fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Mój sposób na niedzielę

dodany przezKamil Timoszuk 8 grudnia 2013 2 komentarze

Przyjęło się w naszym społeczeństwie, że niedziela to dzień kiedy należy odpoczywać. Ja bym do tego dodał jedno zastrzeżenie. Mianowicie takie, że nie zawsze i nie każdy. A przynajmniej nie ja i nie dzisiaj. Dziś postanowiłem zakończyć niejako ten tydzień z przytupem.

Treningi w boxie CrossFit Podlasie trwają najlepsze. Tam nie ma złego dnia ani złej godziny na każdy kolejny trening. Tym bardziej jeśli są tam osoby, które wierzą w ciebie, dopingują cię i motywują do jeszcze cięższej i jeszcze bardziej wytężonej pracy dzień po dniu. W takiej atmosferze aż chce się przebywać i wracać tam w tak „nienormalny” dzień jak niedziela.

Plan na dziś był prosty i przejrzysty tak jak i w poprzednich dniach – siła!

Niestety tylko głowa była gotowa na podjęcie tego wyzwania bo ciało już niekoniecznie. A że swego organizmu trzeba słuchać to dziś siła poszła w odstawkę i przyszedł czas na typowy metcon czyli trening metaboliczno kondycyjny. Po dobrym rozgrzaniu się poznałem co mnie dziś czeka, a było to tym razem:

5 Rund:

200 metrów wiosłowania na ergonometrze

10 Burpees „Box Jumps”

10 Thrusters

3 „Kółka” biegania po boxie

W dzisiejszej odmianie tych ćwiczeń typowego boxa zastąpiły bumpery od sztangi. Wszystko z racji tego, że wczoraj przy wskakiwaniu na skrzynię znowu przywaliłem lewą nogą w jej kant i jeszcze dziś odczuwałem tego skutki. Tak więc w tym przypadku było trochę lżej. Trochę, bo i tak zbyt lekko nie było. Zobaczcie sami 4 rundę.

W ostatniej rundzie jako że dla Damiana, którego pieszczotliwie nazywam sadystą, nie podobało się, że tak lekko mi idzie zmieniły się trochę zasady gry. Zamiast 200 metrów wioseł było do przepłynięcia równowartość 20 kalorii. Na kupce z bumperami pojawił się trzeci 20-kilogramowy talerz i liczba wskoków wzrosła z 10 do 15, a na sztandze do thrustersów wylądowało jeszcze dodatkowych 5 kilogramów. Jedynym ułatwieniem był fakt, że nie było już biegania. Łaskawy Pan 😉

Nie było w tamtej chwili już żadnego odwrotu, trzeba było zasuwać i tyle. Jak pomyślałem tak zrobiłem i dzięki temu swój początek niedzieli mogłem zaliczyć do zdecydowanie udanych. Nawet pomimo tego, że nie wykonałem swego pierwotnie zakładanego treningu. Bo zawsze jest lepiej zrobić ze sobą coś niż nie zrobić kompletnie nic. Najlepszy naturalny narkotyk świata czyli endorfiny i tak wydzieliły się w ilości odpowiedniej i dzięki temu zyskałem dodatkowe siły i motywację. Do kolejnego treningu 🙂