszę wracać już teraz, a nie tak jak planowałem kilkanaście dni później. W Ljubljanie, do jakiej miałem się przenosić, zapewne byłyby kolejne okazje do poznawania. Organizm jednak mógłby to jednak odczuć, a więc dobrze dla niego, że to już koniec. Nie wiadomo kiedy teraz znowu dostanie szansę takiego odpustu 😉