fbpx
Foto & VideoMoje kadryO wszystkim

Moje kadry: Żubry vs. AK Legia

dodany przezKamil Timoszuk 19 stycznia 2020 0 Komentarzy

Historia lubi się powtarzać. Nie ma tu jednak znaczenia czy jest to historia z czy bez happy endu. Czy tegoroczna przygoda koszykarzy Żubrów Białystok z rozgrywkami 2 ligi będzie miała dobre zakończenie?

Ciężko jest odpowiedzieć na tak postawione pytanie w połowie stycznia. Na tym etapie rozgrywek widać jednak ewidentnie kilka znaczących różnic pomiędzy ubiegłoroczną, a tegoroczną drugoligową przygodą. Różnicą jest przede wszystkim to, że Żubry Białystok nie są stawiane w gronie faworytów do awansu do wyższej klasy rozgrywkowej w tym roku. I nie ma się co z tym faktem kłócić, bo było to już wiadome od dłuższego czasu, że tak właśnie będzie. W sumie już od przerwy pomiędzy rozgrywkami kiedy to zostało wymienionych sporo zawodników.

Pomimo jednak tych zmian, ekipa z Podlasia w dalszym ciągu należy do czołowych zespołów w grupie B. To sprawia, że wiele meczów z rywalami o mniejszym potencjale jest już niemal rozstrzygnięta przed wejściem na parkiet obu zespołów. I OK, można mówić, że to jest sport, a przez to wszystko jest możliwe. Jednak realia są takie jakie są.

W starciu z Akademią Koszykówki Legii Warszawa oznaczało to w sumie tylko jedno – porażka gospodarzy w tym meczu mogła być uznana za sensację. Do tej jednak nie doszło i praktycznie nie było chwili w której wygrana Żubrów była zagrożona. Goście z Warszawy tego dnia nie mieli żadnych argumentów w starciu z faworytami i przez cały mecz nie prowadzili z nimi nawet przez krótką chwilę. Koszykarze Żubrów zaś punktując regularnie i wypunktowując kolejne błędy rywali, z minuty na minutę powiększali swoją przewagę. Finalny wynik 98:62 nie pozostawia żadnych złudzeń kto dominował w tym spotkaniu.

Po takim meczu jednak warto jest zadać sobie pytanie. Czy takie starcia cokolwiek dają zespołowi, który chciałby myśleć o tym, że przynajmniej teoretycznie, jest w stanie powalczyć o coś więcej? Już rok temu był przerabiany podobny scenariusz, który nie muszę chyba przypominać jak się zakończył