fbpx
O wszystkim

Moja prywatna droga trwa

dodany przezKamil Timoszuk 6 lipca 2013 2 komentarze

Wszelkie zmiany jakie chcemy zaprowadzić w naszych życiach wymagają poświęceń. Mniejszych bądź większych ale jednak trzeba realnie zacząć działać aby dotychczasowy stan rzeczy uległ zmianie. Kiedy to się dzieje to wcześniej czy później możemy zacząć obserwować reakcje otoczenia na to wszystko. Ja właśnie teraz jestem w takim punkcie obserwacyjnym.

Odkąd zdecydowałem się przerwać pewien etap w swoim życiu i zacząć nowy wiedziałem, że poniosę tego jakieś koszty. Tymi kosztami mogło być wiele rzeczy, zarówno tych dobrych jak i też trochę gorszych. Zmiana stylu życia, swoich własnych przyzwyczajeń czy zachowań jak się okazuje oddziałowuje nie tylko na nas samych ale także i na innych. Ludziom często się nie podoba to co widzą. Dlaczego im się nie podoba? Każdy przypadek jest inny i najlepiej byłoby zapytać się poszczególnych ludzi, ale nie filozofując zbyt wiele wydaje mi się, że w głównej mierze spowodowane jest to jedną rzeczą. Mianowicie tym, że ludzie uświadamiają sobie w takich chwilach, że oni też by tak chcieli ale nie potrafią tego zrobić. Nie potrafią lub im tylko się wydaje, że naprawdę chcą. Nie ma to jednak większego znaczenia, ponieważ efekt końcowy tych motywacji jest bardzo podobny.

Odkąd zacząłem się dzielić ze światem za pomocą tego bloga tym co mam do powiedzenia, mam sporo okazji aby rozmawiać też o tym wszystkim, a nawet na więcej pokrewnych tematów na żywo. Jedni ludzie mi gratulują tego co zrobiłem i tego co robię w tej chwili. Ja zawsze po prostu dziękuję i staram się pokazać też przy okazji, że tak naprawdę nie tak wiele trzeba aby tego dokonać. Wielu jednak słucha tego z lekkim niedowierzaniem. Są też rozmówcy, którzy przy okazji rozmowy od razu pytają się mnie o rady w stylu „co mam zrobić aby czegoś podobnego dokonać?”. Ja oczywiście w miarę swoich możliwości odpowiadam. Jednak w odpowiedzi bardzo często słyszę serię wymówek dlaczego dana osoba nie jest w stanie osiągnąć jakiegoś celu. Bo praca, bo rodzina, bo pogoda, bo wszystko inne tylko nie cel. W zależności od sytuacji ale jednak przeważnie staram się drążyć temat i starać się choćby częściowo przekonać danego osobnika, że warto. W paru przypadkach już na starcie odpuściłem bo czuję, że to nie ma sensu. Bo kto ma tak na prawdę chcieć osiągnąć dany cel przez tą osobę – ja czy ona sama?

W ostatnim czasie potwierdza się też to przed czym mnie trochę ostrzegano, trochę o tym dowiadywałem się na własna rękę, a trochę też miałem takie przeczucie. Mianowicie chodzi mi o fakt, że diametralne zmiany w życiu, lub starania osiągnięcia jakiegoś celu sprawiają, że człowiek zostaje sam. Tak na prawdę sam. Nawet w chwilach kiedy wydaje się, że jest obok niego sporo przyjaciół czy znajomych to są to bardzo często tylko pozory. Z tymi największymi przeciwnościami w większości przypadków musi radzić sobie samodzielnie. Jest to i trudne i motywujące zarazem. Głównie dlatego, że jeśli uda się komuś zaakceptować ten stan rzeczy i działać według pewnego nazwijmy to schematu, to ewentualny sukces będzie smakował po pierwsze lepiej, a po drugie będzie to tylko własna zasługa. A takie rzeczy bardzo wzmacniają psychicznie i po prostu cieszą. Wiem to akurat z własnego przykładu.

Na własnym przykładzie widzę też właśnie jak czasami zabawne są reakcje ludzi na fakt, że zmieniły mi się priorytety. Sytuacja z kilka dni temu. Dzwoni do mnie znajomy i zaprasza mnie na imprezę. Ja mówię, że spoko mogę wpaść ale ja nie piję, a poza tym następnego dnia i tak mam pracę oraz trening. I wtedy mina, której przez słuchawkę zobaczyć się nie da zapewne jest bezcenna. Następuje też szybkie ale i trudne dla niego wycofywanie się z propozycji. Ja słysząc, że druga strona kombinuje wcale tego zadania nie zamierzam jej ułatwiać. I taka oto wygląda mała zabawa w kotka i myszkę 😉 Finałem tego przykładu, jest to, że na imprezie nie byłem, kolega chyba nie zrozumiał moich intencji, a ja akurat wtedy spędziłem spokojny wieczór w domu. Co ma mówić innym ta sytuacja? Może nic, a może też to, że nie trzeba dopasowywać się do innych. Trzeba mieć jakieś swoje cele i priorytety, a wtedy jest znacznie prościej. To, że spędzam na przykład spędzam ostatnio sporo wieczorów sam we własnym towarzystwie w domu, nie boli mnie jakoś specjalnie. Nie tak jak by to było jeszcze jakiś czas temu. Teraz jest mi dobrze z samym sobą. Jak się okazało, co było dla mnie nie ukrywam zaskoczeniem, że gdy zacząłem radzić sobie ze swoim ciałem z zewnątrz to i wnętrze się uspokoiło. Powiem chyba nawet więcej, a mianowicie – jestem szczęśliwy.

Jak więc widać pomimo, że do końca mojej drogi jeszcze duży kawałek to już teraz napotkane efekty są satysfakcjonujące. Poza tym to automatycznie też sprawia, że chcę więcej. Chcę robić i dawać z siebie więcej aby zobaczyć dokąd mnie to zaprowadzi. Czasem nawet bez analizowania czy warto i czy tak można. Niech się dzieje to wszystko co ma się wydarzyć, a ja mam poczucie, że sobie z tym i tak poradzę.