Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
BlogO wszystkimOpinie

Największe zaskoczenie lata?

dodany przezKamil Timoszuk 16 lipca 2013 2 komentarze

Czy mieliście kiedyś tak, że idziecie do kina na typowy zabijacz czasu, a trafiacie na naprawdę kapitalny film? Ja miałem tak wczoraj i nawet fakt, że nie było to kino wysokich lotów to i tak nie zmienia faktu, że był to dobrze spędzony czas.

Są czasem takie filmy, których najlepszą częścią jest ich zapowiadający parę miesięcy wcześniej trailer. Są też takie produkcje, których to właśnie zwiastun kompletnie zamazuje obraz i nie daje szansy widzowi aby przynajmniej rozpoznać na jakim poziomie będzie to kino. Do tej drugiej kategorii zdecydowanie można moim zdaniem zaliczyć oglądany wczoraj „Pacific Rim”.

Pacific Rim

Kino science fiction to nie jest ulubiony gatunek wielu widzów kina. Pojawiają się jednak czasem takie produkcje, które mają zadatki do tego, aby zmienić pogląd na tego typu widowiska u paru osób. Przed obejrzeniem Pacific Rim niespecjalnie dużo o nim czytałem czy tez dowiadywałem się. Do jego obejrzenia skłoniły mnie przede wszystkim pochlebne opinie kilku osób oraz wysokie oceny na kilku największych światowych portalach filmowych. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że obejrzenie tego filmu na swój sposób przeniesie mnie częściowo w świat jednego z najfajniejszych komiksów jakie czytałem za młodu w swoim życiu czyli Evangelion. Zarówno w komiksie jak i tym filmie cała akcja kręci się wokół potężnych robotów, walczących o ustrzeżenie ziemi przed zagładą. Tutaj jednak roboty muszą walczyć z potworami atakującymi naszą planetę o dziwo atakującymi nie z kosmosu jak to zwykle bywa, a z głębin oceanu.

Fabuła może i nie jest bardzo wyszukana ale oglądając ją naprawdę trzyma się kupy co nie zawsze w tego typu produkcjach ma miejsce. Za to jednak odpowiadał nie byle kto bo jeden z moich ulubionych reżyserów (jeśli nie ulubiony), a mianowicie Guillermo del Toro. Ten sam człowiek, który odpowiada za takie filmy jak Labirynt Fauna, Sierociniec czy też Hellboy. Jednak tym razem jego geniusz został wsparty sumą bagatela prawie 200 milionów dolarów, tak więc mógł on sobie trochę poszaleć. Oczywiście większą część tej sumy pochłonęły wszelkiej maści efekty specjalne ale po obejrzeniu tego filmu widać, że nie były to zmarnowane pieniądze. Co ciekawe wnętrza wielkich robotów, które w filmie odgrywają sporą rolę zostały naprawdę zbudowane i miały wysokość prawie 4 pięter! Jakby to powiedział klasyk: „Mają rozmach skur…” 😉

Czy w tym filmie jest coś do czego można się tak naprawdę przyczepić? Chyba tylko to, że może się on nie podobać ludziom, którzy generalnie nie czują i nie trawią tego typu produkcji. Jednak jeśli kiedyś, ktoś, gdzieś oglądał kultową Godzillę i mu się całkiem podobała to myślę, że i tą produkcję mógłby przełknąć z przyjemnością. Innym minusem w moim odczuciu jest to, że przynajmniej jedna czy dwie walki robotów z potworami mogły by się odbyć za dnia. Jako, że wszystkie z nich toczą się albo nocą albo pod wodą daje to efekt niemal wiecznego mrok, który trochę na dłuższą metę przeszkadza. Poza tym ostatnia decydująca walka logicznie rzecz biorąc powinna być najbardziej efektowna i dająca kopa widzowi, a tak nie jest. Jest wcześniej starcie, które wgniata w fotel przez co ostatnie starcie trochę blaknie. Ale to na prawdę szczegół. Tak samo jak czasami niepotrzebny czy też i trochę śmieszny patos użyty w filmie. Tu jednak wierzę autorom, że tak miało być.

Zbierając to wszystko do kupy i tak wychodzi na to, że Pacific Rim to kawał KAPITALNEGO rozrywkowego kina. Bo tak wielkich potworów ścierających się z robotami już dawno na ekranach kin nie było. A już na pewno nie w tak świetnym wydaniu jak to. Wprawdzie do końca okresu letniego jeszcze sporo zostało, ale już teraz ten film jest głównym kandydatem do największego filmowego zaskoczenia na plus tego lata. Pójdźcie na to, a nie będziecie zawiedzeni. Aha, i zostańcie w sali kinowej po pierwszych końcowych napisach, warto 🙂