Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
O wszystkim

Moje małe rozliczenie z przeszłością

dodany przezKamil Timoszuk 26 maja 2013 8 komentarzy

Dzisiejszy temat na jaki chcę napisać leży na mojej liście „must write” od dawna. Dlaczego o nim wcześniej nie było? Nie ukrywam, że trochę się go obawiałem z kilku powodów. Głównie dlatego, że na swój sposób znowu dziś będę grzebał w swojej przeszłości. A to nie zawsze musi być przyjemne.

Czy słyszeliście kiedyś takie określenie, które mówi o tym, że „otyłość to choroba rodzinna”? Zapewne nie bo i niby skąd. Ja natomiast słyszałem kilkukrotnie i z doświadczenia już wiem, że mogę pod tym się podpisać obiema rękami. Co więcej o tym lub bardzo podobnym tytule (wyleciał mi z głowy) jest nawet cała książka. Najważniejsze jest jednak to, że to zdanie ma niesamowite przełożenie na życie. A co gorsza jest sprawcą mega wielu problemów których przez długi czas człowiek nie jest kompletnie świadomy.

Zacznę może jednak od początku czyli od rozwinięcia tego zdania. Otóż w dużym skrócie chodzi o to, że gdy ktoś jest otyły (nie mylić z paroma kilogramami nadwagi) to nie jest winna tylko ta dana osoba. W równym stopniu, a może i nawet większym, odpowiedzialne są za to jej najbliższe osoby z rodziną i przyjaciółmi na czele. Dlaczego? Otóż dlatego, że bardzo źle w naszym i pewnie nie tylko naszym kraju jest pojmowanie miłości do drugiego człowieka, a szczególnie do dzieci. Przejawia się to bezkrytycznym patrzeniu na drugą osobę nawet w sytuacji gdy właśnie tej osobie dzieje się mniej lub bardziej pośrednia krzywda. W przypadku otyłości pierwszym przykładem, jaki przerabiałem na własnej skórze, jest dokarmianie dziecka bez ładu i składu. To chyba znak każdy jak babcie, dziadkowie czy inne ciotki z wujkami chcą dogodzić małemu i jeszcze nie kumającemu życia człowiekowi. Polega to głównie na podsuwaniu pod paszczę kolejnych smakołyków w różnej postaci.

I w wielu przypadkach nie ma to praktycznie żadnych skutków ubocznych ponieważ mały człowiek ma taka przemianę materii, że wszystko spala na pniu. Niestety są też takie osoby jak ja, które nie mają tej przyjemności i od pierwszych lat życia musiały uważać na to co jedzą. Wiem to teraz jednak z wieloletniego doświadczenia. Wtedy zaś trwało momentami prawdziwe tuczenie jak świniaka. Do dziś mam przebłysk szczególnie jednej sytuacji jak zostałem pod opieką dziadków i pofolgowałem sobie z jedzeniem mając zaledwie kilka lat. Efektem tego było to, że w nocy o mały włos, a zadławiłbym się własnymi wymiocinami z tego całego przejedzenia. Najgorsze jest w tym jednak to, że cała rodzina powinna być mądrzejsza ode mnie i widzieć co się dzieje. Ci ludzie mają ode mnie po kilkadziesiąt lat więcej! Ja przecież nie przybrałem na wadze w ciągu roku czy dwóch. U mnie to trwało latami.

Ze znajomymi było podobnie, choć na pewno nie tak samo. Ja raczej nigdy nie narzekałem na permanentny brak ludzi dookoła siebie. Jak mi kiedyś ktoś to uświadomił wynika to pewnie z mojego pozytywnego nastawienia do świata. Teraz z perspektywy czasu wiem, że wiele tych znajomości było bardzo powierzchownych. Myślę jednak, że wtedy dawały mi poczucie, że sytuacje jest OK i że nic złego się nie dzieje. Przecież od znanej mi osoby nigdy wprost nie usłyszałem, że jestem gruby, spasiony czy coś w tym stylu. Zawsze relacje były OK, a nawet lepiej. Nie zapomnę też nigdy jak kiedyś na okresowym badaniu w szkole, lekarz otworzył oczy ze zdziwienia kiedy usłyszał, że mam jakichkolwiek znajomych. Wtedy mnie wkurzył swoim zachowaniem ale teraz z perspektywy czasu po części rozumiem jego reakcję (ale nie brak profesjonalizmu). Oczywiście nie raz zdarzało mi się za to słyszeć nieprzychylne komentarze na swój temat od osób postronnych na ulicy, w autobusie czy innym publicznym miejscu. Wtedy nie było mi specjalnie do śmiechu ale teraz wiem, że po części mogę im za to podziękować. Dlaczego? Ponieważ dzięki takim sytuacjom mam lepszy, bardziej wytężony słuch. Wiem jak to śmiesznie brzmi ale tak właśnie jest. Potrafię słyszeć wiele rozmów o czym wiele osób nawet nie wie ku ich nieszczęściu 🙂 Poza tym takie inwektywy rzucane spod nosa albo za plecami w moją stronę bardzo mnie znieczuliły generalnie na opinie ludzi. Innymi słowy, w tej chwili ten kto mnie zna ten wie, że po pierwsze bardzo ciężko mnie naprawdę wkurzyć, a po drugie, że wielu rzeczy po prostu nie biorę do głowy. Dzięki temu żyje się naprawdę lepiej.

To wszystko jednak wynikło z tego, że nikt z moich bliskich w odpowiednim czasie nie odważył się powiedzieć mi wprost o moim problemie, którego ja być może nie widziałem. Na pewno nie widziałem! Nawet gdy jeździłem do sanatorium „Słoneczko” w Kołobrzegu to za pierwszym czy drugim razem nie do końca wiedziałem dlaczego jestem tam wysyłany. Teraz ta cała sytuacja wydaje mi się lekko kuriozalna ale tak właśnie było.

Czy jednak z perspektywy czasu mam jakiś żal do swojej rodziny czy znajomych? Nie, raczej nie. Tylko widzę, że moja sytuacja i moja rodzina mogłaby spokojnie posłużyć za podstawę do napisania książki o tym problemie. Zresztą podobnie można by napisać o innych chorobach uzależnieniowych jak alkohol czy narkotyki. Tam też często rodziny długo nie reagują bo na przykład zamiatają sprawy pod dywan. Tylko, że z jedzeniem jest trudniej. Dlaczego? Ponieważ po alkoholu czy narkotykach negatywne skutki przychodzą znacznie szybciej i bardziej rzucają się w oczy wbrew pozorom. A jedzenie? Je przecież każdy więc uchodzi to za coś normalnego. Ale jak tu mówić o normalności skoro ja dobiłem w swoim chorym wyścigu do ponad 200 kilogramów wagi?

Na szczęście ten etap jest już za mną i zrobię wszystko aby nigdy nie wrócił. Zbyt wiele wysiłku, poświęcenia i determinacji włożyłem w to, żeby ogarnąć swoje życie. Teraz wystarczy tego nie spieprzyć. A wy ludzie, rozejrzyjcie się dookoła po swoich znajomych czy rodzinie. Może ktoś z nich potrzebuje waszej pomocy. Jeśli zaś zobaczycie taka osobę i świadomie jej nie pomożecie to zastanówcie jak wam się będzie żyło ze świadomością, że jesteście na swój sposób współwinni problemów tej osoby. Podobno bliskiej wam osoby.