Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
O wszystkim

Na pogrzebie wypada być

dodany przezKamil Timoszuk 25 stycznia 2017 0 Komentarzy

W życiu każdy popełnia błędy. Każdemu zdarza się czegoś nie wiedzieć, czegoś nie zrobić lub po prostu zmarnować szansę. Jeśli jednak robi się to notorycznie od wielu lat, a cierpią na tym niewinni ludzie, a pomimo tego rżnie się głupa i udaje, że wszystko jest OK, to coś tu jest nie halo. Bardzo nie halo.

Po tak enigmatycznym wstępie pewnie niewielu z was będzie wiedziała o czym piszę i co mam na myśli. Szczególnie dlatego, że temat na jaki chcę zwrócić dziś waszą uwagę nie pojawia się tu często. I jest to dziwne nawet dla mnie, bo gdy rozpoczynałem pisać tego bloga to myślałem, że teksty na tematy koszykarskie będą się tu pojawiać znacznie częściej. Wnioskowałem to głównie z dwóch powodów. Z jednej strony koszykówka to moja pierwsza prawdziwa pasja jaka pojawiła się w moim życiu. Po drugie, zaczynając tworzyć tego bloga, nie wiedziałem, że CrossFit stanie się tak ważny. W wyniku tego stało się coś czego jeszcze kilka lat temu bym kompletnie nie podejrzewał, a mianowicie basket odszedł gdzieś na znaczny margines moich zainteresowań.


Wszystkie fotki w tym tekście są dzięki uprzejmości Piotrka Kieplina, etatowego fotografa Anwilu Włocławek

Na taki stan złożyło się wiele rzeczy, ale brak czasu i po prostu życie to był tylko jeden z nich. Drugim było to, że po prostu miałem serdecznie dość. Bo musicie wiedzieć, że fanem baskety stałem się w połowie lat 90-tych ubiegłego wieku (fajnie to brzmi 😉 ). W czasach, kiedy koszykówka w Polsce była u szczytu swojej popularności. Składało się na to wiele czynników jak na przykład transmisje z ligi NBA w otwartych kanałach telewizji o normalnych porach. W tamtych czasach nie było chyba dzieciaka, który nie znał by zwrotu komentującego mecze Włodzimierza Szaranowicza „Hej Hej tu NBA!”. Kolorowy i niezwykle ciekawy produkt pokazywany na małych ekranach telewizorów owocował tym, że wręcz wypadało wtedy choć trochę się na tym znać. Wielu młodych ludzi chciało być Michaelem Jordanem czy innym Shawnem Kempem. Dlatego też kluby szkolące młodych koszykarzy w tym kraju nie miały specjalnego problemu z naborami kolejnych roczników. Starsze osoby chcąc natomiast poczuć na żywo tę magię koszykówki, chodziły na mecze ligowe polskiej ekstraklasy czy też nawet niższych lig.

Jeśli do tego dorzucimy fakt, że w podczas EuroBasketu w 1997 Polska wywalczyła sobie bardzo dobre 7 miejsce, to mamy obraz niemal sielanki. Obraz znakomitego gruntu, który jeśli byłby dobrze zasiany w tamtym okresie, to plony tego zasiewu moglibyśmy zbierać do dziś. Niestety w polskim baskecie od niemal 20 lat brakuje dobrych gospodarzy. Co jeden nowy to gorszy. Kolejne zaś lata mijają, kolejne szanse w postaci EuroBasketu w Polsce lub wielkiej gwiazdy jak na polskie warunki Marcina Gortata, są koncertowo marnowane. Silną markę z silnymi ligami na czele, potrafiły zbudować zarówno siatkówka, piłka ręczna jak i nawet piłka nożna, która przez wiele lat była tak samo kochana co nienawidzona. No może liga piłkarska mocna nie jest, ale marketingowo stoi nie najgorzej. A w efekcie tego, cały polski basket z Polską Ligą Koszykówki na czele, jest na skraju przepaści. Powiedziałbym, że jest to trochę taki samobójca, który podciął sobie delikatnie żyły i patrzy na to jak powoli sączy mu się krew z ręki. Co jednak w tym najgorsze, nie ma on ochoty sam sobie pomóc, ani nie dopuszcza do siebie nikogo, kto chciałby to zrobić. Bo według niego wszystko jest OK. A gówno prawda, bo nie jest!

Ten mój dzisiejszy wywód powstaje bez wątpienia na fali przeczytania dwóch tekstów i przesłuchania jednej fajnej, choć nie wiem czy to prawidłowe określenie w tym kontekście, rozmowy. Są to jedne z ciekawszych, najlepiej punktujących tą całą degrengoladę materiałów, jakie czytałem lub słuchałem nie w ostatnim czasie, ale chyba kiedykolwiek. Jako pierwszy w poniedziałek rozpoczął swoim materiałem dyskusję Kosma Zatorski. Człowiek z Zielonej Góry, którego warsztat dziennikarski sobie bardzo cenię. Podziwiam go też za to, że dopiero teraz zebrało mu się na tak szczery do bólu materiał, bo pewnie zbierało się to w nim wszystko od dawna. Zresztą co ja będę gadał – po prostu przeczytajcie to TUTAJ. A dla reszty z was, małe cytaty z tego naprawdę kapitalnie celnego tekstu:

Wspomnę tylko jedną z marketingowych akcji ligi, bo przecież nie było ich wiele – Suzuki Drive Miesiąca. Ktoś wpadł na pomysł, żeby kibice wybierali najlepsze wejście pod kosz każdego miesiąca. Nagrodą główną na zakończenie sezonu był skuter. Nie dla wybierającego kibica, lecz dla autora najlepszej akcji. A przecież konkurs powinien być zrobiony z myślą o atrakcyjnej nagrodzie dla głosujących, nie dla koszykarza, którego spokojnie stać na taki skuter. To tak, jakby w konkursach o wielką forsę w ogólnopolskich rozgłośniach radiowych walczyli dziennikarze, nie zaś dzwoniący do radia słuchacze.

Liga, która ma duże wymagania wobec klubów, nie ma zaś wymagań do siebie. U niej pojęcia marketing, social media manager, event manager – nie istnieją. Zastanawiam się, co starano się przekazać na nieistniejących już szkoleniach dla media managerów w Spale, skoro liga sama nie ma zielonego pojęcia, jak swoje social media prowadzić? Do tego wcale nie potrzeba wielomilionowego budżetu.

Dzień później właśnie z Kosmą Zatorskim gadał Paweł Łakomski. Chłopak ze Słupska, który bez wahania powiem, że jest jednym z największych pasjonatów polskiego basketu jakich kiedykolwiek poznałem. Nie ze wszystkimi jego poglądami czy opiniami się zgadzam, ale serca do tego sportu nie można mu odmówić. Na łamach jego portalu czyli Ofens.Co, można posłuchać dosyć smutnej rozmowy właśnie z Kosmą, gdzie panowie rozmawiają o tym w jakim miejscu, a bardziej w jak głębokiej dupie jest polski basket. Niektóre fakty jakie w niej przytaczają, są nawet dla mnie, wieloletniego pasjonata koszykówki, po prostu zatrważające.

Tytułowy cytat nie może być bardziej celny w odniesieniu do tego tematu.

Na sam koniec głos dziś zabrał jeszcze jedne człowiek. Ktoś kto na co dzień nie interesuje się polskim basketem, bo jego konikiem jest NBA oraz inne silne ligi. Jednak dla Przemka Kujawińskiego wcale to nie przeszkodziło, aby dorzucić swoich 5 groszy prosto niemal zza oceanu. Przemek w kapitalny sposób porównuje ligę do… pięknej kobiety w barze. Co z tego wynikło? Szczerze zachęcam was do sprawdzenia tego TUTAJ, a resztę was zostawię z tym cytatem:

Naprawdę bardzo łatwo powiedzieć „nie mamy na to pieniędzy”, „tego u nas się nie da” czy „to nie dla nas”. Nie chcę tego słuchać. Chcę wiedzieć, na co są pieniądze, co się u nas da zrobić i co jest dla nas. Na obiad chcę emocji, na deser idei. Nie musisz na każdym kroku powtarzać, że nie jesteś NBA a do tego wszyscy rzucają Ci kłody pod nogi. Zacznij od idei, a potem buduj ją na to, co masz. NBA nie wyrosła z pieniędzy. Wyrosła ze snów. Ty powiesz, że to Magic, Bird i Jordan wyciągnęli ją z kryzysu. Ja powiem, że to idee i wizja Davida Sterna dały im na to szansę. Nie ma idei, której nie można realizować za darmo. Pieniądze są jedynie katalizatorem, nigdy warunkiem koniecznym. Co więcej, obiecuję Ci, że kiedy pojawią się idee, pojawią się też pieniądze. To zawsze dzieje się w tej kolejności.

Nie sądziłem, że gdy nadarzy mi się sytuacja pisania o koszykówce w tym miejscu, będę to robił w takim klimacie. Jednak cytując klasyka „taki mamy klimat” i cholera, nie widzę żadnych przesłanek, że zmieni się on na lepsze w najbliższym czasie. Dlatego ze swojej strony spuszczam kurtynę milczenia, by po prostu zachować się ciszej nad tą trumną.