fbpx
Foto & VideoMoje kadryO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Lechia

dodany przezKamil Timoszuk 16 grudnia 2019 0 Komentarzy

Syndrom „nowej miotły” w sporcie to coś czego nikt jeszcze dokładnie nie udowodnił, a masa osób w to wierzy. A robi to, bo co jakiś czas pojawia się przykład, który wydawałoby się, że potwierdza tę tezę. Najnowszy z nich? Rafał Grzyb w Jagiellonii Białystok.

Po tym jak tydzień temu białostocki klub przegrał w żenującym wręcz stylu z Zagłębiem Lubin coś pękło. Cezary Kulesza oraz dotychczasowy trener Ireneusz Mamrot uznali, że to już najwyższy czas zakończyć tę 2 i pół letnią współpracę. Przygodę, którą można różnie oceniać, ale na pewno nie był to tylko zły, czy tym bardziej zmarnowany czas. Po prostu zbyt długo trwał swego rodzaju kryzys, którego trener nie potrafił zażegnać. I to w sezonie, przed którym Cezary Kulesza sięgną trochę głębiej do kieszeni.

Czy ten sezon da się jeszcze uratować i co w ogóle oznacza w przypadku Jagiellonii Białystok „uratowanie sezonu”? To są pytania na które nie ma łatwych odpowiedzi. Jednak na chwilę obecną najważniejszym problemem do rozwiązania pozostaje fakt, kto na wiosnę zasiądzie na ławce trenerskiej białostockiej ekipy. W starciu z zawsze niewygodną Lechią Gdańsk zrobił to dotychczasowy asystent i były zawodnik czyli Rafał Grzyb. Mało kto się jednak spodziewał, że „prowadzony” przez niego zespół, rozegra tak dobre spotkanie. OK, oczywiście to nie jest tak, że w kilka dni Jagiellonia Białystok stała się autorskim projektem tymczasowego szkoleniowca. Jednak oglądając świetnie grającą i niemal dominującą na boisku Jagę, śmiało można było wpaść na pytanie – a czy nie można było tak wcześniej?

Walka, zaangażowanie, pressing, „jeżdżenie na tyłkach”, pomysł, skuteczność – to tylko niektóre z tych cech jakie doprowadziły do zdobycia trzech goli w meczu z Lechią dających trzy punkty w ligowej tabeli. Jesus Imaz nagle odblokował się po serii bezbarwnych, lub czasem wręcz beznadziejnych spotkań. Dwa gole, w tym jeden z karnego, przypomniały kibicom tego Jesusa, który czarował swoją grą na początku sezonu. Patryk Klimala mógł, a w kilku sytuacjach niemal powinien, dołączyć do kolegi i wykorzystać kilka praktycznie stuprocentowych okazji na gola. Zamiast niego na listę strzelców wpisał się za to Tomas Prikryl, który świetnym strzałem zza pola karnego ustalił końcowy wynik na 3:0.

Czy to oznacza, że zespół z Podlasia odetchnął? Na pewno pokazał, że jest w nim potencjał większy, aniżeli by na to miało wskazywać obecne miejsce w tabeli (8). W tym roku kalendarzowym pozostał Jadze jeszcze do rozegrania mecz Górnikiem Zabrze już za niecały tydzień. Być może dla niektórych graczy będzie to ostatni mecz z „Jotką” na piersi. Których? Tego teraz nie wie nikt, choć plotek na pewno nie brakuje. Tak samo jest w temacie nowego trenera, który niebawem ma się pojawić na Podlasiu. Najważniejsze jednak aby obecna „nowa miotła” była na tyle skuteczna by zapewniła „czyste” i w miarę radosne święta w Białymstoku.

Pod spodem zostawiam zaś parę kadrów z ostatniego w tym roku wieczoru przy Słonecznej w Białymstoku.