fbpx
O wszystkim

Na wariackich papierach

dodany przezKamil Timoszuk 11 stycznia 2014 0 Komentarzy

Jeśli mnie pamięci nie myli to był kiedyś taki serial o identycznym tytule jak mój dzisiejszy tekst. Ja w ostatnim czasie przerabiam ten tytułowy stan na własnej skórze niemal każdego kolejnego dnia. Tym bardziej, że moja ponad dwutygodniowa ucieczka z Polski zbliża się nieubłagalnie.

Kiedy jeszcze nie wiedziałem, że dokładnie drugą połowę stycznia 2014 roku spędzę w USA wydawało mi się, że przygotowania do tego faktu będą spokojniejsze. Wydawało mi się. Teraz za to mam odczucie, że im bliżej tego to tym więcej małych ale czasem niezwykle irytujących rzeczy mam do ogarnięcia. Weźmy tu na przykład głupią receptę. Wczoraj w dniu swoich urodzin spędziłem ponad 2 godziny w swojej okolicznej przychodni aby otrzymać przedłużenie recepty na witaminę, którą muszę brać raz w miesiącu do końca swego życia. Niby prosta rzecz, a jak się okazało dla niektórych nie do wykonania. Pielęgniarkę i lekarza przerosło poświęcenie dosłownie 1-2 minut aby dokonać tego faktu, który muszę wykonywać raz w roku bo na tyle wystarcza rzeczona recepta. I właśnie dlatego w poniedziałek czeka mnie kolejna wizyta w tym kołchozie. Już na samą myśl o tym trzęsę się z… radości 😉

Inną nie mniej ważną sprawą jest załatwienie sobie zastępstwa w pracy na okres mojej nieobecności plus pozałatwianie innych spraw stricte zawodowych. To również na razie idzie opornie bo niektórzy nawet za wynagrodzenie im tego finansowo nie są skłonni do pomocy. No ale cóż, ich wybór. Ja koniec końców kogoś znajdę na swoje miejsce i polecę z głową wolną od tego typu problemów.

Inną sprawą jest bagaż, który muszę zabrać ze sobą za wielką wodę. Na początku miałem też pomysł na to, żeby wziąć minimalny bagaż aby móc jak najwięcej przywieźć ze sobą. W końcu jadę w dużej mierze na zakupy, bo mam już powoli serdecznie dość chodzenia w większości ubraniach za dużych o jeden, dwa, a nawet i trzy rozmiary. Jak się jednak okazuje do USA walizka także będzie dobrze napakowana. A to jakimiś prezentami dla rodziny, a to dla jakichś znajomych mieszkających w USA. Niby każdy chce przekazać „tylko trochę” lub też „tylko niewielką przesyłkę”. Jednak jak to wszystko zbierze się do kupy to nie wiem czy zmieszczę się w limicie wagowym, który największy niestety nie jest 🙂

Samo pakowanie także będzie trochę utrudnione. Tu jednak mogę mieć „pretensje” tylko i wyłącznie do siebie. Dlaczego? Nikt mi przecież nie kazał fundować sobie małego maratonu podróżnego jaki będzie miał miejsce od czwartkowego popołudnia. Dlaczego od czwartkowego skoro lecę dopiero w piątek? Otóż zachciało mi się jeszcze dzień wcześniej wyskoczyć na Litwę z racji wyjazdu na mecz koszykarskiej Euroligi pomiędzy Żalgirisem Kowno, a Maccabi Tel Aviv. Nie zwykłem odpuszczać takich smaczków 😉 Jednak dzięki temu moja czwartkowo-piątkowo-sobotnia podróż będzie wyglądać tak: Białystok – Kowno – Białystok – Warszawa – Chicago. Wszystko w myśl zasady „w życiu najważniejsza jest przygoda!” 🙂

Zastanawiam się też czy aby przypadkiem zima zarówno ta w Europie lub co gorsza w USA nie dołoży jeszcze czegoś od siebie. Śledzę jednak na bieżąco doniesienia na jej temat i nic nie zapowiada jakichś dodatkowych atrakcji. Póki co 😉 Ważne jest to, że na nudę czy też brak zajęć i atrakcji w najbliższym czasie narzekać raczej nie będę miał prawa. I o to chodzi!