Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
O wszystkim

Nieszczęścia chodzą parami

dodany przezKamil Timoszuk 13 września 2014 4 komentarze

W dniu wczorajszym przeszedłem swoją małą przeprawę z firmą kurierską (tylko z nazwy) DPD, o czym napisałem wam tutaj na blogu. Myślałem też, że będzie to jedyny tekst na ten temat, ponieważ w poniedziałek sprawa rozwiąże się sama. Nie wiem jednak dlaczego byłem wtedy tak naiwny, aby tak właśnie myśleć…

Firmy kurierskie i ich różne twarze to temat rzeka. Dobrze wiedziałem to przed dniem wczorajszym, i dobrze wiem o tym dzisiaj. Co innego jednak znać to w teorii, a co innego mieć z tym do czynienia na własnej skórze. O tym jak wyglądała sytuacja wczoraj, można przeczytać pod TYM linkiem. Życie jednak toczy się dalej i dziś niestety pisze ono kolejny etap mojej opowieści o tym, jak nie powinno się traktować klienta. Co ciekawe, do DPD dołącza dziś także Orange, w trochę inny specyficzny sposób. Ale wszystko po kolei.

Po tym jak w dniu wczorajszym nie udało mi się otrzymać swojej paczki wraz z zawartością od Orange, tak dziś stanąłem przed wyborem dwóch możliwości. Pierwszą z nich było cierpliwe czekanie do poniedziałku, i proszenie o opatrzność przy kolejnych kontaktach z kurierem, które były nieuniknione. Drugą zaś opcją, było zaprzeczenie działalności firmy kurierskiej, która w swoim założeniu ma dostarczać paczki pod wskazany adres, i samemu udać się do ich siedziby w celu zakończenia tej sprawy. Jako, że mam cały weekend wolny, a więc sporo czasu na ewentualnie przetestowanie sprzętu od Orange, a do tego pogoda dopisuje, to postanowiłem udać się w stosunkowo niedaleką podróż do kwatery głównej DPD. Zanim jednak to zrobiłem, posłuchałem wskazówek ze strony internetowej tej firmy i zadzwoniłem na ich infolinię, aby upewnić się czy będzie możliwy odbiór. Bardzo miła i profesjonalna pani w słuchawce, skontaktowała się z placówką w Białymstoku i oznajmiła mi, że mogę spokojnie jechać i odebrać swoją własność. A więc pełny nadziei na pomyślne zakończenie tej sprawy udałem się w drogę.

DPD kurier

Po przyjechaniu na miejsce, na recepcji przywitała mnie kolejna niesympatyczna osoba. Była to recepcjonistka, która miała mi wydać paczkę. Swoją drogą to nie wiem jakie kryteria muszą spełniać ludzie chcący pracować w białostockim DPD, ale raczej jednym z wymogów nie jest budzenie powszechnej sympatii. Moje zdanie o pani recepcjonistce nie zmieniło się specjalnie po tym, gdy dowiedziałem się, że paczki nie odbiorę, gdyż jest ona zaadresowana do innej osoby. AAAAA!!!! Seriosuly!?!?! Nagle komuś włączył się służbowy ton? Dlaczego dzień wcześniej kurier nie był taki dokładny i nie wypełnił swoich obowiązków? Jakieś podwójne standardy? Dziwne, że nie jednemu też kurierowi z różnych firm, zdarza się zostawiać paczki o różnej, czasem nawet bardzo dużej wartości, pod drzwiami domu lub jak to w przypadku jednej z historii w altance za domem. Bez żadnego podpisu odbierającego czy innej weryfikacji. A tu nagle potrzeba KONIECZNIE aby to adresat odebrał przesyłkę. Automatycznie pojawia się też pytanie, dlaczego pani na infolinii nie miała żadnych zastrzeżeń pomimo tego, że doskonale wiedziała, że rozmawia ze mną, a paczka jest na kogoś innego. Tego typu pytań jest jeszcze kilka, ale na pewno nie było warto zadawać ich cerberowi na recepcji.

Po powrocie do domu z pustymi rękoma byłem wściekły ale jeszcze nie na tyle, żeby odpuścić i zostawić to w takim stanie. Po raz kolejny został wykonany telefon na infolinię, w celu ustalenia jak można rozwiązać ten problem. W drodze negocjacji, doszliśmy do rozwiązania polegającego na wypisaniu upoważnienia i pojechaniu raz jeszcze (!) do DPD i odebraniu swojej własności. Mina cerbera na recepcji była bezcenna na mój ponowny widok. Tym razem jednak mając upoważnienie i dowody osobiste jako oręż do walki, była ona bezbronna i musiała tym razem wydać to co należy. Co jednak ciekawe, po przeczytaniu upoważnienia zerknęła ona tylko pobieżnie na dowody leżące przed nią, ale wątpię, że sprawdziła dokładnie czy numery dokumentów zgadzają się z tymi na upoważnieniu. A więc powstaje nie wiem już które pytanie – po co było robić ten cały cyrk wcześniej i tylko wkurzać oraz ganiać bez potrzeby ludzi? Nie wiem i nie wiem czy chcę wiedzieć.

Tu więc powinien nastąpić koniec tej żenującej historii ale tu jest Polska, tu nie ma tak łatwo. Tu na scenę wkracza Orange i ich polityka postępowania z klientem. Firma telekomunikacyjna za pośrednictwem swej konsultantki, powiadomiła mnie przy przedłużaniu umowy, że zamówiony do niej sprzęt przyjdzie w dwóch turach. Pierwsza tura miała obejmować przesłanie modemu do internetu, tunera do telewizji, dysku twardego oraz przede wszystkim nowej umowy. W drugiej zaś paczce miał być dodatkowy pendrive, którego podobno nie było na stanie i miał on być kilkanaście dni później. Słysząc to w słuchawce nie było to dla mnie duże zaskoczenie i problem zarazem, a więc przystałem na takie rozwiązanie bez wahania. Jednak w pierwszej chwili gdy dostałem opakowanie swojej paczki już w siedzibie DPD, zaskoczył mnie rozmiar oraz waga przesyłki, która wydawała się być niemal pusta w środku.

Orange paczka 1

Piszę niemal, ponieważ było słychać tylko lekkie stukanie od środka, gdy się lekko potrząsnęło pudełkiem. Po otworzeniu i zobaczeniu zawartości, nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać.

Orange paczka 2

Pendrive, który miał być za kilkanaście dni, przyszedł jako pierwszy. Co więcej, w środku oprócz faktury był też druk na ewentualne odstąpienie od umowy. Ale zaraz, zaraz, jakiej umowy?! Rzecz jasna tej, której jeszcze nie nawet nie widziałem na oczy, a tym bardziej nie podpisałem. Chcąc wyjaśnić tę sytuację tym razem uderzyłem na infolinię Orange, gdzie znowu bardzo sympatyczna dziewczyna najpierw była sama zdziwiona tą sytuacją, a później po sprawdzeniu w ich systemie stanu mojego zamówienia, okazało się, że pierwsza jego część dopiero wczoraj wyszła od Orange. Żeby jednak było jeszcze zabawniej, to kolejną paczkę także ma mi dostarczyć DPD. Już się boję…