fbpx
O wszystkim

Na półmetku odpoczynku

dodany przezKamil Timoszuk 25 maja 2013 1 Komentarz

Nie sądziłem, że przerwa w treningach z każdym kolejnym dniem zacznie mi tak doskwierać. Dziś właśnie mija 10 dzień kiedy to trwa mój okres regeneracji i nabierania sił przed kolejnymi 3-4, jakby nie patrzeć wakacyjnymi, miesiącami zasuwania.

Kiedy w ostatni dzień na siłowni już ponad tydzień temu kończyłem swój trening czułem, że organizm mówi mi dość. Może nawet nie tyle dość, co bardziej stop. Przynajmniej na chwilę. A jako, że swojego organizmu wkurzać za bardzo nie chcę, bo czasami potrafi być złośliwy, to nie pozostało mi nic innego jak się go grzecznie posłuchać. I takim oto sposobem moja noga nie postała w siłowni już jakiś czas. Nie byłbym jednak sobą gdybym kompletnie położył się do góry brzuchem i w okresie beztreningowym kompletnie nic z sobą nie robił. Moje wewnętrzne nagromadzenie energii by chyba mnie rozsadziło od środka 🙂

Tu z pomocą na pewno w największym stopniu przyszedł rower. Zakup do którego zbierałem się, żeby nie skłamać, dobre 3-4 lata w końcu doszedł do skutku. Teraz jedynym pytaniem jakie sobie mogę zadawać to dlaczego tak późno? Ale jak to mówią lepiej późno niż wcale i tej wersji będę się trzymał. Nie spodziewałem się, że ten środek transportu sprawi mi tyle frajdy i będzie swoistym nowym wyzwaniem. Wyzwaniem w postaci poszukiwaniu w Białymstoku i okolicach ciekawych miejsc gdzie można sobie pojeździć. Wyzwaniem też w postaci mobilizacji lub zgrania się z paroma osobami żeby wybrać się gdzieś razem na dwóch kółkach. Nie wiedziałem, że taka forma spędzania czasu może być tak fajna. Na szczęście już wiem. Poza tym Białystok zwiedzany na rowerze nocą ma zdecydowanie swój urok. Szczególnie, że jest mniej ludzi na chodnikach i samochodów na ulicach. Dzięki temu można się bardziej skupić na tym co jest dookoła niż na tym co tylko i wyłącznie przed tobą.

Wracając jeszcze do mojego odpoczywania i siłowni to może dziwnie to brzmi ale chyba trochę się stęskniłem za tym miejscem. Jeśli ktoś nigdy nie był w tym miejscu to mogę je opisać następująco. Jest to zdecydowane przeciwieństwo dużych sieciowych siłowni, potocznie nazywanych „fabrykami”. Nic im nie umniejszając pod paroma względami to jednak w Atlecie jest naprawdę fajny klimat, którzy tworzą na prawdę fajni ludzie. Nic dziwnego, że niektóre osoby, które tam uczęszczają robią to niemal od samego początku istnienia tego miejsca czyli żeby nie skłamać już kilkanaście lat. Mnie osobiście nie raz do przyjścia w to miejsce motywował fakt, że spotkam tam po prostu fajnych, pozytywnych i sympatycznych ludzi z którymi będzie można fajnie pogadać. Rzecz jasna już po treningu! Na przykład podczas jedzenia śniadania czy obiadu na recepcji 😉

Wczoraj zaś okazało się, że nie tylko ja sam widzę efekty swoich zmian w życiu ale widzą je tez inni. Będąc na ostatnim w tym sezonie występie Stand Up w Białymstoku jedną z jakiś już czas niewidzianych koleżanek zareagowała na mój widok w stylu „ale ty jesteś wychudzony” 🙂 Wiem o tym Ula, dzięki! 😉 Ciekawe co powie kiedy ostatecznie osiągnę swój cel. Poza tym usłyszałem miłe słowa na temat swojej determinacji i generalnie moim dążeniu do celu. Co ciekawe padły one z ust pewnego małżeństwa, które BARDZO lubię, a przede wszystkim od osoby z której to właśnie większość ludzi powinna brać przykład. Mam nadzieję, że Robert się za to nie obrazi ale muszę to napisać.

Kiedy go poznawałem po raz pierwszy przez naszych wspólnych znajomych podczas jakiejś imprezy wydawał mi się po prostu fajnym kolesiem. Śmiechy, chichy, gadki, pewnie alkohol i tak jakoś czas mijał. Dopiero po dobrych kilku godzinach dotarło do mnie, a wręcz uderzyło w głowę pewne moje spostrzeżenie, które rzuciło mi się w oczy. Mianowicie Robert nie ma nogi, którą jak się później dowiedziałem stracił w wypadku samochodowym. Wyobrażacie siebie w takiej sytuacji? Bo ja pomimo, że przeszedłem już sporo, to ni cholery nie potrafię się w czymś takim odnaleźć. Robert zaś sprawia wrażenie jakby to nie było nic wielkiego. Ot jakaś tam chwilowa niedogodność, którą już teraz powoli zaczyna rekompensować proteza. Przy tym wszystkim ma taką pogodę ducha i wychodzącą z siebie pozytywną energię, że każdemu bym czegoś takiego życzył. Innymi słowy jeden wielki szacun. Co więcej, od czerwca Robert, tak jak się wczoraj już wstępnie umówiliśmy, wpada razem ze mną na siłownię do Atlety i robi tam spustoszenie 😉

W takiej sytuacji mam ochotę zadać paru osobom pytanie – A jaką Ty masz wymówkę, żeby nie trenować czy wziąć się za siebie?!

I tak to właśnie wygląda moje odpoczywanie od treningów. Dziś w ramach kuracji psychicznej wieczór z futbolem w TV czyli finał Ligi Mistrzów – Bayern Monachium vs. Borussia Dortmund. Miałem tradycyjnie już wybrać się rowerem ale przez mocno niedogodną dziś aurę będę musiał sobie odpuścić. Tak czy siak, jeśli ma ktoś ochotę to niech wpada do białostockiej Verandy gdzie będziemy się relaksować 😉