fbpx
O wszystkim

Misja Italia

dodany przezKamil Timoszuk 21 sierpnia 2014 0 Komentarzy

Od jakiegoś czasu, była wokół mnie pewna grupa osób, która niemal każdego dnia starała się mi uświadomić, a momentami chyba wmówić, że jestem smutny. To czy tak było naprawdę czy też nie, nie miało w sumie dla nich żadnego znaczenia. Jednak mam nadzieję, że najbliższe 3-4 dni sprawią, że moje nastawienie do świata ulegnie poprawie. Przynajmniej w oczach tych osób 😉

Jest na to dość duża szansa, ponieważ w ciągu kilku piątkowych godzin z polskiego, coraz niestety zimniejszego klimatu, uda mi się przenieść do kraju, gdzie w przeciągu całego roku słońca jest statystycznie więcej. Jednak południe naszego kontynentu ma to już do siebie, że jeździ się tam bardzo często tylko po to aby wygrzać swoje cztery litery. Ja jednak nie zamierzam tam uskuteczniać bezczynności pod żadnym względem. Zresztą, kto o zdrowych zmysłach, jedzie do Mediolanu na kilka dni i marnuje czas w ten sposób? Na pewno nie ja!

A dlaczego w ogóle tam jadę? Bo chcę i mogę, odpowiedziałbym w pierwszej chwili na tak postawione pytanie. W drugiej zaś dodałbym, że nadarzyła się okazja potowarzyszyć trenerowi z boxa CF Podlasie w jego wyprawie na kurs CrossFit Level 1, który nie mam wątpliwości, że zaliczy śpiewająco 🙂 Być może kiedyś i ja będę miał taki cel podróży do jakiegoś miejsca w Europie lub na świecie. Teraz jednak moje cele priorytety na najbliższe dni są zupełnie inne. Jednym z podstawowych jest to, żeby oderwać się od polskich realiów. Nie w tym jednak sensie, że one mi w jakiś straszny sposób uwierają. Czasami jednak jest dobrze zmienić otoczenie, choćby na chwilę, i na wszystko spojrzeć z lekkiego dystansu. Jeśli do tego można pojechać w nowe miejsce, zwiedzić mam nadzieję świetne miasto, poznać nowych ludzi, a do tego jeszcze zobaczyć kolejny crossfitowy box na świecie to czy to mało jak na te kilka dni?

Jakiś czas temu miałem pomysł aby zaplanować sobie już w Białymstoku zwiedzanie Mediolanu i tego co na 100 procent muszę zobaczyć. Później jednak doszedłem do wniosku, że takie poznawanie nowego miejsca z nosem w mapie/telefonie z GPS-em i zegarkiem w ręku to nie jest najlepszy pomysł. Przypomniała mi się też wtedy moja pierwsza wizyta we Włoszech kilka już lat temu, kiedy to odwiedziłem Rzym (opisałem to TUTAJ gdyby kogoś to interesowało). I jednym z fajniejszych wspomnień tamtego wyjazdu było właśnie to, że poruszając się na piechotę przez kilka dni, udało nam się zobaczyć praktycznie wszystkie większe i ważniejsze zabytki tego miasta. Dzięki też temu, przynajmniej ja miałem wrażenie, że znacznie bardziej „chłonę” Rzym, niż gdybym to robił zza okna komunikacji miejskiej czy tym bardziej metra. Dlatego też w Mediolanie mój pomysł na zwiedzanie wygląda na chwile obecną tak, że będę chodził tam, gdzie mnie nogi poniosą. A jak to wyjdzie w praktyce przekonam się pewnie sam, a wy później przeczytacie tutaj na blogu.

Zresztą przed wyjazdem jednym z dylematów jakie miałem, a bardziej problemów pierwszego świata w XXI wieku, to to czy brać ze sobą laptopa. Argumentów zarówno za takim rozwiązaniem jaki też przeciw, było co najmniej kilka. Jednym z argumentów przeciw było po prostu to, że będzie więcej bagażu do przetransportowania w obie strony. Jednak znam się już na tyle, że dobrze wiem, że najfajniej mi się pisze moje teksty z wyjazdów właśnie podczas samych wypraw. Bo to właśnie wtedy wszystko jest, nowe, ciekawe, interesujące czy zaskakujące i w dość prosty sposób te wszystkie emocje udaje mi się przelewać do moich tekstów, które piszą się wtedy niemal same 😉 Tym razem jednak postanowiłem, że postaram się we Włoszech i samym Mediolanie, zebrać jak najwięcej obserwacji, a dopiero gdy wrócę do Białegostoku w poniedziałek, zacznę przelewać to na internetowy papier w kolejnych tekstach. Jednak brak laptopa nie oznacza to, że nie będzie ze mną kontaktu przez te kilka dni. Na szczęście ludzkość doszła do tego poziomu rozwoju, że udało jej się wynaleźć coś tak genialnego w swojej prostocie jak smartfon 🙂 I to za jego sprawą w najbliższy weekend, postaram się dawać znaki życia przy pomocy mojego fanpage na Facebooku. Tak więc ktoś jest ciekawy tej wyprawy na bieżąco, to serdecznie zapraszam do lajkowania i śledzenia mnie właśnie tam. Konta na Instagramie oraz Twitterze także chyba nie będą leżeć bezczynnie, a więc także można zerkać ukradkiem w ich stronę 😉

A więc podsumowując mój wstęp do najbliższych kilku dni, jadę do Mediolanu złapać ostatnie naprawdę ciepłe promienie słońca w tym roku. Muszę ich uchwycić na tyle dużo, żeby po powrocie przez dłuższy czas, nikt mi nie zarzucił, że chodzę jakiś ponury, smutny czy jeszcze jakiś niewyraźny. Nie ma takiej opcji! 🙂