Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
O wszystkim

Kolejne cele wyznaczone!

dodany przezKamil Timoszuk 27 września 2013 2 komentarze

Jest takie powiedzenie, że „jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga to powiedz mu o swoich planach”. I coś w tym stwierdzeniu jest z prawdy bo bardzo często dzieje się tak, że z nieznanych nam do końca przyczyn nasze plany ulegają zmianom. Pomimo tego moim zdaniem plany robić i tak trzeba.

Zarówno plany jak i kolejne cele warto mieć w swoim życiu. To właśnie one pozwalają nam automatycznie motywować się do dalszego działania. Chodzi tu o założenia zarówno długofalowe jak i też te na krótką metę. Zasada „krok po kroku” naprawdę się sprawdza. Testuję sumiennie ten system postępowania i działania już od jakiegoś czasu i sam jestem zaskoczony tym jak pozytywne efekty może dać wyznaczony samemu sobie cel. Dzięki takiemu zabiegowi znacznie trudniej oszukać samego siebie, do czego ma skłonność większość z nas. Ja także 🙂

Robieniu różnego rodzaju planów sprzyja jak zawsze okres kończącego się roku czyli sylwestra. To właśnie wtedy obiecujemy sobie, że się zmienimy, coś ze sobą zrobimy czy zaczniemy być w czymś systematyczni. Jak z realizacja takich planów bywa każdy dobrze wie po samemu sobie jak i po swoich najbliższych. Żadnych prywatnych badań nie robiłem ale podejrzewam, że spełnialność takich przyrzeczeń samemu sobie jest znikoma. Ja jednak chciałbym zaprzeczyć tej tezie i coś w tym temacie zrobić. Co takiego?

Otóż od kilku już dni robię sobie w notatniku listę zadań/wyzwań jakich chciałbym się podjąć i co więcej zrealizować. Powody takiego postanowienia są przede wszystkim dwa. Pierwszy z nich to to, że zauważyłem w ostatnim czasie, że co chwilę robię coś po raz pierwszy. A to biegnę w imprezie masowej, a to odwiedzam nowe miejsca, a to jeszcze coś innego. Fajnie by było podtrzymać ten trend. Drugim powodem zaś jest to, że gdy napiszę coś w tym miejscu to w moim odczuciu zobowiązuje się oficjalnie do czegoś, że zrobię. Każdy ma prawo tu zajrzeć i pod koniec kolejnego roku mnie rozliczyć. Nie wiem jak innych ale mnie osobiście taka alternatywa mobilizuje. Dlatego też dziś podzielę się z wami jakie plany zaświtały mi w głowie na najbliższe miesiące.

Pierwszy i jedyny z nich jest do wykonania jest w tym roku. I jest to bardziej pomysł/założenie Arka, czyli trenera CrossFit Atleta Team, ale ja zdecydowanie się pod nim podpisuję. Mianowicie chodzi o fakt, że do końca roku cała ekipa CFA będzie wykonywać w mniejszym lub większym stopniu, ale dobrze technicznie WSZYSTKIE podstawowe i standardowe ćwiczenia. Czy jest to realne? Do końca roku zostały 3 miesiące, a więc jest na to szansa i zrobię wszystko aby w moim przypadku tak się stało. Dziś zresztą znowu zrobiłem coś po raz pierwszy. Były to nawet dwie rzeczy.

kontuzja noga box

Pierwsza z nich to wskok na skrzynię o wysokości 60 centymetrów. Wysokość, która nie tak dawno temu była dla mnie jakimś kosmosem. Dziś jednak się okazało, że do kosmosu nie jest tak daleko. Trzeba jednak jeszcze dalej trenować bo przy jednym z kolejnych ponowień zrobiłem sobie trochę krzywdy. Wskakując na boxa tylko jedna noga znalazła się na górze, a druga nie nadążając zahaczyła o krawędź i tym samym przywaliłem piszczelem o kant boxa. Mała dziura, trochę krwi, spory obrzęk i lekki ból to jest nic w porównaniu z satysfakcją jaką mam z powodu wcześniejszych udanych powtórzeń. No pain no gain!

Drugie wyzwanie zostawiam sobie już na rok kolejny. Jednak z tych wszystkich jakie na razie planuję te chyba będzie największe. Przynajmniej w moim odczuciu, bo to właśnie tu będę musiał się zmierzyć ze swoimi strachami i lękami nagromadzonymi przez lata. Dokładniej rzecz biorąc mówię tu o pływaniu, a konkretniej wzięciu się za jego naukę. Gdy miałem niewiele lat przeżyłem parę chwil, które zadecydowały o tym, że w wieku 28 lat nie potrafię pływać. Co więcej będąc na skraju utonięcia, nabawiłem się przy okazji generalnie małej awersji w stosunku do wody, w większych niż wanna zbiornikach wodnych. Lęk przed pływaniem różnego rodzaju statkami pokonałem stosunkowo niedawno, a więc teraz czas na kolejny krok.

Skoro był i żywioł wody to teraz coś związanego z powietrzem. Otóż tu także mam coś do zrobienia. Mianowicie fanem wielkich wysokości na otwartych przestrzeniach specjalnie nie jestem. Czy posiadam lęk wysokości? Nie wiem i mógłbym podać zarówno wiele przykładów za jak i przeciwko tej tezie. Faktem jest jednak to, że chciałbym się z tym żywiołem także zmierzyć. A będę chciał to zrobić na dwa lub przynajmniej jeden z dwóch sposobów. Pierwszy z nich to skok ze spadochronem w tandemie z instruktorem. Pomysł, który chodzi mi po głowie od dawna czas w końcu wcielić w życie. Drugim, nie wiem czy nawet nie ciekawszym sposobem jest lot balonem. Tu mam nawet pewne perspektywy, że ten plan może się udać. W tym jednak celu uśmiecham się do pewnej osoby, która wiem, że czyta moje teksty. Będę bardzo wdzięczny jeśli będzie o mnie pamiętać w odpowiedniej chwili 😉

Zejdźmy jednak już na ziemię bo tu także może być równie ciekawie. Dlaczego? Otóż nie wiem w sumie dlaczego nie wpadłem na to już w tym roku, ale to chyba efekt tego, że pod latarnią najciemniej. Mianowicie mając w tym roku przejechanych już ponad 3 tysiące kilometrów na rowerze, dopiero ostatnio mnie oświeciło, żeby wziąć udział w jakimś rajdzie rowerowym. Tak dla własnej przyjemności i sprawdzeniu się. Coś w stylu tego biegu na 5 kilometrów niecały tydzień temu. Takich imprez w regionie w sezonie jest sporo, a więc z tym nie powinno być kłopotów z realizacją. Z ziemią, a bardziej ze śniegiem związany jest mój kolejny punkt. Wspominałem o nim zapowiadając już nadchodzącą imprezę Winter Is My Love 2013, a chodzi tu o jazdę na snowboardzie czyli jej naukę. Chciałbym po prostu poczuć ten ból tyłka, który raz za razem wali o ziemię, a czasami udaje się zjechać określony odcinek bez upadku. Dobra zabawa i adrenalina myślę, że gwarantowana. I o to przecież chodzi!

Zostawmy jednak sporty i tego typu aktywność i przejdźmy do dwóch innych założeń, które będę starał się wdrożyć. Jedno z nich może u wielu z was wywołać uśmiech politowania i zażenowania. Choćby dlatego, że podobne chęci ma większość Polaków ale niestety nielicznym udaje się je zrealizować. Chodzi o zarabianie pieniędzy, godziwych pieniędzy. W jaki sposób? To się jeszcze okaże ale mam kilka pomysłów i o dziwo wszystkie z nich są legalne 😉 Jednak w tym założeniu nie chodzi o sam fakt zarobienia i posiadania danej ilości gotówki. Bardziej zależy mi na tym, aby móc dzięki temu spełniać swoje, a być może i kogoś dla mnie bliskiego marzenia, realizować się i nie martwić się czy uda mi się przeżyć od pierwszego do pierwszego. To wbrew pozorom dużo i mało.

Na koniec zaś mam jedno małe pobożne życzenie związane z podróżami. Mianowicie chciałbym odwiedzić i być może zwiedzić część jakiegoś kraju w którym do tej pory jeszcze nigdy nie byłem. Lista takich krajów jest spora, a więc myślę, że nie będzie z tym źle.

I tak oto widzicie, że chcę od życia dość sporo. Ale postaram się też od siebie dać dużo, tak jak to robię do tej pory. Ta lista jeszcze nie jest zamknięta i kiedy pojawią się kolejne podpunkty na pewno je dopiszę. A pod koniec 2014 roku będzie czas na wielkie rozliczenie.