fbpx
O wszystkim

Najważniejsza jest przygoda!

dodany przezKamil Timoszuk 20 stycznia 2014 0 Komentarzy

Tytułowe słowa usłyszałem parę lat temu od jednego z moich znajomych. Były one w tamtym czasie wypowiadane bardziej jako żart niż realna życiowa prawda. Jak się jednak okazało, czasem w moim życiu bywa tak, że stają się one całkiem dobrym podsumowaniem tego co się aktualnie dzieje.

Kiedy zaczynam pisać ten tekst, zaczyna się ostatnie półtorej godziny trzeciego weekendu stycznia. Przynajmniej u mnie ten czas pokazuje zegar ponieważ w Polsce jest już wczesny ranek i wiele osób zaczyna swój nowy dzień oraz tydzień. Ja natomiast przebywam w Chicago gdzie przez najbliższe dwa tygodnie zamierzam trochę odpocząć ale nie to będzie moim głównym założeniem. Plan na najbliższe dni obejmuje także poznawanie nowych miejsc oraz ludzi w tych miejscach bo jak wiadomo każdy człowiek to oddzielna historia, a wiele z nich jest warta poznania choćby w minimalnym stopniu. Zanim jednak zacznę to robić to może wspomnę kilka słów na temat tego jak wyglądało moich kilka ostatnich dni i jak znalazłem się za oceanem.

Jeśli ktoś śledził moje wcześniejsze wpisy ten wie, że planowałem wyjazd do USA choćby na krótki okras już od jakiegoś czasu. Nie planowałem jednak specjalnie tego, że dzień przed wylotem do Chicago porwę się jeszcze na jednodniowy wypad na Litwę. Po co? Dla mnie wypady na Litwę praktycznie w 99% zawsze wiążą się z koszykówką i nie inaczej było i tym razem. Dokładniej rzecz biorąc powodem był mecz Euroligi pomiędzy miejscowym Żalgirisem Kowno, a izraelskim Maccabi Tel Aviv. Wszystko to miało miejsce w hali, którą już odwiedzałem nie raz i chyba dlatego za każdym kolejnym razem kiedy tam trafiam to czuję się coraz bardziej jakbym przyjeżdżał „do siebie”.

Ja Kowno

Imprezy w Żalgirio Arena, bo tak nazywa się obiekt mogacy pomieścić ponad 19 tysięcy osób, to zawsze świetne widowiska. Już zanim trafi się na samą salę główną można po drodze napotkać na różne ciekawostki jak na przykład trochę za duże buty w jednym z korytarzy 😉

Kowno but

Ale te najciekawsze widowiska i atrakcje mają miejsce już na samej hali. Tym razem załatwiane po znajomości bilety na mecz najlepszego litewskiego klubu koszykówki pozwalały nam usadowić się na trybunie za koszem. Niektórym ludziom z naszej grupy było to jednak mało i postanowili sobie poszukać lepszych miejsc. Było to tym razem możliwe dzięki temu, że o dziwo mecz z etatowym mistrzem Izraela nie przyciągnął na trybuny kompletu widzów. Czy im się udało to oceńcie już sami na podstawie poniższych zdjęć.

Kowno 1

Mi natomiast bardzo odpowiadało miejsce siedzenia głównie ze względu na fakt bliskości niezbyt licznej ale niezwykłej głośnej i żywiołowo reagującej na wszelkie wydarzenia grupy fanów Maccabi. Za to co zrobili oni na trybunach i jak dzięki nim całe widowisko zyskało na kolorycie należą im się wielkie brawa.

Kowno 3

Ja osobiście zaś zakochałem się w ich… koszulkach. Ja od wielu już lat zbieram różne orygnalne lub niedostępne koszulki z któryh później jestem dumny i noszę je z wielką przyjemnością. Niestety ta izraelska z wielkim napisem w iście amerykańskim stylu „We Are Maccabi” nie stała się moją własnością. Żałuję tego bardzo ale być może jeszcze kiedyś nadarzy się ku temu odpowiednia okazja.

Kowno 2

Sam mecz na szczęście był kapitalnym widowiskiem, które wynagrodziło mi wszystko 😉 Poza tym jeszcze z innego powodu to była bardzo udana wyprawa ale o tym może wspomnę innym, bardziej odpowiednim razem.

Po tym zaś meczu wiedziałem, że nieuchronnie zbliża się czas mego wylotu do USA więc zależało mi na tym aby jak najszybciej dostać się do domu. Ta sztuka udała się w kilka godzin, a więc mój lot do USA nie był teoretycznie niczym zagrożony. Teoretycznie. Po zaledwie paru godzinach snu we własnym łóżku czekał mnie kolejny dzień podróży. Najpierw autobusem w gęsto padającym śniegu do Warszawy, a następnie słynnym już Dreamlinerem do Warszawy. Szczególnie tej drugiej części byłem ciekaw ponieważ chciałem poczuć na własnej skórze to czy na prawdę jest tak wielka różnica pomiędzy „normalnym samolotem”, a tym „cudem myśli technicznej”. Zanim jednak doszło do owej konfrontacji to na polskim Okęciu okazało się, że w podróży będzie mi towarzyszył niejaki „Szpila” czyli polski bokser, który za tydzień walczy w Nowym Jorku, a parę dni wcześniej został cofnięty na granicy USA. Swoja drogą to niezły kabaret ale to już inna bajka. Tak czy siak leciałem w teoretycznie niezłym towarzystwie 😉

USA LOT

A czy w dobrych warunkach? Na pewno nie gorszych niż wcześniej, starymi samolotami LOTu. Porównując te dwa standardy to na pewno trzeba przyznać wyższość Dreamlinerowi za trochę więcej miejsca na nogi oraz ekrany w zagłówkach foteli z całym systemem rozrywki umilającym podróż.

USA ekran

Najśmieszniejsze było jednak przede mną. Wszystko w dużej mierze dlatego, że mając w nogach i nie tylko nogach podróż z dnia poprzedniego na Litwę to nawet ta ilość miejsca niewiele pomagała skoro i tak nóg wyciągnąć nie można było. Ekran pomimo tego, że jest fajnym rozwiązaniem to miałem to szczęście, że przy uruchamianiu jednego z seriali po prostu się zaciął i odmówił jakiekolwiek współpracy ze mną czy stewardesami. Miło, prawda? Na moje szczęście do końcu lotu zostawały niecałe 2 godziny więc było to jak najbardziej do wytrzymania. Potwierdziło to tylko jednak moje wcześniejsze przypuszczenia przed lotem, że ten cały Dreamliner może jest i fajny ale na pewno nie tak cudowny jak się wielu ludziom wydaje. Samolot jak samolot.

W USA oczywiście na dzień dobry czekała mnie rozmowa decydująca o tym czy spędzę swój czas w Chicago czy może jednak jakiś urzędas mi tego odmówi. Ku mojemu zdziwieniu rozmowa poszła gładko bo… jej praktycznie nie było 🙂 Urzędnik z okienka jakoś chyba nie miał ochoty ze mną gadać bo tylko poprosił mnie o paszporty, wbił mi roczną wizę i życzył udanego pobytu. Jak dla mnie bomba. Szczególnie mając w pamięci moje przygody na granicy z wcześniejszych przylotów. Czyżby USA zaczęło w końcu odwzajemniać moje ciepłe uczucia jakii darzę ten kraj? Oby 😉

I tak to właśnie wyglądało w ostatnich dniach. Już w samych Stanach Zjednoczonych zrobiłem parę zaplanowanych przed wyjazdem rzeczy ale o tym napiszę obszerniej w następnych tekstach. Póki co idę spać bo dopada mnie już zmęczenie oraz mały stres. Z jakiego powodu? O tym będzie na pewno w kolejnym tekście na który ja sam bardzo czekam i co wam także radzę. Stay tuned!