fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Masa musi być!

dodany przezKamil Timoszuk 29 kwietnia 2014 0 Komentarzy

Jak mówi stare, indiańskie przysłowie, „wszystko co robisz w życiu, musisz robić… na masę”. Tak więc w ostatni piątek nie miałem wyjścia i musiałem posłuchać tej jakże światłej rady i zastosować ją w swoim życiu. Ale w swój unikalny sposób.

O czymś takim jak Białostocka Masa Krytyczna, usłyszałem dopiero w tamtym roku. Stało się to chyba tylko głównie dlatego, że w końcu owe zjawisko po prostu zaczęło mnie dotyczyć. Wszystko to z racji tego, że pokochałem na nowo, miłością czystą i bezwarunkową, jednoślad zwany rowerem. A masa krytyczna to zdecydowanie impreza, która jest tworzona dla rowerzystów i przez rowerzystów. Jeśli ktoś nie wie co to takiego, to najprościej by to można opisać, jako przejazd wszystkich rowerzystów przez dane miasto w jednej zwartej kolumnie. Wszystko to po to, aby pokazać mieszkańcom, a przede wszystkim kierowcom w ich blaszanych maszynach, że rowerzysta to też człowiek. W całym kraju tego typu impreza odbywa się zawsze w ostatni piątek danego miesiąca.

Masa Krytyczna 1

Już w ubiegłym sezonie kilkukrotnie zbierałem się do udziału w takim przejeździe, ale zawsze coś stawało mi na drodze. A to praca, a to trening, a to jakieś inne obwiązki. Tym razem też tak miało być, ale szczęśliwym zbiegiem okoliczności, dotarłem pod Ratusz w Białymstoku. Jadąc tam w sumie nie wiedziałem czego mogę się spodziewać. Nie miałem żadnych oczekiwań czy wyobrażeń. Ot taka spontaniczna akcja. Co ciekawe na miejscu oraz podczas już przejazdu spotkałem paru znajomych, z którymi nie widziałem się i nie rozmawiałem w sumie kilka dobrych lat. Tak więc bez dwóch zdań można by rzec, że „Rower Connecting People”.

Masa Krytyczna 2

Trasa przejazdu tego dnia zaczynała się na Rynku Kościuszki i wyglądała tym razem tak.

Trasa masy krytycznej

Jakie mam wrażenia, po przejechaniu w tłumie innych zapaleńców dwóch kółek, po drogach mojego miasta? Pierwsze co przychodzi mi na myśl, to swego rodzaju satysfakcja, z racji tego, że w końcu można było jechać niemal środkiem ulicy jak pan, a kierowcy w swoich samochodach, musieli poświęcić kilka minut swego cennego życia na to, aby po prostu zaczekać na swoją kolej. Taka szansa nie zdarza się każdego dnia 😉 Poza tym byłem zaskoczony bezpieczeństwem i rozsądkiem większości rowerzystów. Przy takiej liczbie osób o zahaczenie kogoś czy upadek było nie trudno. A tylko jedno takie zjawisko widziałem osobiście, tuż przed sobą swoją drogą, i uważam to za pozytywną rzecz takiej „imprezy”. Co mi się mniej podobało? Nie wiem czy to jest jakikolwiek argument, ale na pewno tempo całego przejazdu. Jadąc środkiem drogi, nie raz miałem ochotę docisnąć pedały. Jednak po niedawnym wypadku, chyba nabrałem trochę pokory i może nawet rozumu, dzięki czemu gdzieś z tyłu głowy zapaliła mi się czerwona lampka ostrzegawcza, która mnie przed tym powstrzymała. Poza tym masa krytyczna to nie żaden wyścig, że trzeba gnać na złamanie karku. No i trochę szkoda, że trasa była tak krótka. Ale jak się nie ma co się lubi, to… 🙂

Masa Krytyczna 4

Tak więc podsumowując swoje pierwsze zetknięcie ze zjawiskiem Białostockiej Masy Krytycznej uważam za udane. Jeśli tylko czas i inne obowiązki mi pozwolą, to na pewno nie będzie to mój ostatni udział. Trzeba jednak walczyć o swoje prawa rowerzysty, w taki czy inny sposób 😉

A tak na koniec jeszcze to, wszystkie użyte zdjęcia w tym tekście są autorstwa niejakiej/niejakiego Portia. Cała jej/jego galeria z tego wydarzenia jest do zobaczenia pod TYM adresem.