fbpx
CrossFitO wszystkim

Motywacja jest wszędzie!

dodany przezKamil Timoszuk 7 maja 2013 5 komentarzy

W ostatnim czasie zauważyłem, że zacząłem budzić ciekawe reakcje czy odczucia u innych ludzi. Spośród paru różnych na pierwszy plan wysuwa się chyba ciekawość. Najdziwniejsze dla mnie jest jednak w tym fakcie to, że budzi się ona u osób, które wydaje mi się że i ja dobrze znałem i one mnie dobrze znały. Jak widać mylić się jest rzeczą ludzką.

Do tego wszystkiego myślę, że jest to specyficzny rodzaj ciekawości. Głównie dlatego, że wiele osób z tych o których teraz myślę obserwuje moje poczynania na tym blogu więc mnie więcej wie jak to wszystko się odbywa i co dokładnie się odbywa. Na żywo zaś następuje dopytywanie połączone ze zdumieniem. Chyba najczęściej przewijającymi się tematami w naszych rozmowach o nazwijmy to okresie jaki teraz przechodzę jest fakt, dlaczego to robię i skąd biorę motywację.

Na to pierwsze pytanie, przyznam się szczerze na początku miałem tak naprawdę kłopoty z odpowiedzią. Później jednak kiedy zacząłem się nad tym tak naprawdę zastanawiać na spokojnie w domu, to wszystko sprowadzało się do jednego wniosku – chcę być lepszym człowiekiem. Tak po prostu. Dla niektórych może to zabrzmi strasznie górnolotnie ale taki jest fakt. Zresztą każdy ma możliwość i w moim odczuciu wręcz niepisany obowiązek aby dążyć do podobnych celów. Aby być lepszym, sprawniejszym, mądrzejszym czy wiele innych pozytywnych –szym 😉 Poza tym to nie musi się sprowadzać tylko i wyłącznie do sportu czy diety. Takie podejście można zastosować w praktycznie każdej dziedzinie życia. Wystarczy tylko sobie odpowiedzieć na pytanie w czym chcę być lepszym i jakimi środkami czy sposobami mogę to osiągnąć. A później trzeba po prostu zacząć działać.

Drugą przeszkodą jaką sobie stawiają moi rozmówcy jest to, że im się nie chce oraz, że brakuje im motywacji. Dla mnie oba te pojęcia są już trochę abstrakcją, ponieważ od dłuższego już czasu „przestawiłem swoją głowę” na zupełnie inne myślenie. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że nie tworzę sobie w głowie kolejnych przeszkód w drodze do wyznaczonego celu. Najczęściej takimi przeszkodami są proste wymówki lub wyimaginowane problemy. Bo kto z nas nie zna myśli typu: „nie chce mi się”, „nie mogę”, „nie dam rady” czy inne w tym stylu. Praktycznie w 99% są to tylko usprawiedliwienia dla naszego lenistwa. Czy jednak to, że poradziłem sobie z takimi trudnościami oznacza, że nie mam tak zwanych gorszych dni? Oczywiście, że nie. Mam je może rzadziej niż wcześniej ale na pewno mi się zdarzają. Robię jednak wtedy wszystko aby im się całkowicie nie poddać. Jeśli jakimś zbiegiem okoliczności na przykład nie chce mi się iść danego dnia na trening to nie pozwalam sobie na to. Jedynie na samym treningu mogę przez jeden czy dwa dni nie dać z siebie wszystkiego w ramach pójścia na pewien kompromis. Choć nie wiem czy to jest na pewno dobry kompromis skoro później dopada mnie „potreningowy kac moralny” 😉 I to jest bardzo dobry bodziec, żeby następnym razem zasuwać na pełnych obrotach.

A skąd brać motywację na takie działanie? O tym już pisałem jakiś czas temu. Były to sprawdzone przeze mnie sposoby, które działają dobrze ale jeśli komuś mało to mogę wymieniać dalej bo to akurat nie jest problemem. Głównie dlatego, że motywacja jest w moim przekonaniu wszędzie, trzeba tylko wiedzieć czego się chce. Przykład? Proszę bardzo, pierwszy z brzegu.

Na siłowni gdzie uczęszczam od pewnego czasu wisi pewna tablica. Wygląda ona tak.

Tablica CrossFit

Każdego dnia, Arek rozpisuje na niej treningi crossfitowe przede wszystkim dla Atleta CrossFit Team czyli pierwszej białostockiej grupy crossfitowej. Jednak każdy kto ma ochotę i możliwości może owe treningi wykonywać. Ja na chwilę obecną mam tylko chęci, tylko póki co możliwości czysto fizycznych JESZCZE brak. Jednak niemal codzienne oglądanie tej tablicy sprawia, że rośnie we mnie ochota dojścia do przynajmniej takiego poziomu, aby móc każdego dnia wykonywać każdy WOD jaki tam będzie rozpisany. Tak samo zresztą motywują mnie ludzie z CrossFit Atleta Team, których oglądanie często budzi we mnie swego rodzaju zazdrość. Ale nie taką w polskim stylu podszytą jadem i zawiścią. Mam tu bardziej na myśli taką motywującą zazdrość, która pokazuje mi pewien cel do którego teraz dążę. To jest naprawdę dobra rzecz.

Zresztą motywację można także samemu sobie stwarzać. Ja dziś pomimo założenia rzadszych niż ostatnio ważeń się, dziś złamałem tę zasadę. Jednak dzięki temu okazało się, że kolejne 2 kilogramy w stosunku do ubiegłego tygodnia poszły w niepamięć. Tak więc tym samym pękła właśnie moja pierwsza 10kg zbędnego balastu jaki zrzucam. Można? Jak widać można! I nawet specjalnie nie boli 😉

Tak więc ludzie! Przestańcie narzekać czy znajdywać sobie wymówki. Róbcie to co lubicie i to co w czym chcecie być lepsi. Nawet jeśli coś wymaga jakiegoś poświęcenia to ja już w ciemno mogę wam powiedzieć, że warto! Radość z osiągniętego przez siebie samego celu jest nieporównywalna do ewentualnych przeszkód jakie można spotkać po drodze. Do dzieła!