Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
CrossFitO wszystkim

Nie ma tego złego

dodany przezKamil Timoszuk 30 marca 2014 3 komentarze

Są takie miasta w tym kraju, z którymi ewidentnie nie jest mi po drodze. I nie chodzi tu tylko o odległość mierzoną w kilometrach, czy też problem złego skomunikowania. Po prostu są takie miejsca, które czasami potrafią wywoływać u mnie bardzo sprzeczne uczucia. Na czele mojej listy bezwzględnie panuje już od jakiegoś czasu Łódź.

Trwający jeszcze weekend, miałem spędzić w największym stopniu właśnie w mieście Łodzi. Wszystko to za sprawą debiutu, jaki wraz z dwoma znajomymi, chciałem zaliczyć w ramach zawodów Łódź Garage Games. Niestety, nie wnikając za bardzo w szczegóły i nie szukając przyczyn takiego, a nie innego obrotu sprawy na forum publicznym, musiałem zostać w Białymstoku. Nie ukrywam, że w pierwszym momencie, kiedy tylko zapadła taka decyzja, moja wściekłość była na poziomie zwanym „bez kija nie podchodź”. Nie po to w ostatnim czasie zasuwałem jak wół i naprawdę starałem się dawać z siebie wszystko, aby z jakiegoś powodu ominął mnie ten event. Niestety, jak powszechnie wiadomo, nie wszystko co dzieje się w naszych życiach zależy tylko i wyłącznie od nas samych. I tak też było w tym przypadku. Jednak to co myśli rozum to jedno, a uczucia jakie mną targały to drugie.

Za sprawą takiego rozwoju sytuacji, w jednej chwili dostałem tak dużego kopa energetycznego, że z miejsca zacząłem myśleć co z ową nadwyżką mam zrobić. Na szczęście część rozwiązań przyszło dość niespodziewanie ale bardzo dla mnie szczęśliwie. Jednym ze sposobów dobrego „wyładowania się” jest dobrze rozumiana przemoc czyli taka, która nie robi nikomu krzywdy. Czy coś takiego w ogóle jest możliwe? Jak najbardziej tak! Wszystko za sprawą mocno przypadkowego znalezienia się w hali do rozgrywek paintball. Niemal rzut beretem od mojego domu jak się okazało na dodatek.

paintball

To nie był mój pierwszy raz z karabinem na farbę w ręku. Pierwszy mój raz zapamiętam chyba do końca życia, za sprawą tego, że miałem tą wątpliwą przyjemność oberwania jedną z kulek prosto w pachwinę. Powiadam wam – wrażenia po przyjęciu takiego strzału są bezcenne 😉

Może właśnie dlatego miałem w pierwszej chwili opory przed tym, aby dołączyć do osób które nie dość, że grały już chwilę, to jeszcze do tego znieczulały się delikatnie alkoholem. Jednak w myśl zasady, że życie jest tylko jedno oraz z chęcią wyżycia się w jakikolwiek sposób, pojechałem się tylko przebrać i już byłem gotowy do walki. Walki w bardzo dosłownym znaczeniu. Jak się w międzyczasie okazało, niektórych alkohol tak znieczulił, że po pewnym czasie już nie czuli nawet tego, kiedy obrywali kolejnymi kulkami. A ten kto nigdy nie grał, niech wie, że potrafi to czasem naprawdę zaboleć. Ja tego wieczora wszystko przyjmowałem na klatę i nie tylko. Tak przynajmniej to wynika po zobaczeniu dzisiejszych sińców na nogach, plecach oraz tyłku. I to wszystko całkowicie na trzeźwo. Jednak i bez wprowadzania % do organizmu zabawa była naprawdę przednia. Co więcej, spodobało mi się to tak bardzo, że „wyleczyłem się” z traumy po swoim pierwszym razie, i myślę, że w najbliższym czasie będę chciał powtórki z rozrywki. Innymi słowy jestem żądny krwi i chcę zabijać! 🙂

Jednym z kilku powodów jakie wczoraj powstrzymały mnie od picia alkoholu był też fakt, że w ramach nie pojechania do Łodzi na zawody, miałem plan na dzień następny polegający na zajechaniu się konkretnie w boxie. Jak się okazało i ten plan został wykonany w całości. W jaki sposób?

killer WOD

Ten zestaw jaki ominął mnie w piątek, zaserwowałem dziś sam sobie. Miało być szybko, intensywnie i męcząco. No i było. Zdecydowanie rekomenduję ten WOD jako dobry killer 😉

Później jeszcze włączył mi się mój wrodzony masochizm, podsycony też szybką namową kolegi (dzięki Bamboś!) i uderzyliśmy jeszcze na dobitkę w znany już rytm do kawałka Bring Sally Up. Był ogień bo tak miało być!

Niestety pokłady mojego wkurzenia połączonego z energią przeznaczoną na ten weekend nie zostały wyczerpane. Idealnym więc przyrządem do wyładowania się okazał się rower i wykonana przy jego pomocy pierwsza w tym sezonie ponad 50-kilometrowa eskapada za miasto. Gdzie?

wycieczka rower

Pogoda dziś zdawała się być niemal idealną do jazdy. No może dorzuciłbym jeszcze tylko kilka stopni na termometrze i mniej podmuchów wiatru, ale i tak było świetnie. Bezchmurne niebo nie tylko mnie zachęciło do takiej wyprawy, bo tłok na ścieżce prowadzącej do obranego celu był całkiem spory. Przekrój społeczeństwa jakie w całej swojej podróży dziś minąłem, sięga od 3 do chyba 93 lat. Na ścieżkach królują oczywiście rowery, ale nie brakuje też biegaczy, rolkarzy czy też ludzi z dziwniejszymi sprzętami jak choćby połączeniem rolek z nartami. Jeśli ktoś wie jak ten sprzęt fachowo się nazywa to będę wdzięczny za informację.

W samym Supraślu przez zimę niewiele się zmieniło – ciągle jest tak samo sympatycznie.

wycieczka rower 2

Ludzie też poczuli chyba pierwsze podrygi wiosny, bo momentami poruszanie się po wszelkich ścieżkach czy chodnikach było nie lada wyzwaniem. Szczególnie, że wielu rodziców postawiło sobie za punkt honoru, nauczenie swoich małych pociech jazdy na rowerze. Ja już nauczyłem się jednak, że takich małych adeptów trzeba omijać szerokim łukiem, nawet kosztem zahaczenia o trawnik czy inne pobocze. Głównie ze względu na bezpieczeństwo – zarówno swoje jak i małego szkraba, który na takiej drodze jest kompletnie nieobliczalny.

wycieczka rower 3

Na szczęście tym razem obyło się bez ofiar w ludziach 😉

Za to największą nagrodą tego dnia, była niemal ociekająca potem bluza, która była dowodem na to, że to był dobrze spożytkowany dzień. A teraz gdy tak już siedzę i myślę, to wiem, że Łódź i tamtejsze zawody i tak mi nie uciekną. Pomimo, że żałuję tego, że po raz kolejny coś stanęło mi na drodze, to wiem, że tam kiedyś dotrę. Być może nawet już większą ekipą z boxa, zaprezentujemy Białystok na crossfitowej mapie Polski. A poza tym mam w planach w tym tygodniu i tak wykonać łódzkie treningi, dla własnej wiedzy i sprawdzenia mniej więcej w jakim miejscu jestem ze swoją obecną formą. Tak więc Łódź i tak będzie!